Selena
Obudziłam się i chciałam wtulić się w Justin, ale go nie było obok mnie.
Od razu przypomniała mi się wczorajsza sytuacja. Westchnęłam i poszłam zobaczyć do pokoju Jaxona.
Jeszcze spał. Pocałowałam go w czoło. Wczoraj trochę mu się polepszyło i nie miał gorączki, a ni nic, a dzisiaj znowu. Nie potrzebnie go puściłam wczoraj z Demi.
Poszłam na dół. Usiadłam na kanapie i włączyłam sobie telewizor.
Nic, jak zwykle nie leciało. Zadzwoniłam do Demi.
- Hej Demi.
- Selena!
- Masz dzisiaj czas?
- Jasne, dla ciebie zawsze. To co? U mnie, u ciebie, czy na mieście?
- Możemy się spotkać w tej kawiarni na obrzeżach?
- Okej. O której?
- 16?
- Dobra.
- To pa.
- Papa.
No dobra. Jest 11.
Gdy się uszykowałam była już 13. Jaxon dalej spał.
- Jaxi wstawaj.- kucnęłam przy jego łóżku.
- Mamo, znowu mnie boli głowa..
- Chodź.- wzięłam go na ręce i położyłam na kanapie w salonie.- Poczekaj, mama ci zaraz przyniesie lekarstwa. A chcesz coś do picia albo jedzenia?
- Płatki czekoladowe.
- Dobrze.
Zrobiłam wszystko jak najszybciej mogłam. Gdy Jaxon zjadł, zasnął oglądając telewizje.
Siedziałam przy nim, gdy do domu wszedł Justin z torbami.
- Zrobiłem zakupy.
- Widzę.
- Co mu jest?
- Głowa go boli i ma gorączkę.
- Biedny.- przykucnął przy nim.
- Justin ja dzisiaj się umówiłam z Demi i czy zostaniesz..
- Zostanę.
- Dziękuję.
- Nie masz za co.- posłał mi uśmiech.
Była już 15.40, więc ubrałam buty. Poszłam tylko do kuchni po klucze.
- Jakie bierzesz auto?- zaczął.
- Może te? Mogę?- pokazałam mu kluczyki.
- Jasne.
- Dzięki.
- A o której będziesz?
- Nie wiem. Idziemy tylko na kawę.
- Uważaj na siebie.
- Przecież nie jestem dzieckiem Justin.
- Ale je w sobie nosisz.
- Wiem...
- Selena, ja nie chciałem wtedy..- przerwałam mu.
- Porozmawiamy jak wrócę.- musnęłam jego policzek z przyzwyczajenia. Justin się uśmiechnął.- Ja.. Będę około 19.
Pospiesznie wyszłam z kuchni i udałam się do garażu. Wsiadłam do auta i odjechałam.
Punktualnie byłam na miejscu. Przy stoliku czekała już Demi.
- Cześć.- przywitałam się i usiadłam na przeciwko niej.
- Cześć. I jak tam Jaxon?
- Znowu chory.
- Ohh..
- A jak twoje dzieci?
- Na razie okej. Selena?
- Tak?
- Co się stało dokładnie pomiędzy tobą, a Justinem?
- Bo.. Powiedziałam mu, że.. Demi.. Powiedziałam mu, że jestem w ciąży.
- To wspaniale kochana!- wstała i mnie przytuliła. Do moich oczów napłynęły znowu łzy.
- Ale ja mu wtedy powiedziałam, że to kolejnie, które nie będzie miało ojca. I od tego się zaczęło. Obydwoje powiedzieliśmy sobie, że to był błąd.
- Jaki błąd?- otworzyła szeroko oczy.
- Że "my" jesteśmy błędem. Nie wprost, ale na to wyszło. Justin od razu przepraszał i cały czas to robi. Nawet już nie jestem na niego o to zła, tylko się boję. Widzę, jak cierpi czasem Jaxon. Nie chcę tego znowu, nie chcę znowu na to patrzeć.
- Justin rozmawiał z Joe. Trochę mi powiedział. Mu naprawdę na was zależy. Zrobi dla was wszystko.
Musicie dać sobie szanse. Porozmawiajcie, wyrzućcie z siebie te wszystkie emocje, ale nie rańcie się. Będziecie mieli dójkę wspaniałych dzieci. Pamiętaj o tym. Kochacie się.
- Dziękuję.
Jeszcze dwie godziny rozmawiałyśmy i o tym i o różnych sprawach.
O 19.30 byłam w domu. Już przed domem zobaczyłam, że światło pali się tylko w kuchni.
- Jaxon śpi?- spytałam odwieszając klucze.
- Zasnął już o 18.
- Miał gorączkę?
- 38, 5 stopnia. Był ten lekarz i powiedział, że ma grypę i minimum jeszcze 5 dni w domu.
- Boże święty zapomniałam, że miał przyjechać. Nie poszłabym wtedy z Demi..
- Daliśmy sobie radę.- zaśmiał sobie.
- Przepraszam.
- Za często to sobie mówimy.
- Wiem. Tak nie powinno być.
- Selena, dzisiaj jak ciebie nie było był Scoot.
- Nie powiedziałeś mu, że jestem w ciąży?
- Nie, na razie nie. Powiedział, że poprzestawia mi grafik, żebym mógł być wcześniej w domu i częściej.
Podeszłam do niego i go przytuliłam.- Kocham was.
- My ciebie też. I ja też nie powinnam wtedy tak się unosić i zwalać wszystkiego na ciebie.
- Ale ja powinienem być o wiele częściej w domu i tobie pomagać, być z tobą i Jaxonem.
- Będziesz?
- Oczywiście, że będę.
- Ufam ci, więc proszę ciebie nie zawiedź mnie.
- Nie zawiodę.
- Boję się.- mocniej się w niego wtuliłam.
- Czego kochanie?- głaskał mnie po plecach.
- Że sobie nie poradzimy z drugim dzieckiem, że to nam się nie uda dobrze.
- Razem sobie poradzimy. Nie martw się.
- Justin?- mój głos drżał.
- Tak, kochanie?
- Pójdziesz jutro ze mną do lekarza?
- Chcesz?
- Chcę.
- Oczywiście, że pójdę.
Oderwaliśmy się od siebie. Usłyszałam płacz Jaxona.
- Ja do niego pójdę, a ty zamów pizzę.- rzekłam. Posłał mi uśmiech.- A dawałeś mu lekarstwa?
- Tak, na lodówce powiesiłem co kiedy.
- Oki.
Poszłam do Jaxona.
- Co jest?- przytuliłam go.
- Boli mnie znowu...- płakał.
- Nie płacz, kochanie. Zaraz przestanie.- kołysałam go.
- Mamo?
- Tak, synku?
- A wiesz, że tata mnie dzisiaj położył?
- Wiem.
- Powiedział, że mnie kocha. I ciebie też.
- Widzisz? Mówiłam, że tatuś ciebie kocha. I wiesz, że teraz tata będzie mógł ciebie częściej kłaść spać?
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- A powiesz mu, że ja go też kocham?
- Ja ciebie bardziej.- usłyszałam głos Justina, odwróciłam się o zobaczyłam go opierającego się o futrynę drzwi. Po chwili znalazł się przy nas.
- Ja bardziej.- powiedział Jaxon.
- Nie bo ja.
- Ja!
- Ja.- Justin zaczął go łaskotać.
- A mnie ktoś tu kocha?- przerwałam im.
- JA!- obydwoje powiedzieli równo. Zaśmialiśmy się.- To super, ale teraz Jaxon idziesz już spać.
- Dobrze, ale zostaniecie razem?
- Zostaniemy.- odpowiedział mu Justin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz