Obudziłam się już w sypialni. Wczoraj zasnęłam chyba z Jaxonem u niego.
Nagle poczułam, że muszę zwymiotować. Szybko poszłam do łazienki.
Poczułam, jak Justin bierze moje włosy i trzymał je przez cały, gdy wymiotowałam.
- Już dobrze?- spytał gdy się podniosłam.
- T-tak. Dziękuję.
- To mój obowiązek. - zaśmiałam się. - Chodź, przygotowałem śniadanie.
- Przepraszam, nie mam siły nawet iść.
Nagle podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.
- Justin!- śmiałam.
- Księżniczki powinno nosić się na rękach, szczególnie, gdy są w ciąży.
- Kochany mój.
- Kochana moja.- pocałowałam go w policzek, gdy schodził ze mną po schodach.
Dopiero mnie puścił, gdy siedziałam już na krześle.
- Gdzie Jaxon?- spytałam.
- Wstał już o 5. Zjadł, razem obejrzeliśmy jeszcze bajkę i znowu zasnął.
- Nie śpisz już od 5?
- No tak jakoś.
- To nie możliwe.
- A jednak.
Justin stał przy kuchence i kończył smażenie jajecznicy.
- Jusi? A jak już będziemy po tej wizycie, to pojedziemy do moich rodziców?
- Chcesz im już powiedzieć?
- Raczej nie, ale dawno ich nie widziałam, a z moją mamą znowu jest gorzej... I..- przytulił mnie.
- Jasne, jeśli chcesz.
Po zjedzeniu śniadania zaczęłam się szykować.
Schodząc na dół zauważyłam przez okno, że w ogrodzie jest Justin z Jaxonem.
- Justin! No, jak mogłeś go wziąć na dwór.
- Ale mamo, ja się dobrze czuje.
- Jaxon, pan doktor powiedział, że jeszcze do soboty nie możesz wychodzić z domu.
- Ale mamo!
- Nie krzycz na mnie Jaxon. Nie i koniec. Do domu, dalej.
Powolnie poszedł do domu..
- A ty takie drugi?- skinęłam w stronę Justina, który cały czas się śmiał.- Justin nie śmiej się.- uderzyłam go w bicepsa.- A gdzie zostawimy Jaxona?
- Moja mama tu przyjedzie.
Weszliśmy do gabinetu lekarza.
- Oo.. Zastanawiałem się kiedy was tu znowu zobaczę.- lekarza znaliśmy bardzo dobrze. Prowadził całą ciążę z Jaxonem.- I jak się czujesz?- wskazał na miejsce, na którym miałam usiąść, by mógł wykonać USG.
- Jest dobrze.
Już trochę jeździł po moim brzuchu.
- No gratuluję wam. Jesteś w ciąży Selena.
- Dziękuję.
Dał mi papier, bym mogła się wytrzeć i wyszedł z pokoju.
W moich oczach pojawiły się łzy.
- Łzy szczęścia rozumiem?- Justin mi pomógł i wytarł mój brzuch.
- Tak.
- Cieszę się, strasznie się cieszę. Znowu zostanę tatą.
Da gabinetu wrócił lekarz.
- To widzimy się kolejny raz za miesiąc?
- Dobrze.
Wręczył mi receptę, na której wypisał witaminy, takie same, które brałam podczas ciąży w Jaxonem.
To takie wspaniałe uczucie, że ma się w swoim ciele małą istotkę, która jest 1/3 częścią twojego życia.
Już chyba zapomniałam jakie to wspaniałe uczucie.
- O czym myślisz?- przerwał mi w drodze.
- O tym, jak będzie dalej.
- Będziemy dalej rodziną. Tyle, że ja będę o wiele częściej i będziemy już w 4, a nie w trójkę.- położył dłoń na moim udzie.
- Mam nadzieję.
Właśnie pijemy kawę z moimi rodzicami. Znaczy się ja herbatę, a oni kawę.
- Jak tam Jaxon?
- Chory cały czas. Dzisiaj wspaniały Justin, pomimo tego, że miał gorączkę wyszedł z na dwór.- wszyscy zaczęli się śmiać.- Ale to nie jest śmieszne.
- Ojj Justinek, to sobie nagrabiłeś.
- Ciekawe co zrobi, jak będzie miał na głowie..- teraz spauzowałam,żeby się nie wygadać. Justin patrzył na mnie, tak jakby chciał mi przekazać, żebym im powiedziała.- Jak jeszcze będzie miał na głowie swoją chorobę..- zaśmiałam się nerwowo. Zrozumiałam, że to w ogóle nie miała sensu.
- Selena?- spytał tata.
- Ehh.. Ja..- spojrzałam na Justina, który kiwnął głową na "tak".- Ja jestem w ciąży.- powiedziałam jak najszybciej mogłam.
- Gratulacje.- mama wstała i zaczęła tulić mnie, a później Justina. Tata siedział i wpatrywał się w jakiś punkt.
- Brian?- mama powiedziała ostro do taty.
- Co? Selena jesteś pewna, że chcesz teraz drugiego dziecka? Nie chcesz wrócić do pracy?!- podniósł się z krzesła.
- Jestem pewna, że chcę urodzić! podniosłam głos.
- Nie dość, że już marnowałaś sobie życie przez Jaxona, a Justin ma to gdzieś!
- Nie zmarnowałam sobie życia przez Jaxona! Przecież skończyłam studia, mamy z Demi kancelarię!
- Wy w tej kancelarii nie spędzacie czasu!
- Bo zajmujemy się wychowywaniem dzieci!
- Po co?!
- A po ci ja ci byłam?!!
- Nie wiem! Może po prostu..
Proszę tato nie mów mi tego.
- CO?!!
- Dowiedziałem się po fakcie!
- Justin ja chcę jechać do domu.- zabrałam torbę i szybko zaczęłam ubierać buty.
- Selena, przepraszam za niego.- mama próbowała mnie uspokoić.
- To nie twoja wina mamo.
- Ale proszę ciebie..
- Nie zostanę.
Nie czekałam na Justina, tylko poszłam do auta i trzasłam drzwiami.
Po chwili usiadł na swoim miejscu. Spojrzał na moją twarz we łzach. Znowu płacze, a nie powinna. Znowu się stresuje, a nie powinnam. Czuję się strasznie. Mój własny ojciec mnie nie chciał!
Jak mam się czuć?
- Sely..- chciał coś powiedzieć, ale nawet jego nie chciałam słuchać.
- Justin, proszę ciebie. Nie mów nic.- posłuchał mnie.
Już od dwóch godzin siedzę w sypialni.
- Selena?- usłyszałam pukanie do drzwi. Była to Pattie.
- Wejdź.- podciągnęłam nos i skuliłam kolana pod brodę.
- Kochanie...- przytuliła mnie.- On nie miał tego na myśli. Kocha ciebie. Powiedział to, bo boi się o ciebie, czy będziesz szczęśliwa.
- Nie, Pattie. On mnie ma gdzieś, powiedział, że byłam wpadką. To jest okropne usłyszeć coś takiego od swojego ojca. To strasznie boli.
- Nie myśl tak o tym. Porozmawiajcie.
- Nie chcę z nim rozmawiać!
- Dobrze. Shhh..
- Możesz zawołać Justina?
- Jasne.- wstała i podeszła do drzwi.- Pattie.- zatrzymałam ją.
- Tak?
- Dziękuję.- uśmiechnęła się.
Po chwili przyszedł Justin. Ja chciałam się tylko do niego przytulic. Zapomnieć.
- Przytulisz mnie?- nic nie powiedział, tylko to zrobił.
Zachwiałam się trochę i polecieliśmy na łóżko.
Justin
Selena zasnęła. Sięgnąłem po nową kołdrę do szafy i ją nią przykryłem, by jej nie obudzić.
Na dole spotkałem mamę.
- Dziękuję, że z nim zostałaś.
- Przyjemność. Co z Sel?
- Zasnęła. A Jaxon?
- Też.
- Chcesz coś do picia?
- Nie, ja się już będę zbierać.
- Odwieźć ciebie?
- Nie, wzięłam auto.
- Dobrze. Jeszcze raz dziękuję.
- Dzwoń jakby się coś działo.
- Jasne.
Włączyłem telewizor, ale zadzwonił do mnie telefon. Była to Jasmine (moja była dziewczyna, która mnie zdradzała)
- Justin! Pomóż mi!
- Co jest?- odpowiedziałem bez uczuć.
- Ktoś tu jest! Ktoś jest w moim domu.
- To zadzwoń na policję, a nie do mnie.
- Justin, proszę oni nie przyjadą za późno.
- Ugh.. Zaraz.
Zabrałem klucze i szybko do niej pojechałem. Właściwie nie wiem dlaczego, ale coś mi kazało. Ale kiedyś była dla mnie ważna. Oczywiście nie tak, jak Selenę.
Powoli wszedłem do domu. Nikogo w nim nie było. Czyli to jej kolejna zagrywka. Jak mogłem się nie domyślić. Ostatnim pomieszczeniem jakie zostało mi do sprawdzenia była jej sypialnia. Powoli otworzyłem drzwi. Zobaczyłem na łóżku prawie gołą Jasmine i dwoma kieliszkami w rękach.
- Czy ty jesteś chora dziewczyno?!!
- Ojj.. Skoro już jesteś to może się napijemy?- podeszła do mnie, ale ją odepchnąłem z całej siły.
- Myślałam, że ci się podobam. Ze coś do mnie czujesz.- wstała.
- Jedyne co do ciebie czuję to obrzydzenie! Jesteś chora!
Jak najszybciej chciałem opuścić jej dom, ale za mną pobiegła.
- Justin, no kochanie.
- Nie jestem żadnym twoim kochaniem, kurwa!
- Kiedyś byłeś..
- Nigdy nie byłem. wyszedłem.
Zakluczyłem drzwi i walnąłem się na kanapę.
Usłyszałem kroki. Przetarłem oczy i zobaczyłem Sel nade mną.
- Czemu tutaj spałeś?- uśmiechnęła się.
- Nie chciałem ciebie obudzić.- podniosłem się.
- Przecież to też twoja sypialnia.
- A wyspałaś się?
- A wyspałam, ale ty nie..
- Wyspałem się. Nie martw się kotku.
- Co na śniadanie?
- Może zwykłe kanapki?
- Z czym być chciał?
- Obojętnie.
- To idź się już ubierz, jest 12.
- Ja sobie zrobię śniadanie.
- Ja też nie jadłam.
- Ale ja zrobię.
- Ja zrobię.- musnęła moja usta.
- Ale ty nie powinnaś się przemęczać.
- Justin, proszę ciebie. Ciąża to nie choroba.
- Ale..
- Idź się ubierać.
Ona jest taka kochana, cudowna. Nie wyobrażam sobie, gdyby teraz to Jasmine była matką moich dzieci i moja żoną. To byłoby piekło, a z Seleną, zupełne przeciwieństwo. Wiem, że mogę jej ufać i ona może mi.
Selena
Gotowe kanapki położyłam na stole. Do kuchni zszedł Justin z Jaxonem na rękach.
- Mamusiu, a co jest na śniadanie?
- Kanapki.
- A zrobiłaś mi z łososiem?
- Nie robiłam, bo nie ma kochanie.
- Ale ja chcę!
- Jaxi nie ma. Zjedz z czekoladą.
- Ohh.. Słuchaj mamy, bo ja ci zjem.- Justin zaczął go łaskotać.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Od razu poszłam je otworzyć.
- Czego chcesz?- warknęłam. Ta osoba ma jeszcze czelność po tym tu przychodzić?!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz