Selena
Leniwie przetarłam oczy. Obok mnie, jak zwykle, nie było Justina. Spojrzałam za zegarek, 9.50.
Poszłam do pokoju Jaxona i zobaczyłam, że śpi. Poszłam na dół zrobić nam śniadanie.
Przygotowałam naleśniki z nutellą i truskawkami. Usłyszałam dzwonek telefonu.
- Tak Ashley?
- Co robisz wieczorem?
- To co zwykle..
- To może wpadniesz do mnie na jakiegoś drinka, czy coś? Demi też będzie.
- Nie mam co zrobić z Jaxonem.
- A Justin?
- Nie ma go.
- Ehh.. Wpadaj z nim.
- Wiesz, zostawię go u mamy.
- To umówione?
- Umówione.
- To bądź po 20.
- Okej, pa.
- No pa kochanie.
Usłyszałam tuptanie. Odwróciłam się i zobaczyłam Jaxona.
- Mamo?
- Tak?
- Pojedziemy gdzieś dzisiaj?
- A gdzie byś chciał?- uklęknęłam przy nim.
- Ja bym chciał pojechać do taty.
- Tatuś będzie później. Pojedziemy na zakupy i kupimy nowe ubrania oki?
- A kupisz mi te buty na piłkę?
- Kupię, jak będą. Teraz chodź i zjemy śniadanko.
- Dobrze mamusiu.
Zjedliśmy śniadanie. Przygotowałam sobie zestaw do ubrania mnie i Jaxiemu.
Po dwóch godzinach byłam gotowa.
Przechodząc obok garderoby zobaczyłam w niej syna.
- Jaxi?
- Chciałem pożyczyć od taty bluzę.
- Oh.. Synku..- zaśmiałam się.- Rzeczy taty są dla ciebie za duże.
- Nie śmiej się ze mnie mamo!- tupnął nogą.
- Nie śmieje się.
- Chodź wybierzemy jakąś bluzę z twojej szafy.
- No dobra.
Chodziliśmy po sklepach już dobre 4 godziny. Jaxon nie miał już siły, więc został na godzinę w sali zabaw. Ja obeszłam jeszcze kilka sklepów. W Sephorze spotkałam Joe.
- No kogo ja tu widzę.- zwrócił się w moją stronę.
- Cześć. - uśmiechnęłam się.
- Gdzie masz obstawę?
- Justina nie ma, a Jaxi miał już dosyć chodzenia, więc jest w sali zabaw. A twoja obstawa?
- W domu. Ty dzisiaj też jedziesz do Ash?
- Tiaa..
- Nie mów, że nie masz ochoty na babskie pogaduszki?- uniósł brwi.
- Mam, mam, ale go znowu nie ma.
- Przywieź Jaxona do mnie i tak zostaje z dzieciakami.
- Nie, zawiozę go do mamy. - uśmiechnęłam się.
- Jak wolisz. W razie co dzwoń.
- No dobra, dzięki.
- Ja już muszę lecieć. Pa.- przytulił mnie.
- Hej.
O 17 odebrałam Jaxona z sali zabawa. Pojechaliśmy na jakiś obiad i wróciliśmy do domu półtora godziny później.
Jaxon zasnął na kanapie. Ja poszłam zrobić sobie kawę, a później chciałam iść się szykować.
Usłyszałam otwieranie się drzwi frontowych. Do kuchni wszedł Justin i rzucił klucze od auta na wyspę.
- Cześć.- rzucił oschle.
- Cześć.
- Jest coś do jedzenia?
- Otworzysz lodówkę, to będziesz wiedział.
- Jesteś zła?
- Wychodzę dzisiaj wieczorem, więc zostaniesz z Jaxonem, tak?
- Zostanę.
Do domu wróciłam dopiero po 23. Spędziłyśmy razem miło czas. Umówiłyśmy się, że zrobimy jakąś wielką imprezę, ponieważ dawno na żadnej nie byliśmy.
Zapukałam do drzwi, bo zapomniałam kluczy. Po chwili otworzył mi Justin w samych bokserkach.
- Dzięki.- powiedziałam.
Poszedł do kuchni, gdzie ja po chwili też się znalazłam.
- Powiedz mi o co jesteś zła?- skinął w moją stronę.
- Pytasz się o co?- wyrzuciłam ręcą w górę.
- Tak, bo nie wiem.- powiedziałam spokojnie.
- Nigdy ciebie nie ma w tym domu! My ciebie potrzebujemy, Justin!
- Wiesz, jak bardzo chcę być z wami? Jak bardzo chcę spędzać dnie z Jaxonem, jak ty?! Że chcę być z tobą? Chcę być dobrym mężem i tatą?! Ale nie mogę, kurwa!
- Nie krzycz.- obróciła się do mnie, po czym zaczęła.- Brakuje mi ciebie, nie tylko mi.- zaśmiała się ironicznie.- Jaxon cały czas pyta czemu ciebie nie ma, gdzie jesteś, kiedy wrócisz? Wiesz co muszę mu odpowiadać?! " Nie wiem". Bo nie wiem kiedy wrócisz. Nie wiem nawet kiedy wyjeżdżasz. Rozmowa przez telefon, nie jest rozmową prosto w oczy. Gdy jest mi ciężko.. Łoo.. Kumasz, ze ja też mam czasem.. Co ja gadam, często mam ciężkie dni.- obróciła się ponownie do mnie.- Wtedy ciebie potrzebuje. Ale co ty robisz? Wyrywasz inne laski w klubach, a niby jesteś w trasie. Jaxon nie ma ojca, ja męża. Może po prostu..- przerwał mi.
- Wiem, że mnie nie ma. Ale nigdy ciebie nie zdradziłem, a nigdy tego nie zrobię.- podszedł do mnie i położył swoje ręce na moich ramionach.- Kocham was. Kocham was, bardzo mocno. Zrobię dla was wszystko. Nie jestem z wami tak często jak powinienem, ale chcę tego, cholernie tego chcę. Śpię w hotelach,a powinienem najpierw uśpić mojego syna, a później zasnąć z tobą przy moim boku. To wszystko przez tą pracę..
- Gdyby ci na nas zależało, to byś to zmienił!
- Próbuję.
- Ooh.. Naprawdę?
- Uwierz mi, robię wszystko co mogę, ale tego nie można zrobić z dnia na dzień!
- To się kurwa postaraj!- próbowałam się wyrwać, ale mi nie pozwalał.- Mam dość twoich wymówek i kłamstw. Przyznaj się sam przed sobą, na czym ci zależy! Ja nie będę ci przeszkadzała, a teraz mnie puść, proszę.
Poszłam do sypialni i trzasnęłam drzwiami. Położyłam się na łóżku i wtedy wszystko ze mnie wyleciało. W postaci gorzkich łez, których nie mogłam opanować.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz