Obudziły mnie silne bóle brzucha. Próbowałam wstać, ale nie miałam na to siły.
Wiedziałam, że się zaczyna.
Powoli sięgnęłam po telefon. Wybrałam numer Justina.
- H-halo?- wydusiłam przez łzy.
- Kochanie, co jest?
- Ja, ja rodzę... Przyjedź.
- Boże święty, jadę!
Później zadzwoniłam do mamy.
- Mamo, proszę przyjedź, bo my jedziemy do szpitala.- wyszeptałam szybko.
- Już, chwilka skarbie...
Telefon wypadł mi z ręki. Pomimo bólu wstałam i powoli poszłam do pokoju Jaxona.
Pocałowałam go w czoło.
Usłyszałam pukanie do drzwi, a chwile później otwarcie drzwi. Na górę przybiegli Justin, moja mama i Pattie.
Justin wziął mnie na ręce.
- Trzymaj się kochanie.- mama puściła moją rękę.
Justin położył mnie na tylne siedzenia auta.
- I jak?- pytał zdenerwowany co chwilę.- Dzwoniłem do lekarza i już wszystko gotowe..
Widziałam jego trzęsące się dłonie.
- Justin..- szepnęłam.
- Jeszcze chwila.
Podjechaliśmy pod klinikę. Justin zaniósł mnie do recepcji.
Justin
- Justin?- podniosłem twarz do góry. Zobaczyłem jedną z pielęgniarek.- Ktoś na pana czeka.- uśmiechnęła się.
- Mo-mogę wejść?
- Idź.
Gdy wszedłem do sali zobaczyłem moją cudowną, malutką córeczkę.
Nie mogę uwierzyć. Mam córkę. Usiadłem na skraju łóżka. Spojrzałem na wykończoną, ale uśmiechniętą Sel. Zobaczyłem łzy w jej oczach.
- Mogę?- spytałem.
W odpowiedzi podała mi małą kruszynkę.
Delikatnie wziąłem ja na swoje ręce.
- Cześć skarbie..- szepnąłem.
Selena
Przypatrywałam się Justinowi i mojej małej córeczce.
Poród był bardzo długi i bolesny, ale teraz mam przy sobie skarb.
- To słodka Candice?- spytałam.
- Jeśli chcesz, to oczywiście.
Do sali wszedł lekarz.
- Jak się czujecie?
- Wspaniale.- odpowiedziałam.
- Wybraliście imię?
- Candice.- odpowiedziałam równo z Justinem.
- Candice Bieber.- powiedział lekarz.- Więc, Candice jest zdrowa. Myślę, że za dwa, max trzy dni będziecie mogły opuścić klinikę.
- Dziękuję.
Lekarz wyszedł z sali.
- Mogę ciebie prosić, żebyś pojechał po jakieś rzeczy, bo wzięliśmy tylko torbę mał..Candice.- poprawiłam się.
- Jasne kochanie.
- I nie zapomnij o Jaxonie.- powiedziałam, gdy oddawał mi Candice.
- W jakim sensie?
- Zastań z nim trochę..
- Ale..- przerwałam.
- Justin, zjedz z nim śniadanie chociaż. Candice ci nie ucieknie.
- Dobrze.
Wyszedł. Zostałam sama z córką.
Jest strasznie podobna do Justina. Ma jego piękne, brązowe oczy, zgrabny nosek, jego uśmiech. Po mnie ma tylko ciemnie włosy.
*dzień później*
Czuję się już o wiele lepiej. Nie mogę napatrzeć się na małą córeczkę.
- Możemy?- zobaczyłam Demi i Joe w drzwiach.
- Tak.- uśmiechnęłam się.
- Boże, jaka ona śliczna!- Demi wzięła małą na ręce.
- A gdzie Justin?- spytał Joe patrząc na małą.
- Wysłałam go do domu po rzeczy i żeby został na chwilę z Jaxonem.
- Jak się czujesz?
- Wspaniale..
- Jaka ona jest do ciebie podobna!-Demi nie mogła wyjść z podziwu.
- Do mnie? Według mnie do Justina.
- Coś ty! Ma twoje włosy i uszka.. I te oczy..- cały czas się uśmiechała.
- Justina.
- Śliczności cioci, tak?- Demi bawiła się z malutką, a raczej ona się bawiła, a Candice patrzała.
Joe się z niej śmiał.
Po godzinie Justin wrócił.
- O cześć.- przywitał się z Demi i Joe.- I co? Namyśliliście się?
- Tak.- odpowiedzieli równo.- Chcemy być chrzestnymi Candice.
- Super.- odpowiedział i wziął ode mnie Candice.- Chodź do taty.- pocałował ją w policzek.
Długo rozmawialiśmy. Wszyscy cieszyliśmy się Candi.
- To my już idziemy.- zaczęli się ubierać.
- Dziękuję, że przyszliście.
- Przyjemność.
Wyszli z sali.
- I jak Jaxon?- spytałam.
- Cieszy się i nie może się doczekać.
- To czemu go nie wziąłeś?
- Ojj no..
- Głupolu.
- Mogę?- spytał, a ja kiwnęłam głową.
- Jaka ona śliczna..
- Chciałeś córeczkę.. Teraz tylko rób dla niej to wszystko, co obiecywałeś.
- Sely..
- Wiem, co chcesz powiedzieć. Ufam Tobie.
- Kocham was.
- My ciebie też.
Justin trzymał Candice tak delikatnie. Wyglądali słodko, pięknie.
Zapomniałam już jak to jest.
To wspaniałe uczucie. Dać życie małej istotce, która rośnie na twoich oczach, dorasta...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz