piątek, 26 lutego 2016

2. "Muuum"

Obudziłam się w środku nocy. Zeszłam do kuchni, by wziąć jakąś tabletkę na ból głowy i się napić. Po drodze potknęłam się o butelki w salonie. Zobaczyłam śpiącego Justina na kanapie i pełno butelek. Pomimo tego, że byłam na niego zła to je pozbierałam, by rano Jaxon czasem ich nie zauważył. Nawet o tym nie pomyślał.
Obudziłam się o 13.30, ponieważ zasnęłam dopiero o 4 nad ranem. Z pokoju Jaxona dobiegały jakieś śmiechy. Nałożyłam na siebie szlafrok i tam poszłam. Zobaczyłam Justina bawiącego się z nim w jakiś kosmitów. Oparłam się o futrynę i uśmiechnęłam.
- Mamooo..- podbiegł do mnie i mnie przytulił.- Wiesz, że tata dzisiaj nas zabiera na wakacje?
- Tak? A powiedz tatusiowi, że mama nie jedzie?
- Ale dlaczego?
Justin wstał.
- Jaxon pobaw się przez chwilę sam, a ja zaraz przyjdę oki?- powiedział mu.
- Ale szybko.
- Już lecę.- wyszedł, a mnie złapał za rękę.
Zeszliśmy na dół.
- Pomyślałeś wczoraj o tym, że zostawiając butelki na podłodze, rano może zobaczyć je Jaxi?
- Przepraszam, zapomniałem. Myślałem o tym co wczoraj powiedziałaś.
- I co jest dla ciebie ważne?- parsknęłam.
- Wy. Ty i Jaxon jesteście dla mnie najważniejsi. Rozmawiałem rano ze Scootem i zgodził się na to, żebym mniej wyjeżdżał i pracował. Na razie mam całe trzy tygodnie wolnego. I przepraszam ciebie za to, że mnie przy was nie było.
- Wiesz, że nie da się niczego załatwić z dnia na dzień?- zacytowałam jego słowa.
- Wiem. Przepraszam.
- Daj mi trochę czasu dobrze?
- Dobrze. A propo tych wakacji to jedziesz?
- Że dzisiaj?
- No możemy później.
- Gdzie?
- Może Hawaje tym razem?
- Za tydzień dobra?
- Jak Jaxon się zgodzi.- zaśmiał się.
- To jesteśmy dowodzeni przez trzylatka?
- No chyba tak.
- To super.. - zaśmialiśmy się i poszliśmy do Jaxona.
Nasz szanowny król zgodził się, by jechać na wakacje tydzień później, ale za to wybrał Barcelonę.
O 16 poszliśmy na spacer.
- Pójdziemy na lody?- spytał Jaxon.
- No nie wiem, nie wiem..
- Ale tatoooo...
- W sumie.
- To idziemy.- odezwałam się.
Poszliśmy do lodziarni. Nie obeszło się oczywiście bez paparazzi i fanów Jusa, ale cóż..
Nie będę robiła kolejnej awantury. Nie dawno się pogodziliśmy. Próbowałam to ignorować dopóki Jaxi mi się nie poskarżył.
- Justin, on się ich boi!- powiedziałam jak najciszej, ale by usłyszał.
- Zjedzmy do końca i pójdziemy.
- No chyba sobie żartujesz. Albo coś im powiesz, albo ja to zrobię.
- Sely oni właśnie tego chcą. Żebyśmy się wkurzyli.
- Zostajesz, czy jedziesz z nami?
- Poczekaj, pójdę zapłacić.
- Daj klucze do auta.
Wyjął z kieszeni klucze i mi je przekazał. Wzięłam Jaxona na ręce i poszłam w stronę samochodu. Zapięłam jego pasy i czekałam na Jusa.
Weszliśmy do domu. Justin od razu położył Jaxona do łóżka, bo zasnął w drodze.
- To co? Pizza?- spytał.
- I coś mocniejszego do picia.
- Zła jesteś?
- Czy jak chcę się napić, to muszę być zła? Po prostu mam ochotę.- podeszłam do niego.
- A wiesz na co ja mam ochotę?- zaczął mną kołysać.
- No na co?
- Raczej na kogo.- podniósł mnie, a ja oplotłam moje nogi w okół jego bioder.
- Hmm?- zaczął całować moją szyję.
- Na ciebie, księżniczko.- zeszłam z niego, a on uniósł brwi.
- Dawno nie mówiłeś do mnie księżniczko..
- A podoba ci się to?
- Bardzo.
- To będę częściej królewno.
- Kocham cię.
- Ja ciebie najbardziej na świecie.
- A twój jedyny syn?- uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- A to nie będzie ich więcej?
- Ty sobie żartujesz?- zaśmiałam się.
- Nie chcesz mieć więcej dzieci?
- Nie, no chcę, ale jeszcze nie teraz.
- Jasne.- całował moje barki.
Wróciłam do poprzedniej pozycji. Trzymałam się mocno Justina, który mnie całował. Zaczęłam jeździć opuszkami palców po jego szyi, również delikatnie ją całując. Justin swoje ręce z moich bioder, zsunął na pupę. Przeszliśmy na kanapę.
Leżałam na Justinie i go całowałam, a on mnie masował. Czułam się wspaniale, ale przerwał nam płacz Jaxona.
- Oo.. No serio?- powiedział zirytowany.
- Zobaczę.
- Pójdę z tobą.
- Najpierw załóż koszulkę.- rzuciłam nią w niego.
Płacz był coraz głośniejszy, więc szybko do niego poszłam.
- Co się stało synku?
- Brzuszek..
Dotknęłam jego czoła. Było strasznie gorące. Do pokoju wszedł Jus.
- Przynieś termometr.
- Już.
Po chwili wrócił. Sprawdziłam jego temperaturę.
- Umów go na jutro rano do lekarza, tego co zawsze. Masz w moim telefonie numer.
Poczekałam aż wróci po czym poszłam do kuchni i wzięłam potrzebne leki.
Ta noc była straszna. Co chwilę wstawaliśmy do Jaxona, ale później wzięliśmy go do siebie, co wcale nie polepszyło sprawy, bo za kilka dni Justin również zachoruje. Dwóch zdechlaków w domu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że takie krótki. Kolejne rozdziały będą ciekawsze i dłuższe. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz