Obudziłam się już w sypialni. Wczoraj zasnęłam chyba z Jaxonem u niego.
Nagle poczułam, że muszę zwymiotować. Szybko poszłam do łazienki.
Poczułam, jak Justin bierze moje włosy i trzymał je przez cały, gdy wymiotowałam.
- Już dobrze?- spytał gdy się podniosłam.
- T-tak. Dziękuję.
- To mój obowiązek. - zaśmiałam się. - Chodź, przygotowałem śniadanie.
- Przepraszam, nie mam siły nawet iść.
Nagle podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.
- Justin!- śmiałam.
- Księżniczki powinno nosić się na rękach, szczególnie, gdy są w ciąży.
- Kochany mój.
- Kochana moja.- pocałowałam go w policzek, gdy schodził ze mną po schodach.
Dopiero mnie puścił, gdy siedziałam już na krześle.
- Gdzie Jaxon?- spytałam.
- Wstał już o 5. Zjadł, razem obejrzeliśmy jeszcze bajkę i znowu zasnął.
- Nie śpisz już od 5?
- No tak jakoś.
- To nie możliwe.
- A jednak.
Justin stał przy kuchence i kończył smażenie jajecznicy.
- Jusi? A jak już będziemy po tej wizycie, to pojedziemy do moich rodziców?
- Chcesz im już powiedzieć?
- Raczej nie, ale dawno ich nie widziałam, a z moją mamą znowu jest gorzej... I..- przytulił mnie.
- Jasne, jeśli chcesz.
Po zjedzeniu śniadania zaczęłam się szykować.
Schodząc na dół zauważyłam przez okno, że w ogrodzie jest Justin z Jaxonem.
- Justin! No, jak mogłeś go wziąć na dwór.
- Ale mamo, ja się dobrze czuje.
- Jaxon, pan doktor powiedział, że jeszcze do soboty nie możesz wychodzić z domu.
- Ale mamo!
- Nie krzycz na mnie Jaxon. Nie i koniec. Do domu, dalej.
Powolnie poszedł do domu..
- A ty takie drugi?- skinęłam w stronę Justina, który cały czas się śmiał.- Justin nie śmiej się.- uderzyłam go w bicepsa.- A gdzie zostawimy Jaxona?
- Moja mama tu przyjedzie.
Weszliśmy do gabinetu lekarza.
- Oo.. Zastanawiałem się kiedy was tu znowu zobaczę.- lekarza znaliśmy bardzo dobrze. Prowadził całą ciążę z Jaxonem.- I jak się czujesz?- wskazał na miejsce, na którym miałam usiąść, by mógł wykonać USG.
- Jest dobrze.
Już trochę jeździł po moim brzuchu.
- No gratuluję wam. Jesteś w ciąży Selena.
- Dziękuję.
Dał mi papier, bym mogła się wytrzeć i wyszedł z pokoju.
W moich oczach pojawiły się łzy.
- Łzy szczęścia rozumiem?- Justin mi pomógł i wytarł mój brzuch.
- Tak.
- Cieszę się, strasznie się cieszę. Znowu zostanę tatą.
Da gabinetu wrócił lekarz.
- To widzimy się kolejny raz za miesiąc?
- Dobrze.
Wręczył mi receptę, na której wypisał witaminy, takie same, które brałam podczas ciąży w Jaxonem.
To takie wspaniałe uczucie, że ma się w swoim ciele małą istotkę, która jest 1/3 częścią twojego życia.
Już chyba zapomniałam jakie to wspaniałe uczucie.
- O czym myślisz?- przerwał mi w drodze.
- O tym, jak będzie dalej.
- Będziemy dalej rodziną. Tyle, że ja będę o wiele częściej i będziemy już w 4, a nie w trójkę.- położył dłoń na moim udzie.
- Mam nadzieję.
Właśnie pijemy kawę z moimi rodzicami. Znaczy się ja herbatę, a oni kawę.
- Jak tam Jaxon?
- Chory cały czas. Dzisiaj wspaniały Justin, pomimo tego, że miał gorączkę wyszedł z na dwór.- wszyscy zaczęli się śmiać.- Ale to nie jest śmieszne.
- Ojj Justinek, to sobie nagrabiłeś.
- Ciekawe co zrobi, jak będzie miał na głowie..- teraz spauzowałam,żeby się nie wygadać. Justin patrzył na mnie, tak jakby chciał mi przekazać, żebym im powiedziała.- Jak jeszcze będzie miał na głowie swoją chorobę..- zaśmiałam się nerwowo. Zrozumiałam, że to w ogóle nie miała sensu.
- Selena?- spytał tata.
- Ehh.. Ja..- spojrzałam na Justina, który kiwnął głową na "tak".- Ja jestem w ciąży.- powiedziałam jak najszybciej mogłam.
- Gratulacje.- mama wstała i zaczęła tulić mnie, a później Justina. Tata siedział i wpatrywał się w jakiś punkt.
- Brian?- mama powiedziała ostro do taty.
- Co? Selena jesteś pewna, że chcesz teraz drugiego dziecka? Nie chcesz wrócić do pracy?!- podniósł się z krzesła.
- Jestem pewna, że chcę urodzić! podniosłam głos.
- Nie dość, że już marnowałaś sobie życie przez Jaxona, a Justin ma to gdzieś!
- Nie zmarnowałam sobie życia przez Jaxona! Przecież skończyłam studia, mamy z Demi kancelarię!
- Wy w tej kancelarii nie spędzacie czasu!
- Bo zajmujemy się wychowywaniem dzieci!
- Po co?!
- A po ci ja ci byłam?!!
- Nie wiem! Może po prostu..
Proszę tato nie mów mi tego.
- CO?!!
- Dowiedziałem się po fakcie!
- Justin ja chcę jechać do domu.- zabrałam torbę i szybko zaczęłam ubierać buty.
- Selena, przepraszam za niego.- mama próbowała mnie uspokoić.
- To nie twoja wina mamo.
- Ale proszę ciebie..
- Nie zostanę.
Nie czekałam na Justina, tylko poszłam do auta i trzasłam drzwiami.
Po chwili usiadł na swoim miejscu. Spojrzał na moją twarz we łzach. Znowu płacze, a nie powinna. Znowu się stresuje, a nie powinnam. Czuję się strasznie. Mój własny ojciec mnie nie chciał!
Jak mam się czuć?
- Sely..- chciał coś powiedzieć, ale nawet jego nie chciałam słuchać.
- Justin, proszę ciebie. Nie mów nic.- posłuchał mnie.
Już od dwóch godzin siedzę w sypialni.
- Selena?- usłyszałam pukanie do drzwi. Była to Pattie.
- Wejdź.- podciągnęłam nos i skuliłam kolana pod brodę.
- Kochanie...- przytuliła mnie.- On nie miał tego na myśli. Kocha ciebie. Powiedział to, bo boi się o ciebie, czy będziesz szczęśliwa.
- Nie, Pattie. On mnie ma gdzieś, powiedział, że byłam wpadką. To jest okropne usłyszeć coś takiego od swojego ojca. To strasznie boli.
- Nie myśl tak o tym. Porozmawiajcie.
- Nie chcę z nim rozmawiać!
- Dobrze. Shhh..
- Możesz zawołać Justina?
- Jasne.- wstała i podeszła do drzwi.- Pattie.- zatrzymałam ją.
- Tak?
- Dziękuję.- uśmiechnęła się.
Po chwili przyszedł Justin. Ja chciałam się tylko do niego przytulic. Zapomnieć.
- Przytulisz mnie?- nic nie powiedział, tylko to zrobił.
Zachwiałam się trochę i polecieliśmy na łóżko.
Justin
Selena zasnęła. Sięgnąłem po nową kołdrę do szafy i ją nią przykryłem, by jej nie obudzić.
Na dole spotkałem mamę.
- Dziękuję, że z nim zostałaś.
- Przyjemność. Co z Sel?
- Zasnęła. A Jaxon?
- Też.
- Chcesz coś do picia?
- Nie, ja się już będę zbierać.
- Odwieźć ciebie?
- Nie, wzięłam auto.
- Dobrze. Jeszcze raz dziękuję.
- Dzwoń jakby się coś działo.
- Jasne.
Włączyłem telewizor, ale zadzwonił do mnie telefon. Była to Jasmine (moja była dziewczyna, która mnie zdradzała)
- Justin! Pomóż mi!
- Co jest?- odpowiedziałem bez uczuć.
- Ktoś tu jest! Ktoś jest w moim domu.
- To zadzwoń na policję, a nie do mnie.
- Justin, proszę oni nie przyjadą za późno.
- Ugh.. Zaraz.
Zabrałem klucze i szybko do niej pojechałem. Właściwie nie wiem dlaczego, ale coś mi kazało. Ale kiedyś była dla mnie ważna. Oczywiście nie tak, jak Selenę.
Powoli wszedłem do domu. Nikogo w nim nie było. Czyli to jej kolejna zagrywka. Jak mogłem się nie domyślić. Ostatnim pomieszczeniem jakie zostało mi do sprawdzenia była jej sypialnia. Powoli otworzyłem drzwi. Zobaczyłem na łóżku prawie gołą Jasmine i dwoma kieliszkami w rękach.
- Czy ty jesteś chora dziewczyno?!!
- Ojj.. Skoro już jesteś to może się napijemy?- podeszła do mnie, ale ją odepchnąłem z całej siły.
- Myślałam, że ci się podobam. Ze coś do mnie czujesz.- wstała.
- Jedyne co do ciebie czuję to obrzydzenie! Jesteś chora!
Jak najszybciej chciałem opuścić jej dom, ale za mną pobiegła.
- Justin, no kochanie.
- Nie jestem żadnym twoim kochaniem, kurwa!
- Kiedyś byłeś..
- Nigdy nie byłem. wyszedłem.
Zakluczyłem drzwi i walnąłem się na kanapę.
Usłyszałem kroki. Przetarłem oczy i zobaczyłem Sel nade mną.
- Czemu tutaj spałeś?- uśmiechnęła się.
- Nie chciałem ciebie obudzić.- podniosłem się.
- Przecież to też twoja sypialnia.
- A wyspałaś się?
- A wyspałam, ale ty nie..
- Wyspałem się. Nie martw się kotku.
- Co na śniadanie?
- Może zwykłe kanapki?
- Z czym być chciał?
- Obojętnie.
- To idź się już ubierz, jest 12.
- Ja sobie zrobię śniadanie.
- Ja też nie jadłam.
- Ale ja zrobię.
- Ja zrobię.- musnęła moja usta.
- Ale ty nie powinnaś się przemęczać.
- Justin, proszę ciebie. Ciąża to nie choroba.
- Ale..
- Idź się ubierać.
Ona jest taka kochana, cudowna. Nie wyobrażam sobie, gdyby teraz to Jasmine była matką moich dzieci i moja żoną. To byłoby piekło, a z Seleną, zupełne przeciwieństwo. Wiem, że mogę jej ufać i ona może mi.
Selena
Gotowe kanapki położyłam na stole. Do kuchni zszedł Justin z Jaxonem na rękach.
- Mamusiu, a co jest na śniadanie?
- Kanapki.
- A zrobiłaś mi z łososiem?
- Nie robiłam, bo nie ma kochanie.
- Ale ja chcę!
- Jaxi nie ma. Zjedz z czekoladą.
- Ohh.. Słuchaj mamy, bo ja ci zjem.- Justin zaczął go łaskotać.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Od razu poszłam je otworzyć.
- Czego chcesz?- warknęłam. Ta osoba ma jeszcze czelność po tym tu przychodzić?!
poniedziałek, 29 lutego 2016
niedziela, 28 lutego 2016
4. "Yes, son?"
Selena
Obudziłam się i chciałam wtulić się w Justin, ale go nie było obok mnie.
Od razu przypomniała mi się wczorajsza sytuacja. Westchnęłam i poszłam zobaczyć do pokoju Jaxona.
Jeszcze spał. Pocałowałam go w czoło. Wczoraj trochę mu się polepszyło i nie miał gorączki, a ni nic, a dzisiaj znowu. Nie potrzebnie go puściłam wczoraj z Demi.
Poszłam na dół. Usiadłam na kanapie i włączyłam sobie telewizor.
Nic, jak zwykle nie leciało. Zadzwoniłam do Demi.
- Hej Demi.
- Selena!
- Masz dzisiaj czas?
- Jasne, dla ciebie zawsze. To co? U mnie, u ciebie, czy na mieście?
- Możemy się spotkać w tej kawiarni na obrzeżach?
- Okej. O której?
- 16?
- Dobra.
- To pa.
- Papa.
No dobra. Jest 11.
Gdy się uszykowałam była już 13. Jaxon dalej spał.
- Jaxi wstawaj.- kucnęłam przy jego łóżku.
- Mamo, znowu mnie boli głowa..
- Chodź.- wzięłam go na ręce i położyłam na kanapie w salonie.- Poczekaj, mama ci zaraz przyniesie lekarstwa. A chcesz coś do picia albo jedzenia?
- Płatki czekoladowe.
- Dobrze.
Zrobiłam wszystko jak najszybciej mogłam. Gdy Jaxon zjadł, zasnął oglądając telewizje.
Siedziałam przy nim, gdy do domu wszedł Justin z torbami.
- Zrobiłem zakupy.
- Widzę.
- Co mu jest?
- Głowa go boli i ma gorączkę.
- Biedny.- przykucnął przy nim.
- Justin ja dzisiaj się umówiłam z Demi i czy zostaniesz..
- Zostanę.
- Dziękuję.
- Nie masz za co.- posłał mi uśmiech.
Była już 15.40, więc ubrałam buty. Poszłam tylko do kuchni po klucze.
- Jakie bierzesz auto?- zaczął.
- Może te? Mogę?- pokazałam mu kluczyki.
- Jasne.
- Dzięki.
- A o której będziesz?
- Nie wiem. Idziemy tylko na kawę.
- Uważaj na siebie.
- Przecież nie jestem dzieckiem Justin.
- Ale je w sobie nosisz.
- Wiem...
- Selena, ja nie chciałem wtedy..- przerwałam mu.
- Porozmawiamy jak wrócę.- musnęłam jego policzek z przyzwyczajenia. Justin się uśmiechnął.- Ja.. Będę około 19.
Pospiesznie wyszłam z kuchni i udałam się do garażu. Wsiadłam do auta i odjechałam.
Punktualnie byłam na miejscu. Przy stoliku czekała już Demi.
- Cześć.- przywitałam się i usiadłam na przeciwko niej.
- Cześć. I jak tam Jaxon?
- Znowu chory.
- Ohh..
- A jak twoje dzieci?
- Na razie okej. Selena?
- Tak?
- Co się stało dokładnie pomiędzy tobą, a Justinem?
- Bo.. Powiedziałam mu, że.. Demi.. Powiedziałam mu, że jestem w ciąży.
- To wspaniale kochana!- wstała i mnie przytuliła. Do moich oczów napłynęły znowu łzy.
- Ale ja mu wtedy powiedziałam, że to kolejnie, które nie będzie miało ojca. I od tego się zaczęło. Obydwoje powiedzieliśmy sobie, że to był błąd.
- Jaki błąd?- otworzyła szeroko oczy.
- Że "my" jesteśmy błędem. Nie wprost, ale na to wyszło. Justin od razu przepraszał i cały czas to robi. Nawet już nie jestem na niego o to zła, tylko się boję. Widzę, jak cierpi czasem Jaxon. Nie chcę tego znowu, nie chcę znowu na to patrzeć.
- Justin rozmawiał z Joe. Trochę mi powiedział. Mu naprawdę na was zależy. Zrobi dla was wszystko.
Musicie dać sobie szanse. Porozmawiajcie, wyrzućcie z siebie te wszystkie emocje, ale nie rańcie się. Będziecie mieli dójkę wspaniałych dzieci. Pamiętaj o tym. Kochacie się.
- Dziękuję.
Jeszcze dwie godziny rozmawiałyśmy i o tym i o różnych sprawach.
O 19.30 byłam w domu. Już przed domem zobaczyłam, że światło pali się tylko w kuchni.
- Jaxon śpi?- spytałam odwieszając klucze.
- Zasnął już o 18.
- Miał gorączkę?
- 38, 5 stopnia. Był ten lekarz i powiedział, że ma grypę i minimum jeszcze 5 dni w domu.
- Boże święty zapomniałam, że miał przyjechać. Nie poszłabym wtedy z Demi..
- Daliśmy sobie radę.- zaśmiał sobie.
- Przepraszam.
- Za często to sobie mówimy.
- Wiem. Tak nie powinno być.
- Selena, dzisiaj jak ciebie nie było był Scoot.
- Nie powiedziałeś mu, że jestem w ciąży?
- Nie, na razie nie. Powiedział, że poprzestawia mi grafik, żebym mógł być wcześniej w domu i częściej.
Podeszłam do niego i go przytuliłam.- Kocham was.
- My ciebie też. I ja też nie powinnam wtedy tak się unosić i zwalać wszystkiego na ciebie.
- Ale ja powinienem być o wiele częściej w domu i tobie pomagać, być z tobą i Jaxonem.
- Będziesz?
- Oczywiście, że będę.
- Ufam ci, więc proszę ciebie nie zawiedź mnie.
- Nie zawiodę.
- Boję się.- mocniej się w niego wtuliłam.
- Czego kochanie?- głaskał mnie po plecach.
- Że sobie nie poradzimy z drugim dzieckiem, że to nam się nie uda dobrze.
- Razem sobie poradzimy. Nie martw się.
- Justin?- mój głos drżał.
- Tak, kochanie?
- Pójdziesz jutro ze mną do lekarza?
- Chcesz?
- Chcę.
- Oczywiście, że pójdę.
Oderwaliśmy się od siebie. Usłyszałam płacz Jaxona.
- Ja do niego pójdę, a ty zamów pizzę.- rzekłam. Posłał mi uśmiech.- A dawałeś mu lekarstwa?
- Tak, na lodówce powiesiłem co kiedy.
- Oki.
Poszłam do Jaxona.
- Co jest?- przytuliłam go.
- Boli mnie znowu...- płakał.
- Nie płacz, kochanie. Zaraz przestanie.- kołysałam go.
- Mamo?
- Tak, synku?
- A wiesz, że tata mnie dzisiaj położył?
- Wiem.
- Powiedział, że mnie kocha. I ciebie też.
- Widzisz? Mówiłam, że tatuś ciebie kocha. I wiesz, że teraz tata będzie mógł ciebie częściej kłaść spać?
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- A powiesz mu, że ja go też kocham?
- Ja ciebie bardziej.- usłyszałam głos Justina, odwróciłam się o zobaczyłam go opierającego się o futrynę drzwi. Po chwili znalazł się przy nas.
- Ja bardziej.- powiedział Jaxon.
- Nie bo ja.
- Ja!
- Ja.- Justin zaczął go łaskotać.
- A mnie ktoś tu kocha?- przerwałam im.
- JA!- obydwoje powiedzieli równo. Zaśmialiśmy się.- To super, ale teraz Jaxon idziesz już spać.
- Dobrze, ale zostaniecie razem?
- Zostaniemy.- odpowiedział mu Justin.
Obudziłam się i chciałam wtulić się w Justin, ale go nie było obok mnie.
Od razu przypomniała mi się wczorajsza sytuacja. Westchnęłam i poszłam zobaczyć do pokoju Jaxona.
Jeszcze spał. Pocałowałam go w czoło. Wczoraj trochę mu się polepszyło i nie miał gorączki, a ni nic, a dzisiaj znowu. Nie potrzebnie go puściłam wczoraj z Demi.
Poszłam na dół. Usiadłam na kanapie i włączyłam sobie telewizor.
Nic, jak zwykle nie leciało. Zadzwoniłam do Demi.
- Hej Demi.
- Selena!
- Masz dzisiaj czas?
- Jasne, dla ciebie zawsze. To co? U mnie, u ciebie, czy na mieście?
- Możemy się spotkać w tej kawiarni na obrzeżach?
- Okej. O której?
- 16?
- Dobra.
- To pa.
- Papa.
No dobra. Jest 11.
Gdy się uszykowałam była już 13. Jaxon dalej spał.
- Jaxi wstawaj.- kucnęłam przy jego łóżku.
- Mamo, znowu mnie boli głowa..
- Chodź.- wzięłam go na ręce i położyłam na kanapie w salonie.- Poczekaj, mama ci zaraz przyniesie lekarstwa. A chcesz coś do picia albo jedzenia?
- Płatki czekoladowe.
- Dobrze.
Zrobiłam wszystko jak najszybciej mogłam. Gdy Jaxon zjadł, zasnął oglądając telewizje.
Siedziałam przy nim, gdy do domu wszedł Justin z torbami.
- Zrobiłem zakupy.
- Widzę.
- Co mu jest?
- Głowa go boli i ma gorączkę.
- Biedny.- przykucnął przy nim.
- Justin ja dzisiaj się umówiłam z Demi i czy zostaniesz..
- Zostanę.
- Dziękuję.
- Nie masz za co.- posłał mi uśmiech.
Była już 15.40, więc ubrałam buty. Poszłam tylko do kuchni po klucze.
- Jakie bierzesz auto?- zaczął.
- Może te? Mogę?- pokazałam mu kluczyki.
- Jasne.
- Dzięki.
- A o której będziesz?
- Nie wiem. Idziemy tylko na kawę.
- Uważaj na siebie.
- Przecież nie jestem dzieckiem Justin.
- Ale je w sobie nosisz.
- Wiem...
- Selena, ja nie chciałem wtedy..- przerwałam mu.
- Porozmawiamy jak wrócę.- musnęłam jego policzek z przyzwyczajenia. Justin się uśmiechnął.- Ja.. Będę około 19.
Pospiesznie wyszłam z kuchni i udałam się do garażu. Wsiadłam do auta i odjechałam.
Punktualnie byłam na miejscu. Przy stoliku czekała już Demi.
- Cześć.- przywitałam się i usiadłam na przeciwko niej.
- Cześć. I jak tam Jaxon?
- Znowu chory.
- Ohh..
- A jak twoje dzieci?
- Na razie okej. Selena?
- Tak?
- Co się stało dokładnie pomiędzy tobą, a Justinem?
- Bo.. Powiedziałam mu, że.. Demi.. Powiedziałam mu, że jestem w ciąży.
- To wspaniale kochana!- wstała i mnie przytuliła. Do moich oczów napłynęły znowu łzy.
- Ale ja mu wtedy powiedziałam, że to kolejnie, które nie będzie miało ojca. I od tego się zaczęło. Obydwoje powiedzieliśmy sobie, że to był błąd.
- Jaki błąd?- otworzyła szeroko oczy.
- Że "my" jesteśmy błędem. Nie wprost, ale na to wyszło. Justin od razu przepraszał i cały czas to robi. Nawet już nie jestem na niego o to zła, tylko się boję. Widzę, jak cierpi czasem Jaxon. Nie chcę tego znowu, nie chcę znowu na to patrzeć.
- Justin rozmawiał z Joe. Trochę mi powiedział. Mu naprawdę na was zależy. Zrobi dla was wszystko.
Musicie dać sobie szanse. Porozmawiajcie, wyrzućcie z siebie te wszystkie emocje, ale nie rańcie się. Będziecie mieli dójkę wspaniałych dzieci. Pamiętaj o tym. Kochacie się.
- Dziękuję.
Jeszcze dwie godziny rozmawiałyśmy i o tym i o różnych sprawach.
O 19.30 byłam w domu. Już przed domem zobaczyłam, że światło pali się tylko w kuchni.
- Jaxon śpi?- spytałam odwieszając klucze.
- Zasnął już o 18.
- Miał gorączkę?
- 38, 5 stopnia. Był ten lekarz i powiedział, że ma grypę i minimum jeszcze 5 dni w domu.
- Boże święty zapomniałam, że miał przyjechać. Nie poszłabym wtedy z Demi..
- Daliśmy sobie radę.- zaśmiał sobie.
- Przepraszam.
- Za często to sobie mówimy.
- Wiem. Tak nie powinno być.
- Selena, dzisiaj jak ciebie nie było był Scoot.
- Nie powiedziałeś mu, że jestem w ciąży?
- Nie, na razie nie. Powiedział, że poprzestawia mi grafik, żebym mógł być wcześniej w domu i częściej.
Podeszłam do niego i go przytuliłam.- Kocham was.
- My ciebie też. I ja też nie powinnam wtedy tak się unosić i zwalać wszystkiego na ciebie.
- Ale ja powinienem być o wiele częściej w domu i tobie pomagać, być z tobą i Jaxonem.
- Będziesz?
- Oczywiście, że będę.
- Ufam ci, więc proszę ciebie nie zawiedź mnie.
- Nie zawiodę.
- Boję się.- mocniej się w niego wtuliłam.
- Czego kochanie?- głaskał mnie po plecach.
- Że sobie nie poradzimy z drugim dzieckiem, że to nam się nie uda dobrze.
- Razem sobie poradzimy. Nie martw się.
- Justin?- mój głos drżał.
- Tak, kochanie?
- Pójdziesz jutro ze mną do lekarza?
- Chcesz?
- Chcę.
- Oczywiście, że pójdę.
Oderwaliśmy się od siebie. Usłyszałam płacz Jaxona.
- Ja do niego pójdę, a ty zamów pizzę.- rzekłam. Posłał mi uśmiech.- A dawałeś mu lekarstwa?
- Tak, na lodówce powiesiłem co kiedy.
- Oki.
Poszłam do Jaxona.
- Co jest?- przytuliłam go.
- Boli mnie znowu...- płakał.
- Nie płacz, kochanie. Zaraz przestanie.- kołysałam go.
- Mamo?
- Tak, synku?
- A wiesz, że tata mnie dzisiaj położył?
- Wiem.
- Powiedział, że mnie kocha. I ciebie też.
- Widzisz? Mówiłam, że tatuś ciebie kocha. I wiesz, że teraz tata będzie mógł ciebie częściej kłaść spać?
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- A powiesz mu, że ja go też kocham?
- Ja ciebie bardziej.- usłyszałam głos Justina, odwróciłam się o zobaczyłam go opierającego się o futrynę drzwi. Po chwili znalazł się przy nas.
- Ja bardziej.- powiedział Jaxon.
- Nie bo ja.
- Ja!
- Ja.- Justin zaczął go łaskotać.
- A mnie ktoś tu kocha?- przerwałam im.
- JA!- obydwoje powiedzieli równo. Zaśmialiśmy się.- To super, ale teraz Jaxon idziesz już spać.
- Dobrze, ale zostaniecie razem?
- Zostaniemy.- odpowiedział mu Justin.
piątek, 26 lutego 2016
3. "Selena please"
Justin
Obudziłem się w środku nocy z bólem głowy i gorączką. Zszedłem do kuchni i wziąłem leki.
Gdy chciałem wrócić do łóżka obudziłem Selene.
- Nie mów, że też masz gorączkę..- podniosła się.
- Tylko 39 stopni.- dotknęła mojego czoła.
- Musisz akurat teraz?- uśmiechnęła się.
- To twój syn.
- Twój również. Poczekaj, aż ja będę chora.- wtuliła się we mnie.
- Ty nigdy nie jesteś chora.
- Ach tak?
- No dobra, ale..
- Nie ma żadnego ale. Masz iść spać w tej chwili.
- Dobrze mamusiu. - pocałowałem ją.
Wstałem o 12.45.
W kuchni zastałem Selene i objąłem ją od tyłu.
- Idź, bo będę chora.- odepchnęła mnie.
- Co jest?
- Gówno.- rzuciła łyżką, którą miała w ręce i poszła do ogrodu.
Poszedłem za nią. Siedziała na leżaku przy basenie. Położyłem dłoń na jej udzie. Na chwilę spojrzała się na mnie. Jej oczy były pełne łez.
- Co się stało?
- Nic.
- Selena, widzę. Możesz mi wszystko powiedzieć, pomogę ci.
- Przecież ty nie masz czasu!- wyrzuciła ręce w powietrze.
- Selena, powiedz mi o co chodzi.- powiedziałem łagodnym tonem w przeciwieństwie do niej.
- Nic nie wiesz!
- Powiedz mi.- chwyciłem jej podbródek.- Powiedz mi co się stało Sely.
- Ja jestem w ciąży!- przytuliłem jej.
- To wspaniale.- ucieszyłem się na wieść o tym, że drugi raz zostanę ojcem. Oderwała się ode mnie.
- Wspaniale Justin? Zastanawiasz się co ty pleciesz?!- wstała.
- A ty się nie cieszysz?- również podniosłem się z pozycji siedzącej.
- Kolejne dziecko, które nie ma ojca? Które musi znosić tonę fleszy? Które normalnie nie może wyjść na plac zabaw? Które nie jest szczęśliwe? Płacze prawie codziennie, bo chce do taty? Które nie ma prawdziwej, kochającej się rodziny?
- A więc to ci przeszkadza?
- Tak! Gratulacje, że zgadłeś po tylu latach!
- To po co..
- Bo cię kocham! Ale najgorsze jest to, że..- jej oczy były zalane łzami. Nie wiedziałem co teraz zrobić.- Najgorsze, jest to, że ty masz mnie gdzieś. Nawet ma Jaxonie tobie nie zależy.
- Nie mów tak. Kocham was najbardziej na świecie.
- Nie okazujesz tego! Nigdy ciebie nie ma. Ja ciebie potrzebuje, tym bardziej teraz. Ale co za to mam? Twoją sekretarkę, bo nawet telefonu nie odbierasz!
- Przestań! Tylko mnie stawiasz w złym świetle! Siebie bierzesz za idealną, tą, która nigdy nie jest niczemu winna!
- Jestem winna. Tego, że nie odeszłam od ciebie wcześniej! Tego, że nie zobaczyłam jaki jesteś. Nie poznałam ciebie wystarczająco dobrze.
- Ohh.. Naprawdę? To mam nadzieję, że poznałaś mnie przynajmniej na tyle dobrze, że wiesz, że cholernie mi na Tobie, Jaxonie i na naszym dziecku zależy! Dowiedziałaś się, jak bardzo cię kocham.
- Zastępujesz nas pracą. To, że wyjeżdżasz notorycznie, gdy jesteś w pracy to do nocy, szukasz tylko okazji, by wyjść stąd.
- Tak nie jest! Chciałbym być z wami cały czas, ale nie mogę.
- Jesteś żałosny. - próbowała mnie ominąć i pójść, ale złapałem ją za nadgarstek.- Zostaw mnie.- warknęła.
- Nie sądzisz, że powinniśmy to wyjaśnić na spokojnie?
Parsknęła i poszła.
Selena
W salonie zobaczyłam Jaxona oglądającego bajkę. Szybko otarłam oczy i weszłam do domu.
- Wiesz, ze nie można oglądać telewizji bez zgody mamy?- połaskotałam go.
- Tata mi pozwolił.- na wszystko mu pozwala.
To jest właśnie jego strategia na wychowanie.
- Ale na razie idź się ubierz.- posłałam mu uśmiech.
- Ale później pójdziemy do cioci Demi?
- Zobaczymy. Teraz leć.
Wykonał grzecznie moje polecenie, a ja wyłączyłam telewizor.
Również udałam się łazienki, by wziąć kąpiel i się ubrać.
Dlaczego on mi to robi? Dla niego to jest takie proste. Nie on spędza całe dnie z Jaxonem. Jego syn czasem płacze z jego powodu! Drugie dziecko to dla niego wspaniała wiadomość. A co ja mam powiedzieć? Fakt cieszę się, że znowu zostanę mamą. Ale cieszyłabym się jeszcze bardziej, gdyby mój mąż był ze mną teraz. Wspierał mnie, pomagał. Niestety on już nie ma chęci bycia z nami. Ciekawe czy w ogóle kiedyś ją miał...
Usłyszłam pukanie do drzwi łazienki.
- Zostaw mnie w spokoju!- krzyknęłam z całego gardła.
- Ale mamusiu, ja jestem głodny.
- O to ty Jaxon. Za pół godzinki ci zrobię tosty, a na razie weź sobie jakiś jogurcik, albo tata niech ci zrobi oki?
- Tata jest w ogrodzie. A mogę telewizor?
- Tak kochanie, ale jak wyjdę to wyłączasz.
- Dziękuję.
Po 45 minutach byłam gotowa. Zeszłam na dół, by zrobić śniadanie dla Jaxona i siebie. Zastałam w salonie Jaxona oglądającego bajki, a obok niego Justina, który trzymał twarz w dłoniach. Gdy zeszłam spojrzał na mnie. Miał czerwone oczy.
- Nie mogłeś mu zrobić czegoś do jedzenia?- powiedziałam z wyrzutem.
Od razu wstał i poszedł do kuchni, a ja za nim.
- Teraz to ja już mu zrobię i sobie przy okazji.
- Zrobię dla nas wszystkim.
- Niech ci będzie. Ja podziękuję.- sięgnęłam po jabłko.
- Selena, proszę.
- Też ciebie prosiłam, żebyś był tu z nami częściej, ale masz to gdzieś.
- A widzisz to, że właśnie mam trzy tygodnie wolnego, później tylko mnie nie będzie przez trzy dni.- odwrócił się w moją stronę.
- I ile to będzie trwało? Miesiąc, ewentualnie dwa?- podszedł do mnie.
- Jak długo będę mógł i jak długo będziecie chcieli.
Ruszyłam w stronę wejścia.
- Od kiedy wiesz?- spytał.
- Co?
- Że jesteś w ciąży.
- Dzisiaj rano..- odwróciłam się do niego.- Okres powinnam mieć już dwa tygodnie temu. Czułam się źle od kilku dni i zrobiłam kilka testów. Jutro na 15 ma wizytę.
- Mogę iść z tobą?
- Wolę iść sama na tą wizytę.
- Przemyśl to.
- Okej.
Dlaczego my to sobie robimy?! Jestem na niego bardzo zła. Z drugiej strony nie umiem z nim nie rozmawiać, nie pogodzić się z nim. Za bardzo go kocham. Ale nie teraz. Wybaczę mu, a on znowu wróci do pracy.
Cały dzień przesiedziałam w sypialni płacząc. Dem jechała z dzieciakami i Joe do ZOO, więc zabrała też Jaxona. Rozmawiałam z nią o tym co się między nami dzieje i od razu to zaproponowała.
Stałam przy blacie i piłam wodę. Miałam ochotę na jakiś alkohol, ale nie mogę.
Nawet przez myśl mi przeszło, że powinniśmy się rozejść, ale nie mogę tego zrobić. Kocham go pomimo wszystko. Tworzymy razem rodzinę.
- Selena?- w mgnieniu oka pojawił się przy mnie.
- Tak?
- Kochasz mnie?
- O co ty mnie pytasz?
- O to, czy mnie kochasz.
- A ty mnie kochasz?
- Nie o to pytałem.
- Tak. Ale ty mnie zapewne nie. To boli.
- Kocham ciebie Sely. Kocham ciebie najbardziej na świecie.- dotknął mojego brzucha i lekko pogłaskał.
- Proszę ciebie zmień te godziny pracy. Wiem, że ciebie to uszczęśliwia rozumiem. Ale bądź też w domu. Bądź mężem i ojcem.
- Będę. Wybaczysz mi?
- Daj mi czas.
- Dobrze. - wyszedł.
Obudziłem się w środku nocy z bólem głowy i gorączką. Zszedłem do kuchni i wziąłem leki.
Gdy chciałem wrócić do łóżka obudziłem Selene.
- Nie mów, że też masz gorączkę..- podniosła się.
- Tylko 39 stopni.- dotknęła mojego czoła.
- Musisz akurat teraz?- uśmiechnęła się.
- To twój syn.
- Twój również. Poczekaj, aż ja będę chora.- wtuliła się we mnie.
- Ty nigdy nie jesteś chora.
- Ach tak?
- No dobra, ale..
- Nie ma żadnego ale. Masz iść spać w tej chwili.
- Dobrze mamusiu. - pocałowałem ją.
Wstałem o 12.45.
W kuchni zastałem Selene i objąłem ją od tyłu.
- Idź, bo będę chora.- odepchnęła mnie.
- Co jest?
- Gówno.- rzuciła łyżką, którą miała w ręce i poszła do ogrodu.
Poszedłem za nią. Siedziała na leżaku przy basenie. Położyłem dłoń na jej udzie. Na chwilę spojrzała się na mnie. Jej oczy były pełne łez.
- Co się stało?
- Nic.
- Selena, widzę. Możesz mi wszystko powiedzieć, pomogę ci.
- Przecież ty nie masz czasu!- wyrzuciła ręce w powietrze.
- Selena, powiedz mi o co chodzi.- powiedziałem łagodnym tonem w przeciwieństwie do niej.
- Nic nie wiesz!
- Powiedz mi.- chwyciłem jej podbródek.- Powiedz mi co się stało Sely.
- Ja jestem w ciąży!- przytuliłem jej.
- To wspaniale.- ucieszyłem się na wieść o tym, że drugi raz zostanę ojcem. Oderwała się ode mnie.
- Wspaniale Justin? Zastanawiasz się co ty pleciesz?!- wstała.
- A ty się nie cieszysz?- również podniosłem się z pozycji siedzącej.
- Kolejne dziecko, które nie ma ojca? Które musi znosić tonę fleszy? Które normalnie nie może wyjść na plac zabaw? Które nie jest szczęśliwe? Płacze prawie codziennie, bo chce do taty? Które nie ma prawdziwej, kochającej się rodziny?
- A więc to ci przeszkadza?
- Tak! Gratulacje, że zgadłeś po tylu latach!
- To po co..
- Bo cię kocham! Ale najgorsze jest to, że..- jej oczy były zalane łzami. Nie wiedziałem co teraz zrobić.- Najgorsze, jest to, że ty masz mnie gdzieś. Nawet ma Jaxonie tobie nie zależy.
- Nie mów tak. Kocham was najbardziej na świecie.
- Nie okazujesz tego! Nigdy ciebie nie ma. Ja ciebie potrzebuje, tym bardziej teraz. Ale co za to mam? Twoją sekretarkę, bo nawet telefonu nie odbierasz!
- Przestań! Tylko mnie stawiasz w złym świetle! Siebie bierzesz za idealną, tą, która nigdy nie jest niczemu winna!
- Jestem winna. Tego, że nie odeszłam od ciebie wcześniej! Tego, że nie zobaczyłam jaki jesteś. Nie poznałam ciebie wystarczająco dobrze.
- Ohh.. Naprawdę? To mam nadzieję, że poznałaś mnie przynajmniej na tyle dobrze, że wiesz, że cholernie mi na Tobie, Jaxonie i na naszym dziecku zależy! Dowiedziałaś się, jak bardzo cię kocham.
- Zastępujesz nas pracą. To, że wyjeżdżasz notorycznie, gdy jesteś w pracy to do nocy, szukasz tylko okazji, by wyjść stąd.
- Tak nie jest! Chciałbym być z wami cały czas, ale nie mogę.
- Jesteś żałosny. - próbowała mnie ominąć i pójść, ale złapałem ją za nadgarstek.- Zostaw mnie.- warknęła.
- Nie sądzisz, że powinniśmy to wyjaśnić na spokojnie?
Parsknęła i poszła.
Selena
W salonie zobaczyłam Jaxona oglądającego bajkę. Szybko otarłam oczy i weszłam do domu.
- Wiesz, ze nie można oglądać telewizji bez zgody mamy?- połaskotałam go.
- Tata mi pozwolił.- na wszystko mu pozwala.
To jest właśnie jego strategia na wychowanie.
- Ale na razie idź się ubierz.- posłałam mu uśmiech.
- Ale później pójdziemy do cioci Demi?
- Zobaczymy. Teraz leć.
Wykonał grzecznie moje polecenie, a ja wyłączyłam telewizor.
Również udałam się łazienki, by wziąć kąpiel i się ubrać.
Dlaczego on mi to robi? Dla niego to jest takie proste. Nie on spędza całe dnie z Jaxonem. Jego syn czasem płacze z jego powodu! Drugie dziecko to dla niego wspaniała wiadomość. A co ja mam powiedzieć? Fakt cieszę się, że znowu zostanę mamą. Ale cieszyłabym się jeszcze bardziej, gdyby mój mąż był ze mną teraz. Wspierał mnie, pomagał. Niestety on już nie ma chęci bycia z nami. Ciekawe czy w ogóle kiedyś ją miał...
Usłyszłam pukanie do drzwi łazienki.
- Zostaw mnie w spokoju!- krzyknęłam z całego gardła.
- Ale mamusiu, ja jestem głodny.
- O to ty Jaxon. Za pół godzinki ci zrobię tosty, a na razie weź sobie jakiś jogurcik, albo tata niech ci zrobi oki?
- Tata jest w ogrodzie. A mogę telewizor?
- Tak kochanie, ale jak wyjdę to wyłączasz.
- Dziękuję.
Po 45 minutach byłam gotowa. Zeszłam na dół, by zrobić śniadanie dla Jaxona i siebie. Zastałam w salonie Jaxona oglądającego bajki, a obok niego Justina, który trzymał twarz w dłoniach. Gdy zeszłam spojrzał na mnie. Miał czerwone oczy.
- Nie mogłeś mu zrobić czegoś do jedzenia?- powiedziałam z wyrzutem.
Od razu wstał i poszedł do kuchni, a ja za nim.
- Teraz to ja już mu zrobię i sobie przy okazji.
- Zrobię dla nas wszystkim.
- Niech ci będzie. Ja podziękuję.- sięgnęłam po jabłko.
- Selena, proszę.
- Też ciebie prosiłam, żebyś był tu z nami częściej, ale masz to gdzieś.
- A widzisz to, że właśnie mam trzy tygodnie wolnego, później tylko mnie nie będzie przez trzy dni.- odwrócił się w moją stronę.
- I ile to będzie trwało? Miesiąc, ewentualnie dwa?- podszedł do mnie.
- Jak długo będę mógł i jak długo będziecie chcieli.
Ruszyłam w stronę wejścia.
- Od kiedy wiesz?- spytał.
- Co?
- Że jesteś w ciąży.
- Dzisiaj rano..- odwróciłam się do niego.- Okres powinnam mieć już dwa tygodnie temu. Czułam się źle od kilku dni i zrobiłam kilka testów. Jutro na 15 ma wizytę.
- Mogę iść z tobą?
- Wolę iść sama na tą wizytę.
- Przemyśl to.
- Okej.
Dlaczego my to sobie robimy?! Jestem na niego bardzo zła. Z drugiej strony nie umiem z nim nie rozmawiać, nie pogodzić się z nim. Za bardzo go kocham. Ale nie teraz. Wybaczę mu, a on znowu wróci do pracy.
Cały dzień przesiedziałam w sypialni płacząc. Dem jechała z dzieciakami i Joe do ZOO, więc zabrała też Jaxona. Rozmawiałam z nią o tym co się między nami dzieje i od razu to zaproponowała.
Stałam przy blacie i piłam wodę. Miałam ochotę na jakiś alkohol, ale nie mogę.
Nawet przez myśl mi przeszło, że powinniśmy się rozejść, ale nie mogę tego zrobić. Kocham go pomimo wszystko. Tworzymy razem rodzinę.
- Selena?- w mgnieniu oka pojawił się przy mnie.
- Tak?
- Kochasz mnie?
- O co ty mnie pytasz?
- O to, czy mnie kochasz.
- A ty mnie kochasz?
- Nie o to pytałem.
- Tak. Ale ty mnie zapewne nie. To boli.
- Kocham ciebie Sely. Kocham ciebie najbardziej na świecie.- dotknął mojego brzucha i lekko pogłaskał.
- Proszę ciebie zmień te godziny pracy. Wiem, że ciebie to uszczęśliwia rozumiem. Ale bądź też w domu. Bądź mężem i ojcem.
- Będę. Wybaczysz mi?
- Daj mi czas.
- Dobrze. - wyszedł.
2. "Muuum"
Obudziłam się w środku nocy. Zeszłam do kuchni, by wziąć jakąś
tabletkę na ból głowy i się napić. Po drodze potknęłam się o butelki w
salonie. Zobaczyłam śpiącego Justina na kanapie i pełno butelek. Pomimo
tego, że byłam na niego zła to je pozbierałam, by rano Jaxon czasem ich
nie zauważył. Nawet o tym nie pomyślał.
Obudziłam się o 13.30, ponieważ zasnęłam dopiero o 4 nad ranem. Z pokoju Jaxona dobiegały jakieś śmiechy. Nałożyłam na siebie szlafrok i tam poszłam. Zobaczyłam Justina bawiącego się z nim w jakiś kosmitów. Oparłam się o futrynę i uśmiechnęłam.
- Mamooo..- podbiegł do mnie i mnie przytulił.- Wiesz, że tata dzisiaj nas zabiera na wakacje?
- Tak? A powiedz tatusiowi, że mama nie jedzie?
- Ale dlaczego?
Justin wstał.
- Jaxon pobaw się przez chwilę sam, a ja zaraz przyjdę oki?- powiedział mu.
- Ale szybko.
- Już lecę.- wyszedł, a mnie złapał za rękę.
Zeszliśmy na dół.
- Pomyślałeś wczoraj o tym, że zostawiając butelki na podłodze, rano może zobaczyć je Jaxi?
- Przepraszam, zapomniałem. Myślałem o tym co wczoraj powiedziałaś.
- I co jest dla ciebie ważne?- parsknęłam.
- Wy. Ty i Jaxon jesteście dla mnie najważniejsi. Rozmawiałem rano ze Scootem i zgodził się na to, żebym mniej wyjeżdżał i pracował. Na razie mam całe trzy tygodnie wolnego. I przepraszam ciebie za to, że mnie przy was nie było.
- Wiesz, że nie da się niczego załatwić z dnia na dzień?- zacytowałam jego słowa.
- Wiem. Przepraszam.
- Daj mi trochę czasu dobrze?
- Dobrze. A propo tych wakacji to jedziesz?
- Że dzisiaj?
- No możemy później.
- Gdzie?
- Może Hawaje tym razem?
- Za tydzień dobra?
- Jak Jaxon się zgodzi.- zaśmiał się.
- To jesteśmy dowodzeni przez trzylatka?
- No chyba tak.
- To super.. - zaśmialiśmy się i poszliśmy do Jaxona.
Nasz szanowny król zgodził się, by jechać na wakacje tydzień później, ale za to wybrał Barcelonę.
O 16 poszliśmy na spacer.
- Pójdziemy na lody?- spytał Jaxon.
- No nie wiem, nie wiem..
- Ale tatoooo...
- W sumie.
- To idziemy.- odezwałam się.
Poszliśmy do lodziarni. Nie obeszło się oczywiście bez paparazzi i fanów Jusa, ale cóż..
Nie będę robiła kolejnej awantury. Nie dawno się pogodziliśmy. Próbowałam to ignorować dopóki Jaxi mi się nie poskarżył.
- Justin, on się ich boi!- powiedziałam jak najciszej, ale by usłyszał.
- Zjedzmy do końca i pójdziemy.
- No chyba sobie żartujesz. Albo coś im powiesz, albo ja to zrobię.
- Sely oni właśnie tego chcą. Żebyśmy się wkurzyli.
- Zostajesz, czy jedziesz z nami?
- Poczekaj, pójdę zapłacić.
- Daj klucze do auta.
Wyjął z kieszeni klucze i mi je przekazał. Wzięłam Jaxona na ręce i poszłam w stronę samochodu. Zapięłam jego pasy i czekałam na Jusa.
Weszliśmy do domu. Justin od razu położył Jaxona do łóżka, bo zasnął w drodze.
- To co? Pizza?- spytał.
- I coś mocniejszego do picia.
- Zła jesteś?
- Czy jak chcę się napić, to muszę być zła? Po prostu mam ochotę.- podeszłam do niego.
- A wiesz na co ja mam ochotę?- zaczął mną kołysać.
- No na co?
- Raczej na kogo.- podniósł mnie, a ja oplotłam moje nogi w okół jego bioder.
- Hmm?- zaczął całować moją szyję.
- Na ciebie, księżniczko.- zeszłam z niego, a on uniósł brwi.
- Dawno nie mówiłeś do mnie księżniczko..
- A podoba ci się to?
- Bardzo.
- To będę częściej królewno.
- Kocham cię.
- Ja ciebie najbardziej na świecie.
- A twój jedyny syn?- uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- A to nie będzie ich więcej?
- Ty sobie żartujesz?- zaśmiałam się.
- Nie chcesz mieć więcej dzieci?
- Nie, no chcę, ale jeszcze nie teraz.
- Jasne.- całował moje barki.
Wróciłam do poprzedniej pozycji. Trzymałam się mocno Justina, który mnie całował. Zaczęłam jeździć opuszkami palców po jego szyi, również delikatnie ją całując. Justin swoje ręce z moich bioder, zsunął na pupę. Przeszliśmy na kanapę.
Leżałam na Justinie i go całowałam, a on mnie masował. Czułam się wspaniale, ale przerwał nam płacz Jaxona.
- Oo.. No serio?- powiedział zirytowany.
- Zobaczę.
- Pójdę z tobą.
- Najpierw załóż koszulkę.- rzuciłam nią w niego.
Płacz był coraz głośniejszy, więc szybko do niego poszłam.
- Co się stało synku?
- Brzuszek..
Dotknęłam jego czoła. Było strasznie gorące. Do pokoju wszedł Jus.
- Przynieś termometr.
- Już.
Po chwili wrócił. Sprawdziłam jego temperaturę.
- Umów go na jutro rano do lekarza, tego co zawsze. Masz w moim telefonie numer.
Poczekałam aż wróci po czym poszłam do kuchni i wzięłam potrzebne leki.
Ta noc była straszna. Co chwilę wstawaliśmy do Jaxona, ale później wzięliśmy go do siebie, co wcale nie polepszyło sprawy, bo za kilka dni Justin również zachoruje. Dwóch zdechlaków w domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że takie krótki. Kolejne rozdziały będą ciekawsze i dłuższe. :)
Obudziłam się o 13.30, ponieważ zasnęłam dopiero o 4 nad ranem. Z pokoju Jaxona dobiegały jakieś śmiechy. Nałożyłam na siebie szlafrok i tam poszłam. Zobaczyłam Justina bawiącego się z nim w jakiś kosmitów. Oparłam się o futrynę i uśmiechnęłam.
- Mamooo..- podbiegł do mnie i mnie przytulił.- Wiesz, że tata dzisiaj nas zabiera na wakacje?
- Tak? A powiedz tatusiowi, że mama nie jedzie?
- Ale dlaczego?
Justin wstał.
- Jaxon pobaw się przez chwilę sam, a ja zaraz przyjdę oki?- powiedział mu.
- Ale szybko.
- Już lecę.- wyszedł, a mnie złapał za rękę.
Zeszliśmy na dół.
- Pomyślałeś wczoraj o tym, że zostawiając butelki na podłodze, rano może zobaczyć je Jaxi?
- Przepraszam, zapomniałem. Myślałem o tym co wczoraj powiedziałaś.
- I co jest dla ciebie ważne?- parsknęłam.
- Wy. Ty i Jaxon jesteście dla mnie najważniejsi. Rozmawiałem rano ze Scootem i zgodził się na to, żebym mniej wyjeżdżał i pracował. Na razie mam całe trzy tygodnie wolnego. I przepraszam ciebie za to, że mnie przy was nie było.
- Wiesz, że nie da się niczego załatwić z dnia na dzień?- zacytowałam jego słowa.
- Wiem. Przepraszam.
- Daj mi trochę czasu dobrze?
- Dobrze. A propo tych wakacji to jedziesz?
- Że dzisiaj?
- No możemy później.
- Gdzie?
- Może Hawaje tym razem?
- Za tydzień dobra?
- Jak Jaxon się zgodzi.- zaśmiał się.
- To jesteśmy dowodzeni przez trzylatka?
- No chyba tak.
- To super.. - zaśmialiśmy się i poszliśmy do Jaxona.
Nasz szanowny król zgodził się, by jechać na wakacje tydzień później, ale za to wybrał Barcelonę.
O 16 poszliśmy na spacer.
- Pójdziemy na lody?- spytał Jaxon.
- No nie wiem, nie wiem..
- Ale tatoooo...
- W sumie.
- To idziemy.- odezwałam się.
Poszliśmy do lodziarni. Nie obeszło się oczywiście bez paparazzi i fanów Jusa, ale cóż..
Nie będę robiła kolejnej awantury. Nie dawno się pogodziliśmy. Próbowałam to ignorować dopóki Jaxi mi się nie poskarżył.
- Justin, on się ich boi!- powiedziałam jak najciszej, ale by usłyszał.
- Zjedzmy do końca i pójdziemy.
- No chyba sobie żartujesz. Albo coś im powiesz, albo ja to zrobię.
- Sely oni właśnie tego chcą. Żebyśmy się wkurzyli.
- Zostajesz, czy jedziesz z nami?
- Poczekaj, pójdę zapłacić.
- Daj klucze do auta.
Wyjął z kieszeni klucze i mi je przekazał. Wzięłam Jaxona na ręce i poszłam w stronę samochodu. Zapięłam jego pasy i czekałam na Jusa.
Weszliśmy do domu. Justin od razu położył Jaxona do łóżka, bo zasnął w drodze.
- To co? Pizza?- spytał.
- I coś mocniejszego do picia.
- Zła jesteś?
- Czy jak chcę się napić, to muszę być zła? Po prostu mam ochotę.- podeszłam do niego.
- A wiesz na co ja mam ochotę?- zaczął mną kołysać.
- No na co?
- Raczej na kogo.- podniósł mnie, a ja oplotłam moje nogi w okół jego bioder.
- Hmm?- zaczął całować moją szyję.
- Na ciebie, księżniczko.- zeszłam z niego, a on uniósł brwi.
- Dawno nie mówiłeś do mnie księżniczko..
- A podoba ci się to?
- Bardzo.
- To będę częściej królewno.
- Kocham cię.
- Ja ciebie najbardziej na świecie.
- A twój jedyny syn?- uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- A to nie będzie ich więcej?
- Ty sobie żartujesz?- zaśmiałam się.
- Nie chcesz mieć więcej dzieci?
- Nie, no chcę, ale jeszcze nie teraz.
- Jasne.- całował moje barki.
Wróciłam do poprzedniej pozycji. Trzymałam się mocno Justina, który mnie całował. Zaczęłam jeździć opuszkami palców po jego szyi, również delikatnie ją całując. Justin swoje ręce z moich bioder, zsunął na pupę. Przeszliśmy na kanapę.
Leżałam na Justinie i go całowałam, a on mnie masował. Czułam się wspaniale, ale przerwał nam płacz Jaxona.
- Oo.. No serio?- powiedział zirytowany.
- Zobaczę.
- Pójdę z tobą.
- Najpierw załóż koszulkę.- rzuciłam nią w niego.
Płacz był coraz głośniejszy, więc szybko do niego poszłam.
- Co się stało synku?
- Brzuszek..
Dotknęłam jego czoła. Było strasznie gorące. Do pokoju wszedł Jus.
- Przynieś termometr.
- Już.
Po chwili wrócił. Sprawdziłam jego temperaturę.
- Umów go na jutro rano do lekarza, tego co zawsze. Masz w moim telefonie numer.
Poczekałam aż wróci po czym poszłam do kuchni i wzięłam potrzebne leki.
Ta noc była straszna. Co chwilę wstawaliśmy do Jaxona, ale później wzięliśmy go do siebie, co wcale nie polepszyło sprawy, bo za kilka dni Justin również zachoruje. Dwóch zdechlaków w domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że takie krótki. Kolejne rozdziały będą ciekawsze i dłuższe. :)
1. "Ooh.. Really?"
Selena
Leniwie przetarłam oczy. Obok mnie, jak zwykle, nie było Justina. Spojrzałam za zegarek, 9.50.
Poszłam do pokoju Jaxona i zobaczyłam, że śpi. Poszłam na dół zrobić nam śniadanie.
Przygotowałam naleśniki z nutellą i truskawkami. Usłyszałam dzwonek telefonu.
- Tak Ashley?
- Co robisz wieczorem?
- To co zwykle..
- To może wpadniesz do mnie na jakiegoś drinka, czy coś? Demi też będzie.
- Nie mam co zrobić z Jaxonem.
- A Justin?
- Nie ma go.
- Ehh.. Wpadaj z nim.
- Wiesz, zostawię go u mamy.
- To umówione?
- Umówione.
- To bądź po 20.
- Okej, pa.
- No pa kochanie.
Usłyszałam tuptanie. Odwróciłam się i zobaczyłam Jaxona.
- Mamo?
- Tak?
- Pojedziemy gdzieś dzisiaj?
- A gdzie byś chciał?- uklęknęłam przy nim.
- Ja bym chciał pojechać do taty.
- Tatuś będzie później. Pojedziemy na zakupy i kupimy nowe ubrania oki?
- A kupisz mi te buty na piłkę?
- Kupię, jak będą. Teraz chodź i zjemy śniadanko.
- Dobrze mamusiu.
Zjedliśmy śniadanie. Przygotowałam sobie zestaw do ubrania mnie i Jaxiemu.
Po dwóch godzinach byłam gotowa.
Przechodząc obok garderoby zobaczyłam w niej syna.
- Jaxi?
- Chciałem pożyczyć od taty bluzę.
- Oh.. Synku..- zaśmiałam się.- Rzeczy taty są dla ciebie za duże.
- Nie śmiej się ze mnie mamo!- tupnął nogą.
- Nie śmieje się.
- Chodź wybierzemy jakąś bluzę z twojej szafy.
- No dobra.
Chodziliśmy po sklepach już dobre 4 godziny. Jaxon nie miał już siły, więc został na godzinę w sali zabaw. Ja obeszłam jeszcze kilka sklepów. W Sephorze spotkałam Joe.
- No kogo ja tu widzę.- zwrócił się w moją stronę.
- Cześć. - uśmiechnęłam się.
- Gdzie masz obstawę?
- Justina nie ma, a Jaxi miał już dosyć chodzenia, więc jest w sali zabaw. A twoja obstawa?
- W domu. Ty dzisiaj też jedziesz do Ash?
- Tiaa..
- Nie mów, że nie masz ochoty na babskie pogaduszki?- uniósł brwi.
- Mam, mam, ale go znowu nie ma.
- Przywieź Jaxona do mnie i tak zostaje z dzieciakami.
- Nie, zawiozę go do mamy. - uśmiechnęłam się.
- Jak wolisz. W razie co dzwoń.
- No dobra, dzięki.
- Ja już muszę lecieć. Pa.- przytulił mnie.
- Hej.
O 17 odebrałam Jaxona z sali zabawa. Pojechaliśmy na jakiś obiad i wróciliśmy do domu półtora godziny później.
Jaxon zasnął na kanapie. Ja poszłam zrobić sobie kawę, a później chciałam iść się szykować.
Usłyszałam otwieranie się drzwi frontowych. Do kuchni wszedł Justin i rzucił klucze od auta na wyspę.
- Cześć.- rzucił oschle.
- Cześć.
- Jest coś do jedzenia?
- Otworzysz lodówkę, to będziesz wiedział.
- Jesteś zła?
- Wychodzę dzisiaj wieczorem, więc zostaniesz z Jaxonem, tak?
- Zostanę.
Do domu wróciłam dopiero po 23. Spędziłyśmy razem miło czas. Umówiłyśmy się, że zrobimy jakąś wielką imprezę, ponieważ dawno na żadnej nie byliśmy.
Zapukałam do drzwi, bo zapomniałam kluczy. Po chwili otworzył mi Justin w samych bokserkach.
- Dzięki.- powiedziałam.
Poszedł do kuchni, gdzie ja po chwili też się znalazłam.
- Powiedz mi o co jesteś zła?- skinął w moją stronę.
- Pytasz się o co?- wyrzuciłam ręcą w górę.
- Tak, bo nie wiem.- powiedziałam spokojnie.
- Nigdy ciebie nie ma w tym domu! My ciebie potrzebujemy, Justin!
- Wiesz, jak bardzo chcę być z wami? Jak bardzo chcę spędzać dnie z Jaxonem, jak ty?! Że chcę być z tobą? Chcę być dobrym mężem i tatą?! Ale nie mogę, kurwa!
- Nie krzycz.- obróciła się do mnie, po czym zaczęła.- Brakuje mi ciebie, nie tylko mi.- zaśmiała się ironicznie.- Jaxon cały czas pyta czemu ciebie nie ma, gdzie jesteś, kiedy wrócisz? Wiesz co muszę mu odpowiadać?! " Nie wiem". Bo nie wiem kiedy wrócisz. Nie wiem nawet kiedy wyjeżdżasz. Rozmowa przez telefon, nie jest rozmową prosto w oczy. Gdy jest mi ciężko.. Łoo.. Kumasz, ze ja też mam czasem.. Co ja gadam, często mam ciężkie dni.- obróciła się ponownie do mnie.- Wtedy ciebie potrzebuje. Ale co ty robisz? Wyrywasz inne laski w klubach, a niby jesteś w trasie. Jaxon nie ma ojca, ja męża. Może po prostu..- przerwał mi.
- Wiem, że mnie nie ma. Ale nigdy ciebie nie zdradziłem, a nigdy tego nie zrobię.- podszedł do mnie i położył swoje ręce na moich ramionach.- Kocham was. Kocham was, bardzo mocno. Zrobię dla was wszystko. Nie jestem z wami tak często jak powinienem, ale chcę tego, cholernie tego chcę. Śpię w hotelach,a powinienem najpierw uśpić mojego syna, a później zasnąć z tobą przy moim boku. To wszystko przez tą pracę..
- Gdyby ci na nas zależało, to byś to zmienił!
- Próbuję.
- Ooh.. Naprawdę?
- Uwierz mi, robię wszystko co mogę, ale tego nie można zrobić z dnia na dzień!
- To się kurwa postaraj!- próbowałam się wyrwać, ale mi nie pozwalał.- Mam dość twoich wymówek i kłamstw. Przyznaj się sam przed sobą, na czym ci zależy! Ja nie będę ci przeszkadzała, a teraz mnie puść, proszę.
Poszłam do sypialni i trzasnęłam drzwiami. Położyłam się na łóżku i wtedy wszystko ze mnie wyleciało. W postaci gorzkich łez, których nie mogłam opanować.
Leniwie przetarłam oczy. Obok mnie, jak zwykle, nie było Justina. Spojrzałam za zegarek, 9.50.
Poszłam do pokoju Jaxona i zobaczyłam, że śpi. Poszłam na dół zrobić nam śniadanie.
Przygotowałam naleśniki z nutellą i truskawkami. Usłyszałam dzwonek telefonu.
- Tak Ashley?
- Co robisz wieczorem?
- To co zwykle..
- To może wpadniesz do mnie na jakiegoś drinka, czy coś? Demi też będzie.
- Nie mam co zrobić z Jaxonem.
- A Justin?
- Nie ma go.
- Ehh.. Wpadaj z nim.
- Wiesz, zostawię go u mamy.
- To umówione?
- Umówione.
- To bądź po 20.
- Okej, pa.
- No pa kochanie.
Usłyszałam tuptanie. Odwróciłam się i zobaczyłam Jaxona.
- Mamo?
- Tak?
- Pojedziemy gdzieś dzisiaj?
- A gdzie byś chciał?- uklęknęłam przy nim.
- Ja bym chciał pojechać do taty.
- Tatuś będzie później. Pojedziemy na zakupy i kupimy nowe ubrania oki?
- A kupisz mi te buty na piłkę?
- Kupię, jak będą. Teraz chodź i zjemy śniadanko.
- Dobrze mamusiu.
Zjedliśmy śniadanie. Przygotowałam sobie zestaw do ubrania mnie i Jaxiemu.
Po dwóch godzinach byłam gotowa.
Przechodząc obok garderoby zobaczyłam w niej syna.
- Jaxi?
- Chciałem pożyczyć od taty bluzę.
- Oh.. Synku..- zaśmiałam się.- Rzeczy taty są dla ciebie za duże.
- Nie śmiej się ze mnie mamo!- tupnął nogą.
- Nie śmieje się.
- Chodź wybierzemy jakąś bluzę z twojej szafy.
- No dobra.
Chodziliśmy po sklepach już dobre 4 godziny. Jaxon nie miał już siły, więc został na godzinę w sali zabaw. Ja obeszłam jeszcze kilka sklepów. W Sephorze spotkałam Joe.
- No kogo ja tu widzę.- zwrócił się w moją stronę.
- Cześć. - uśmiechnęłam się.
- Gdzie masz obstawę?
- Justina nie ma, a Jaxi miał już dosyć chodzenia, więc jest w sali zabaw. A twoja obstawa?
- W domu. Ty dzisiaj też jedziesz do Ash?
- Tiaa..
- Nie mów, że nie masz ochoty na babskie pogaduszki?- uniósł brwi.
- Mam, mam, ale go znowu nie ma.
- Przywieź Jaxona do mnie i tak zostaje z dzieciakami.
- Nie, zawiozę go do mamy. - uśmiechnęłam się.
- Jak wolisz. W razie co dzwoń.
- No dobra, dzięki.
- Ja już muszę lecieć. Pa.- przytulił mnie.
- Hej.
O 17 odebrałam Jaxona z sali zabawa. Pojechaliśmy na jakiś obiad i wróciliśmy do domu półtora godziny później.
Jaxon zasnął na kanapie. Ja poszłam zrobić sobie kawę, a później chciałam iść się szykować.
Usłyszałam otwieranie się drzwi frontowych. Do kuchni wszedł Justin i rzucił klucze od auta na wyspę.
- Cześć.- rzucił oschle.
- Cześć.
- Jest coś do jedzenia?
- Otworzysz lodówkę, to będziesz wiedział.
- Jesteś zła?
- Wychodzę dzisiaj wieczorem, więc zostaniesz z Jaxonem, tak?
- Zostanę.
Do domu wróciłam dopiero po 23. Spędziłyśmy razem miło czas. Umówiłyśmy się, że zrobimy jakąś wielką imprezę, ponieważ dawno na żadnej nie byliśmy.
Zapukałam do drzwi, bo zapomniałam kluczy. Po chwili otworzył mi Justin w samych bokserkach.
- Dzięki.- powiedziałam.
Poszedł do kuchni, gdzie ja po chwili też się znalazłam.
- Powiedz mi o co jesteś zła?- skinął w moją stronę.
- Pytasz się o co?- wyrzuciłam ręcą w górę.
- Tak, bo nie wiem.- powiedziałam spokojnie.
- Nigdy ciebie nie ma w tym domu! My ciebie potrzebujemy, Justin!
- Wiesz, jak bardzo chcę być z wami? Jak bardzo chcę spędzać dnie z Jaxonem, jak ty?! Że chcę być z tobą? Chcę być dobrym mężem i tatą?! Ale nie mogę, kurwa!
- Nie krzycz.- obróciła się do mnie, po czym zaczęła.- Brakuje mi ciebie, nie tylko mi.- zaśmiała się ironicznie.- Jaxon cały czas pyta czemu ciebie nie ma, gdzie jesteś, kiedy wrócisz? Wiesz co muszę mu odpowiadać?! " Nie wiem". Bo nie wiem kiedy wrócisz. Nie wiem nawet kiedy wyjeżdżasz. Rozmowa przez telefon, nie jest rozmową prosto w oczy. Gdy jest mi ciężko.. Łoo.. Kumasz, ze ja też mam czasem.. Co ja gadam, często mam ciężkie dni.- obróciła się ponownie do mnie.- Wtedy ciebie potrzebuje. Ale co ty robisz? Wyrywasz inne laski w klubach, a niby jesteś w trasie. Jaxon nie ma ojca, ja męża. Może po prostu..- przerwał mi.
- Wiem, że mnie nie ma. Ale nigdy ciebie nie zdradziłem, a nigdy tego nie zrobię.- podszedł do mnie i położył swoje ręce na moich ramionach.- Kocham was. Kocham was, bardzo mocno. Zrobię dla was wszystko. Nie jestem z wami tak często jak powinienem, ale chcę tego, cholernie tego chcę. Śpię w hotelach,a powinienem najpierw uśpić mojego syna, a później zasnąć z tobą przy moim boku. To wszystko przez tą pracę..
- Gdyby ci na nas zależało, to byś to zmienił!
- Próbuję.
- Ooh.. Naprawdę?
- Uwierz mi, robię wszystko co mogę, ale tego nie można zrobić z dnia na dzień!
- To się kurwa postaraj!- próbowałam się wyrwać, ale mi nie pozwalał.- Mam dość twoich wymówek i kłamstw. Przyznaj się sam przed sobą, na czym ci zależy! Ja nie będę ci przeszkadzała, a teraz mnie puść, proszę.
Poszłam do sypialni i trzasnęłam drzwiami. Położyłam się na łóżku i wtedy wszystko ze mnie wyleciało. W postaci gorzkich łez, których nie mogłam opanować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

