środa, 20 kwietnia 2016

11. " My small Candice"

Obudziły mnie silne bóle brzucha. Próbowałam wstać, ale nie miałam na to siły.
Wiedziałam, że się zaczyna.
Powoli sięgnęłam po telefon. Wybrałam numer Justina.
- H-halo?- wydusiłam przez łzy.
- Kochanie, co jest?
- Ja, ja rodzę... Przyjedź.
- Boże święty, jadę!
Później zadzwoniłam do mamy.
- Mamo, proszę przyjedź, bo my jedziemy do szpitala.- wyszeptałam szybko.
- Już, chwilka skarbie...
Telefon wypadł mi z ręki. Pomimo bólu wstałam i powoli poszłam do pokoju Jaxona.
Pocałowałam go w czoło.
Usłyszałam pukanie do drzwi, a chwile później otwarcie drzwi. Na górę przybiegli Justin, moja mama i Pattie.
Justin wziął mnie na ręce.
- Trzymaj się kochanie.- mama puściła moją rękę.
Justin położył mnie na tylne siedzenia auta.
- I jak?- pytał zdenerwowany co chwilę.- Dzwoniłem do lekarza i już wszystko gotowe..
Widziałam jego trzęsące się dłonie.
- Justin..- szepnęłam.
- Jeszcze chwila.
Podjechaliśmy pod klinikę. Justin zaniósł mnie do recepcji.

Justin
- Justin?- podniosłem twarz do góry. Zobaczyłem jedną z pielęgniarek.- Ktoś na pana czeka.- uśmiechnęła się.
- Mo-mogę wejść?
- Idź.
Gdy wszedłem do sali zobaczyłem moją cudowną, malutką córeczkę.
Nie mogę uwierzyć. Mam córkę. Usiadłem na skraju łóżka. Spojrzałem na wykończoną, ale uśmiechniętą Sel. Zobaczyłem łzy w jej oczach.
- Mogę?- spytałem.
W odpowiedzi podała mi małą kruszynkę.
Delikatnie wziąłem ja na swoje ręce.
- Cześć skarbie..- szepnąłem.

Selena
Przypatrywałam się Justinowi i mojej małej córeczce.
Poród był bardzo długi i bolesny, ale teraz mam przy sobie skarb.
- To słodka Candice?- spytałam.
- Jeśli chcesz, to oczywiście.
Do sali wszedł lekarz.
- Jak się czujecie?
- Wspaniale.- odpowiedziałam.
- Wybraliście imię?
- Candice.- odpowiedziałam równo z Justinem.
- Candice Bieber.- powiedział lekarz.- Więc, Candice jest zdrowa. Myślę, że za dwa, max trzy dni będziecie mogły opuścić klinikę.
- Dziękuję.
Lekarz wyszedł z sali.
- Mogę ciebie prosić, żebyś pojechał po jakieś rzeczy, bo wzięliśmy tylko torbę mał..Candice.- poprawiłam się.
- Jasne kochanie.
- I nie zapomnij o Jaxonie.- powiedziałam, gdy oddawał mi Candice.
- W jakim sensie?
- Zastań z nim trochę..
- Ale..- przerwałam.
- Justin, zjedz z nim śniadanie chociaż. Candice ci nie ucieknie.
- Dobrze.
Wyszedł. Zostałam sama z córką.
Jest strasznie podobna do Justina. Ma jego piękne, brązowe oczy, zgrabny nosek, jego uśmiech. Po mnie ma tylko ciemnie włosy.

*dzień później*
Czuję się już o wiele lepiej. Nie mogę napatrzeć się na małą córeczkę.
- Możemy?- zobaczyłam Demi i Joe w drzwiach.
- Tak.- uśmiechnęłam się.
- Boże, jaka ona śliczna!- Demi wzięła małą na ręce.
- A gdzie Justin?- spytał Joe patrząc na małą.
- Wysłałam go do domu po rzeczy i żeby został na chwilę z Jaxonem.
- Jak się czujesz?
- Wspaniale..
- Jaka ona jest do ciebie podobna!-Demi nie mogła wyjść z podziwu.
- Do mnie? Według mnie do Justina.
- Coś ty! Ma twoje włosy i uszka.. I te oczy..- cały czas się uśmiechała.
- Justina.
- Śliczności cioci, tak?- Demi bawiła się z malutką, a raczej ona się bawiła, a Candice patrzała.
Joe się z niej śmiał.
Po godzinie Justin wrócił.
- O cześć.- przywitał się z Demi i Joe.- I co? Namyśliliście się?
- Tak.- odpowiedzieli równo.- Chcemy być chrzestnymi Candice.
- Super.- odpowiedział i wziął ode mnie Candice.- Chodź do taty.- pocałował ją w policzek.
Długo rozmawialiśmy. Wszyscy cieszyliśmy się Candi.
- To my już idziemy.- zaczęli się ubierać.
- Dziękuję, że przyszliście.
- Przyjemność.
Wyszli z sali.
- I jak Jaxon?- spytałam.
- Cieszy się i nie może się doczekać.
- To czemu go nie wziąłeś?
- Ojj no..
- Głupolu.
- Mogę?- spytał, a ja kiwnęłam głową.
- Jaka ona śliczna..
- Chciałeś córeczkę.. Teraz tylko rób dla niej to wszystko, co obiecywałeś.
- Sely..
- Wiem, co chcesz powiedzieć. Ufam Tobie.
- Kocham was.
- My ciebie też.
Justin trzymał Candice tak delikatnie. Wyglądali słodko, pięknie.
Zapomniałam już jak to jest.
To wspaniałe uczucie. Dać życie małej istotce, która rośnie na twoich oczach, dorasta...

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

10. " Names for babys"

- Może naleśniki?- spytał po raz setny, gdy siedzieliśmy w ogrodzie.
- Nie.- odpowiadaliśmy równo z Jaxonem.
- Pizza?
- Nie.
- Kurczak?
- Nie.
- Jedziemy na obiad do kogoś?
- Nie, ty robisz.- dalej odpowiadałam równo z Jaxonem pękając ze śmiechu.
- No to co?
- Mogłeś wygrać zakład.- chlapnęłam go wodą z basenu.
- No ejjj.... Frytki?- spytał pełen nadziei.
- Ja zrobię sałatkę, a ty upiecz łososia.
- Jaką sałatkę?
- Z rukolą.
- No to zrobię. A ty idź się zdrzemnąć po jesteś zmęczona.- musnął mój polik.
- Nie jestem. Ale skoro nalegasz, to mogę pojechać z Ash na kawę?
- Nie pytaj tylko jedź. Podwieźć ciebie?
- Nie musisz.
- I tak muszę zrobić zakupy.
- Skoro chcesz.- ponownie mnie pocałował.
- Fuuj!- krzyknął Jaxon.
- Nie ładnie tatusiu...- szepnęłam mu do ucha, po czym poszłam ubierać buty.
Po chwili byłam już na miejscu. Ashley siedziała już na miejscu.
- Cześć.- przywitałam ją.
- Boże jak się stęskniłam!- przytuliła mnie.- Ciąża ci służy.
- Haha dziękuję.
- Za mówiłam ci już herbatę.
- Dzięki. To opowiadaj. Nie widziałyśmy się już 4 miesiące, o 4 za dużo.
- Po staremu. Praca, dzieci, dom.
- A jak Liam?
- No właśnie... Nie układa się między nami...- jej mina od razu się zmieniła.
- Co się stało?
- Ciągle go nie ma w domu. Unika mnie. Tylko czasami zabiera gdzieś Stellę, a tak go nie ma.
- Ash.. Justin też tak robił. Porozmawiaj z nim, kochana. Musicie sobie to po prostu wyjaśnić.- puściłam jej oczko.
- Ja nie wiem jak zacząć..
- Ja też nie wiedziałam do wczoraj.. To po prostu ze mnie wypłynęło.
- I jak?
- Pogodziliśmy się. Zrobił sobie rok przerwy.
- Boziuu, jaki on kochany..- rozpromieniła się.
- Czasami.- zaśmiałam się.
- Nie przejmuj się, tylko powiedz mu to. Będzie lepiej jak to sobie wyjaśnicie.
- Wiesz, jaką jesteś wspaniałą przyjaciółką?
- Coś tam słyszałam..- zaczęłyśmy się śmiać.
Spędziłyśmy razem wspaniale czas. Ashley nalegała, że mnie odwiezie do domu, ale niestety nie mogła przekonać Justina.
- I jak się czujesz?- spytał, gdy jechaliśmy przez miasto.
- Dobrze.- uśmiechnęłam się.
- Nie mogę się doczekać, aż urodzisz.
- Ja też.
- Moja córeczka.
- Jedyna.- rozmarzyłam.
- Jak to?- spytał.
- Co?
- Tylko jedna?
- A co?- uśmiechnęłam się do niego.
- Wiesz.. Chciałbym więcej dzieci.- nieśmiało się uśmiechnął.
- Zobaczymy, kochanie.
Szczerze? Zaskoczył mnie tym.
Jest wspaniałym i troskliwym tatą, ale często go nie ma.
Gdy zjedliśmy przygotowany przez Justina obiad, Jaxon zasnął, a my usiedliśmy w salonie.
- To może dla dziewczynki Candice, a dla chłopca Drew?- spytałam.
- Drew?- poruszył zabawnie brwiami.- A może coś na "s"?
- Czemu?- leżałam wtulona w niego.
- Bo już jest Justin i Jaxon, Selena sama.
- Nie, nie podoba mi się tak.- zaprotestowałam.
-  To dziewczynka na pewno Candice?
- Candice.- uśmiechnęłam się jeszcze bardziej.
- A chłopiec? Może..  David?
- David.
Justin wpił się w moje usta, a ja oddałam jego pocałunek.
- Nie, nie teraz.- oderwałam się od niego.
- Ale wiesz, jak bardzo mi się podobasz..- mruknął.
- Justin... A może pójdziemy na plażę?
- Zadzwonię do Kenny'ego.
- Ale...
- Jeśli idziemy z Jaxonem musimy. Nie mogę pozwolić, żeby mu się coś stało. I tym bardziej ty jesteś w ciąży.- przytulił mnie.- Wiem, że nie chcesz.. Przepraszam.
- Nie masz za co.- uśmiechnęłam się.- Ja też nie chcę, żeby Jaxonowi się coś stało.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Ty mnie też co?- objął mnie w pasie.
- Ja ciebie też kocham.
Po godzinie byliśmy gotowi i wyjechaliśmy na plaże.
- Jak się czujesz Selena?- spytał mnie Kanny w drodze.
- Bardzo dobrze. A jak się tobie układa?
- A ci powiem, że też nawet nawet.- zaśmiał się.- Czyli na plaże?
- Tak, trochę się przejdziemy, a później pojedziemy coś zjeść.- wciął się Jusi.
Na plaży Jaxon cały czas nam uciekał. Niestety natchnął się na sporą grupę fanów Justina. Straciliśmy bardzo dużo czasu, czekając aż Justin zrobi sobie z każdym zdjęciem i da autograf.
Na koniec pojechaliśmy do jednej z naszych ulubionych restauracji.

Dwa tygodnie później.
- Idź, nic mi się nie stanie.- mówiłam.
- Ale. Jakby czasem, się zaczęło?
- Justin, jedziesz tylko do Scootera, to nie jest na końcu świata. Jaxon śpi, więc jedź..
- No dobra, będę za kilka godzin.- pocałował po czym poszedł w stronę drzwi.
- Justin?!- odwrócił się i podszedł do mnie.
- Tak, skarbie?
- Proszę, pamiętaj o czym mi obiecywałeś.- opuściłam w dół głowę.
- Ejj..- swoje dłonie położył no moją twarz i uniósł ją, bym na niego spojrzała.- Rok przerwy. Ani dnia krócej, może trochę dłużej jeśli chcesz..- uniósł kąciki ust.
- Na pewno?
- Zaufaj mi.
- Nie zawiedź mnie, Jusi.
- Obiecuję.- wpił się w moje usta.- Niedługo będę.
Wyszedł. Zakluczyłam drzwi za nim.
Włączyłam ulubiony film i położyłam się na kanapie, nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam.

wtorek, 29 marca 2016

9. 'People make mistakes"

Zapukaliśmy do drzwi domu mamy Justina.
- Selena!- przytuliła mnie, a później Jaxona.- Napijesz się czegoś?- spytała, gdy siadaliśmy do stołu.
- Może kawa.
- A jesteście głodni?
- Nie, nie jesteśmy.
Po kilku minutach podała mi napój.
Po jej zachowaniu widziałam, że coś jest nie tak.
- Pattie, co się dzieje?- spojrzała na mnie niespokojnie.
- Jasmine tu była. (była dziewczyna Justina.)
- Czego chciała?!
- Cały czas myśli, że Justin do niej wróci.
- A on?
- Mówi stanowczo nie, ale.. Boję się, że ona go zaciągnie do.. Że zepsuje to co jest między wami.
- Tego chyba nie da się bardziej zepsuć..
- Jak to?
- On ma nas gdzieś. Wychodzi, gdy jeszcze śpimy i wraca, gdy śpimy. Unika mnie. Nawet Jaxona..
- Obiecywał mi..
- Pattie.. Mi też obiecywał, nie raz, nie dwa!- ucichłyśmy na chwilę.- A może on.. Może on mnie zdradza?- przełknęłam siłę.
- Nie mógłby. Za bardzo ciebie kocha.
- Słowa nic nie znaczą!- wyrzuciłam ręce w powietrze.
Do kuchni wszedł Jaxon.
- Pobawicie się ze mną?
- Jasne.- odpowiedziałyśmy równo.
Kilka godzin bawiliśmy się z nim. Na chwilę o tym zapomniałam. Przypomniałam sobie, że mam najcudowniejszego syna i w drodze drugie dziecko.
Nie ważne jak będzie między mną, a Justinem będę z nim. Dla dzieci, by wychowywały się w pełnej rodzinie.
Dopiero o godzinie 19 byliśmy w domu.
Nie powróciłyśmy już do tematu Justina. To dla nas obu było trudne. On się zmienił.
To nie był mój Justin. Ale i tak go kochałam.
Odziwo, w kuchni zastałam Justina.
- Tato!- przytulili się.- Pobawisz się ze mną?
- Nie teraz Jaxon. Idź do swojego pokoju i sam się pobaw zabawkami, dobrze?
- Dobrze.
Pobiegł do swojego pokoju.
- Nawet dla niego nie masz czasu?- wyrzuciłam ręce w górę.
- Chciałem porozmawiać.
- O czym?!
- Dobrze wiesz o czym. W ogóle ze sobą nie gadamy..
- I to moja wina, tak?-  zaśmiałam się ironicznie.
- Nie.
- To ciebie nigdy nie ma! A teraz idź do Jaxona.
Nic nie powiedział tylko poszedł na górę.
Nie chcę z nim rozmawiać. Wiem jak to się skończy. Będzie jeszcze gorzej niż teraz.
Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.
Nie było nic ciekawego, więc postanowiłam się zdrzemnąć.
Przetarłam oczy i zobaczyłam Justina, siedzącego w moich nogach.
- Wyspałaś się?- uśmiechnął się.
- Już jesteś?
- Nie zaczynaj.
- Bądź wobec mnie szczery.
- Jestem, Sely.
- To gdzie cały czas jesteś?
- Mówiłem, że pracujemy nad trasą.
- Zdradzasz mnie?
- Co?- zaśmiał się.- Kocham cię.
- Śmieszy ciebie ten temat?
- Nie możemy zachowywać się normalnie?
- Ja się zachowuje normalnie! Ty mnie ciągle okłamujesz!
- Kiedy niby?!
- Ile razy mówiłeś, że nie będziesz tyle pracował? Że, gdy jestem w ciąży będziesz ze mną? Ile?- do moich oczy napływały łzy.- Nie musiałeś kłamać. Wiesz, jak to mnie boli? Muszę sama sobie ze wszystkim radzić, a ty się bawisz w najlepsze.-Justin do mnie podszedł i mnie przytulił.- Tak jest cały czas... Nawet ignorujesz Jaxona od kilku miesięcy. Ja nie daję rady.
- Przepraszam... Przepraszam.
-  To twoja rutyna. Tylko przepraszasz i obiecujesz, a później i tak nic się zmienia.
Wyszłam z domu i wsiadłam do auta.
Jechałam przed siebie, aż dojechałam do plaży.
Zobaczyłam tam dwójkę nastolatków. Bawili się tak, jak ja i Justin jeszcze kilka lat temu.
Wtedy byliśmy beztroscy. Nigdy się nie kłóciliśmy.
Gdy Justin wyjeżdżał w trasę, w każdej chwili mogłam wsiąść do samolotu i go odwiedzić.
Teraz już tak nie mogę.
Mamy dzieci, o które tylko ja muszę dbać...
Zostawił mnie samą ze wszystkim.
Nie wiem co z nami dalej będzie... Czy w ogóle będzie coś takiego jak "my".
Usłyszałam paparazzi biegnących do mnie. Nawet tutaj nie mogę być sama.
- Selena, dlaczego jesteś sama?!
- Gdzie Justin i Jaxon?
- Jak się czujesz?!
Wszystkie pytania na raz... Jeszcze bardziej zaczęłam płakać.
To mnie wykańcza.
Chociaż w ciąży nie powinnam, pobiegłam do auta.
Gdy weszłam do domu, dobiegły mnie dźwięki z salonu.
- Selena godzinę temu byłą sama na plaży. Nie było ani Justina, ani Jaxona. Czy to kryzys w ich związku? Przecież ona jest w ciąży. Dodamy, że Sel była zalana łzami.
Na kanapie siedział sam Justin i oglądał te wiadomości.
Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego tors. On objął mnie swoimi ramionami.
Nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam.
- Mam dosyć..- wyszeptałam, a on jeszcze mocniej mnie przytulił.- Myślałam, że teraz będzie najcudowniejszy w naszym życiu, a zostałam sama ze wszystkim...- nie mogłam powstrzymać łez.
- Nie jesteś sama. Masz mnie Sely.. Kocham was najmocniej na świecie.- zaczął głaskać mój brzuch.
- Jedziesz w trasę.. Całą ciąże jestem sama, Justin!
- Nie jadę w trasę.. Robię sobie przerwę na rok. Dla was..
- Naprawdę?
- Nie chcę, żebyś tylko ty wychowywała nasze dzieci, żeby nie miały ojca. I żebyś ty, tym bardziej teraz miała we mnie oparcie. Kocham ciebie.- pocałował mnie.
- A Scooter?
- Zgodził się, nie przejmuj się teraz moją karierą, skarbie.
- Ale, skoro..- wciął mi się w słowo.
- Teraz czas tylko dla nas i dzieci.- położył powoli głowę na moim brzuchu.- Kopnęła!- wstał uradowany.
W ciągu tych kilku miesięcy, gdy byliśmy pokłóceni, byłam u lekarza. Powiedział mi, że to będzie dziewczynka. Wtedy przekazałam Justinowi wieść.
Ucieszył się, jak małe dziecko. Mówił, że to będzie jego księżniczka. Nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić.
Ciekawe czy będzie miał na to czas...
Stop Selena! Dopiero się pogodziliśmy. Odwołał trasę, zrobił sobie rok przerwy.
Ostatni raz mu wybaczę. Przecież ludzie popełniają błędy, ja sama też nie raz zawiniłam.
Najważniejsze jest to, że się kochamy i jesteśmy rodziną.
- Tato?- Jaxi stanął przed nami.- Pograsz ze mną w piłkę?
- A może pobawimy się u ciebie w pokoju, bo już ciemno?
- Okej.
- A ja zrobię gorącą czekoladę, a później obejrzymy twój film, co?- spytałam.
- Tak!
Wyjęłam z szafki trochę czekolady, którą roztopiłam z mlekiem.
Po 45 minutach zawołałam chłopaków.
Usiedliśmy razem i oglądaliśmy lubiony film Jaxona, cały czas się śmiejąc. 

czwartek, 24 marca 2016

8. "I don't know"

Justin
Weszliśmy do domu moich rodziców. Jaxon rzucił się Selenie na szyję.
Cały czas mnie ignorował. Jakby mnie nie było.
Gdy Selena, moja mama, tata i jej mama poszli zobaczyć coś do ogrodu zapytałem się go.
- Jaxi, czemu nie odzywasz się taty?- posadziłem go obok siebie.
- Bo jak oglądałem bajkę, to była leklama, że znowu będziesz miał trasę! A ja nie chcę. Nie chcę żebyś znowu jechał.- widziałam, jak łzy wypływały z jego oczu.
- Nie jadę na razie synku..- posadziłem go na swoich kolanach, a on się we mnie wtulił.
- Ja nie chcie żebyś w ogóle jechał! Tęsknie za tobą.
- Ja za tobą też tęsknie, Jaxon, gdy wyjeżdżam. Nie masz pojęcia jak bardzo. Chciałbym to wszystko rzucić i być z tobą i mamusią cały czas.
- To czemu nie jesteś?- pociągnął noskiem.
- Nie płacz skarbie. Jak będę wyjeżdżał to z wami, albo na króciuuutko. Co? A na razie chodźmy się bawić.
- Dobrze.
 Wyszliśmy i biegaliśmy po całym ogrodzie bawiąc się w berka.
Niestety Jaxon potknął się o leżak i się przewrócił. Od razu zaczął płakać, więc na miejscu w mgnieniu oka pokazała się Selena.
- Co wy zrobiliście?- stanęła nad nami.
- Jaxon się przewrócił..
Wzięła go na ręce.
- Idziesz?- spytała mnie.
- Już.
Selena opatrzyła ranę Jaxona.
Była dopiero 24.30, gdy uporaliśmy się z wariującym Jaxonem, by zasnął.
- Ile on ma anergii...- objąłem ją w pasie.
- Po kimś na pewno.- pocałowała mnie. - Bo ja idę też spać.
- Selena?
- Tak?- odwróciła się do mnie.
- Cz-czy Jaxon..- pokiwałem głowę próbując przyswoić sobie wiadomości.- Powiedział, że on mnie nie obchodzi.
- Ejj..- przytuliła mnie.- Kocha cię. Po prostu, gdy pracujesz prawie cię nie ma i mu brakuje taty.
- Nie chcę,żeby tak było. Chcę być dobrym ojcem..
- Jesteś.- uśmiechnęła się.
- Nigdy nie będę dla Jaxona i dla niego...- pogłaskał mój brzuch- wystarczająco dobrym ojcem.
- Skarbie, kochają cię. Ja ciebie też kocham.
- Nie zrozumiesz.. Ty jesteś z nim całe dnie, a ja? Raz na jakiś czas..
- A ile teraz jesteś?
- No trzy tygodnie...
- No właśnie.
- Ale nie jestem tyle ile powinienem.
- Ważne, że ich kochasz.- przytuliła mnie.
- Chodź spać.
Gdy się położyliśmy cały czas myślałem o Jaxonie.. Jeszcze teraz ta trasa, Sel w ciąży.
Zawsze coś jest nie tak!

 *siedem miesięcy później*
Selena
Nie rozmawiam z Justinem już ponad miesiąc. Wychodzi jeszcze, gdy śpimy, a wraca również, gdy już śpimy.
Gdy powiedział mi, że jak urodzę musi wyjechać w trasę załamałam się. Znowu zostawi mnie samą, już tak jest. Nie interesuje go nawet Jaxon, a co dopiero ja!
Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. 01.32. Noc nie przespana.
Zeszłam do kuchni, bo naszła mnie ochota na lody.
Justina jeszcze nie było.
Wyciągając z zamrażarki lody usłyszałam otwierające się drzwi.
- Nie śpisz?- rzucił klucze na blat i usiadł na krześle wgapiając się telefon.
- Jak widzisz..
- Powinnaś się położyć.
- Wiem co powinnam.
- Iść spać. Musisz się wysypiać.
- Nic nie muszę.- spojrzał na mnie.
- Musisz o siebie dbać.- kontynuował patrząc się na mnie.
- Oo.. Nagle cię interesuje?!
- Cały czas mnie interesujesz.- wstał.
- Ahh tak? Gdybym teraz spała, powiedz mi kiedy być się do mnie odezwał?
- Nie rozumiesz, że pracuje, żeby zarabiać na wszystkie wasze zachcianki?- mówił spokojnie.
- Nie chcę tak.. Obiecywałeś mi Justin, obiecywałeś nam. Kiedy ostatnio rozmawiałeś, albo bawiłeś się z Jaxonem?!
- Pracuje nad trasą!
- I znowu mnie zostawisz. Samą! Z dwójką twoich dzieci!
- Nie zostawiam ciebie!
- A ile będziesz w trasie?!
- Będę was odwiedzał!
- Raz na ile? Raz na tydzień, dwa? Justin, my już nie jesteśmy sami, żeby móc wsiąść w samolot i pojechać do siebie!
- Przecież wiem..
- To dlaczego nam to robisz?
- Proszę ciebie, Selena zrozum mnie..- pokiwałam głową.
- Ty zrozum mnie.
Odeszłam. Nie słuchałam co jeszcze mówił. Położyłam się na łóżku i dałam się ponieść emocjom.
Zawsze mi obiecuje, a ja głupia mu wierzę, ufam...
 - Mamo! Głodny jestem!- otworzyłam oczy i zobaczyłam Jaxona skaczącego po łóżku.
- Już, kochanie.
Wstałam z łóżka i razem poszliśmy do kuchni.
O dziwo na stole było przygotowane śniadanie.
- Chyba tatuś nam zrobił.- usiadł przy krześle i zaczął jeść gotowe naleśniki.
Ciekawe co mu nagle odbiło?! Dopiero jak mu coś powiem, to "próbuje" coś zmienić.
- Mamusiu?
- Tak?
- A pójdziemy dzisiaj do babci?
- Możemy jeśli chcesz.- posłałam mu uśmiech i również usiadłam do stołu.
Po zjedzeniu przyszykowałam rzeczy sobie i Jaxonowi.
Ubrałam jeansy z dziurami, luźną, białą koszulkę, by ukrywała mój już duży brzuch i ramoneskę.
Włosy upięłam w kok, nałożyłam trochę pudru, a usta pomalowałam błyszczykiem.
W salonie Jaxon oglądał w tym czasie bajki.
- Jaxi ubieraj buty.
- Poczekaj...
- Nie, w tej chwili ubieraj buty.
- Ja chcę najpierw obejrzeć bajkę do końca!
- Jaxon! Raz...dwa...trzy!
- Poczekaj!
- Nie krzycz na mnie! I nie będę czekać. W tej chwili ubierz buty!
Powoli wstał i zaczął ubierać buty.
- Kiedy będzie tata?- spytał, gdy byliśmy pod domem Pattie.
- Nie wiem...
Nawet na to nie umiem mu odpowiedzieć. Nie wiem, gdzie on teraz jest, kiedy wróci, kiedy wyszedł, z kim jest...

niedziela, 20 marca 2016

7. "You're the best!"

Selena
Obudziłam się obok Justina.
Wygląda tak słodko jak śpi.
Zasnął nawet w ubraniach przeze mnie... Nie potrzebnie coś takiego zrobiłam, ale tęsknie za nim. On i Jaxon są dla mnie najważniejsi.
Zauważyłam, że unosi kąciki ust.
- Hej, skarbie.- wymruczał jeszcze nie przytomny.
- Cześć.
- Mam propozycje.- usiadł od razu.
- Jaką?
- Dzisiaj, tylko ty i ja. Co ty na to?- przysunął się do mnie i złapał moją dłoń.- Dasz się zaprosić na randkę?
- Kuszące. A co z Jaxonem?
-Nie martw się.- wpił się w moje usta.
Oddawałam pocałunki, które stawały się coraz brutalniejsze.
Nie chciałam tego przerywać.
- Boże, wiesz jak mam na ciebie ochotę?- mówił pomiędzy pocałunkami.
- Ohh..- przerwałam pocałunek.- Która godzina?- Justin spojrzał na zegarek, który był naprzeciwko niego.
- 10.30.
- Cholera, przecież, ja muszę jechać do lekarza na 12.
Wstałam w łóżka i pobiegłam do garderoby.
- Na która jedziesz?- Justin stanął w drzwiach, gdy ja nalewałam wody do wanny.
- 12.40.
- Wróć później do domu i o 15 pojedziemy.
- A Jaxi?
- Gadałem z mamą.
- Znowu?
- No, a czemu nie?
- Może zostanie z moją mamą?
- Twoja mama dzisiaj będzie u Pattie.
- Aa. No dobra.
- A mogę jechać z tobą?
- No możesz.. - objął mnie od tyłu.
- Zawiozę Jaxona i wrócę po ciebie.
- Obudź go najpierw.- pocałował mój polik i wyszedł.

O 12.35 byliśmy pod gabinetem.
- Selena.- lekarz wyszedł ze swojego gabinetu.- Zapraszam.
Wstaliśmy i poszliśmy razem za lekarzem.
- Proszę.- wskazał łóżko, na którym wykonuje USG.
Posmarował mój brzuch żelem i je wykonał. Modliłam się, żeby wszystko było dobrze.
- Tak jak myślałem.- uśmiechnął się.- Wszystko dobrze.
- Dzięki Bogu.- poczułam ulgę.
Wiem, że jestem przewrażliwiona, ale ciążą z Jaxonem była zagrożona i teraz wolę uważać.
- Pojedziemy jeszcze do domu, bo chcę się przebrać?- spytałam już w aucie.
- Jeśli chcesz.- po chwili ciszy dodał.- Strasznie się cieszę.
- Z czego?
- Z tego, że drugi raz zostanę ojcem, że miedzy nami się układa, jesteśmy szczęśliwi i.. No właśnie.
- Ja też. Justin.. Ja chcę wrócić do pracy rok po urodzeniu.
- Już jesteś pewna?
- T-tak.
- Nie myślisz, że powinnaś zostać z dziećmi w domu?
- Nie. Nie będę znikała na całe dnie, tylko kilka godzin. Nie uczyłam się tyle, tylko po co, żeby mieć kancelarię, w której pracują ludzie, beze mnie.
- Pogadamy o tym za półtora roku.
- Justin, ja mówię poważnie.
- Ja też.
Westchnęłam.
- Wiesz, że demi jest w ciąży?- spytałam.
- Co?
- No jest.
- No to mam już kolegę, który będzie przeżywał to co ja w tym samym czasie. Humor i zachcianki..- zaśmiał się, a ja uderzyłam go w ramię.
- Głupi.
- Nie jestem głupi.
- Jesteś moim głupolem.
- Już lepiej.- udał dumnego.
- Nie wierzę.
- A ja wierzę.
Zaczęliśmy się śmiać.
Równo o 15 Justin zaczął mnie wołać, żebym zeszła na dół.
- Już, czekaj!- krzyczałam psikając się perfumami.
- Selena, no dalej.
- Idę, idę.- schodziłam na dół.
- Pięknie wyglądasz.
- Ty też niczego sobie.
- Nie ubieraj szpilek.
- No dobra?
Jechaliśmy już chyba 20 minut.
- Justin ile jeszcze?
- Nie narzekaj, skarbie.- położył rękę na moim udzie.
- Zatrzymaj się.
- Co się stało?- spojrzał szybko na mnie.
- Nie do-nie dobrze mi.
Szybko skręcił na jakaś polanę. Jak poparzona wybiegłam z auta i zwymiotowałam. Już nie mogłam wytrzymać. I to właśnie jeden z minusów ciąży.
- Już dobrze?- podał mi chusteczki, a chwilę później wodę.
- Raczej tak.- przytulił mnie.- Albo jednak nie.
Znowu zaczęłam wymiotować. I to jeszcze gorzej.
- Może wrócimy?- uklęknął obok mnie, gdy już przestałam zwracać.
- Nie, już dobrze.
- Na pewno?
- Tak, tylko podaj mi wodę.
Napiłam się i wsiadłam do auta. Po chwili ruszyliśmy dalej w wodę.
Justin otworzył mi drzwi i prowadził na jakieś wzgórze.
- Kurde, Justin no!- był kilka metrów przede mną.
Odwrócił się i wziął mnie na ręce.
Czułam jak się o mnie ociera.
- Nie teraz wiesz?- zwróciłam twarz w jego stronę, a on się zaśmiał.
- Ohh.. No, a czemu nie?
- Jak dziecko..
- Like baby baby baby ooo..- zaczął śpiewać.
- Hahaha..
- Wiesz, że cię kocham?- postawił mnie na ziemie.
- Jak tu pięknie!- rzuciłam mu się na szyję.
Odwrócił mnie w drugą stronę.
Był tam przepięknie zastawiony stół, świece, kwiaty, i tylko my.
- Jesteś najlepszy.
- A ty najlepsza! Kocham cię, mysio.
- Ja ciebie też kocham, kotek.
Odsunął mi jedno z krzeseł.
To kolacja była wspaniała. Tylko ja i Justin. Dawno nie spędzaliśmy czasu tylko we dwójkę.
- A pamiętasz jak wtedy wpadłaś do basenu na imprezie?- śmialiśmy się niebo głosy siedząc na plaży.
- A ty, jak się obudziłeś po moich urodzinach z Joe na trawie? Pół-nago?- pękałam ze śmiechu.
- To były twoje najlepsze urodziny!
- Nie powiedziałabym. Najlepsze były u Tay! Te tańce na stołach, basen, klauni!
- Ten klaun był przerażający.
- A później zabawy się skończyły..- westchnęłam.
- Ale ja w ogóle nie żałuje. Teraz mam rodzinę. Jaxona, ciebie i ciebie.- wskazał na mój brzuch.- Jesteście dla mnie wszystkim.
- Wy dla mnie też.
- Nie wyobrażam sobie, żeby teraz ciebie i Jaxona nie było przy mnie..
- To nie jest do wyobrażenia. Pomimo tych kłótni i wyjazdów i tak jesteś dla mnie wszystkim.
- Czym sobie zasłużyłem na kogoś tak idealnego, wspaniałego, mądrego, pięknego i inteligentnego jak ty?
- Wiesz, że cię kocham?- w odpowiedzi wpił się w moje usta.
- Wiem.- przerwał i powrócił do czynności.
Oddawałam jego pocałunki. Podniósł mnie i owinął ręce wokół mojej talii.
Coraz mocniej mnie ściskał.
Oplotłam moje nogi wokół jego bioder cały czas go całując.
- Nie tu..- przerwał.
- Chodźmy do domu.- przejechałam ustami po jego nosie.
- Mmm.. Kuszące.
Zeszłam z niego. Justin chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy do auta.
Zamykając drzwi domu od razu zaczęliśmy się całować.
Moje ręce wylądowały w jego włosach, a obydwie ręce Justina powędrowały na moje pośladki.
Uniósł mnie nad ziemie, co wykorzystałam by owinąć nogi wokół jego bioder.
Przerwał, by złapać powietrze.
- Boże dziewczyno, jak ty całujesz.. Kocham, kocham, kocham.
- A ty?
- Te usta są tylko moojee!- wpił się ponownie.
Od razu oddałam pocałunki.
Udaliśmy się na górę. Delikatnie położył mnie na łóżku.
Zdjęłam jego koszulkę, nie przerywając walki naszych języków.
Poczułam jak Jus rozpina mój stanik. Nawet nie wiedziałam kiedy straciłam koszulkę.
Nagle po całym pomieszczeniu rozbrzmiał dzwonek telefonu Justina.
- Cholera!
Wstał i odebrał telefon.
- Scooter?
Poszłam do łazienki i się przebrałam. Justin całe pół godziny rozmawiał ze Scooterem.
- Co się stało?
- Nic takiego..
- Emm?
- Nic się nie stało.
- To może pojedziemy na zakupy i po Jaxona?
- Po co na zakupy dzisiaj? Jutro pojedziemy.
- Okej.
Zeszliśmy na dół, ubraliśmy buty i pojechaliśmy do mamy Justina.

niedziela, 13 marca 2016

6. " Next to you"

- Hej Selena.- przeleciała po mnie wzrokiem.- Ohh.. Tak się kończy po małżeństwie? To ja chyba zrezygnuję.- parsknęła śmiechem.- Jest Justin?
- Po co ci on?
- Był wczoraj u mnie i chciałam mu podziękować.  Było tak wspaniale.
Pojawił się Justin.
- Czego chcesz?- wyglądał jakby miał jej coś zrobić.
- Podziękować tobie, kochanie.
- Ile, kurwa razy mam ci mówić, że nie jestem twoim jebanym kochaniem?!!
- Ale wczoraj..
- Wczoraj Jasmine myślałem, że ktoś się wkradł do twojego domu i jesteś w niebezpieczeństwie a tak naprawdę chciałaś mnie bzyknąć!- szarpnęłam go, bo Jaxon mógł słyszeć.
- I to zrobiłam. Do zobaczenia.- zaśmiała się.
Zamknęłam drzwi i oczekiwałam na to co powie Justin.
- Przecież ją znasz! Wiesz, że bym ciebie nie zdradził, Sel. Pojechałem do niej, bo dzwoniła, że ktoś jest u niej w domu, a tak naprawdę leżała w swojej sypialnie prawie naga i na mnie czekała. Głupi dałem się nabrać, ale od razu wróciłem do domu. Uwierz mi. Ja nic jej nie zrobiłem. Proszę, Selena.
- Wierzę tobie.
- Nie zdradziłem ciebie. Kocham tylko ciebie, a ona to zrobiła, bo chce mnie odzyskać, a ją mam gdzieś i w o ogóle...- stanął.- Powiedziałaś, że mi wierzysz?- uśmiechnął się.
- Tak. Poznałam ją już. I ja nie spałam wtedy. Nie było ciebie 15 minut, więc raczej byście.- przełknęłam ślinę.- raczej byście nie zdążyli..- nie dobrze mi się zrobiło na myśli, że oni mogli coś..
Przytulił mnie.
- Kocham cię.
- Ohh.. Ja ciebie też.- musnął mój polik.
- Pójdziemy dziś nad wodę?- spytał.
- Justin, ale jak mam iść?- pokazałam na brzuch.
- Przecież nic jeszcze nie widać.
- Justin.. Nie mam ochoty nigdzie się pokazywać na razie.
- Dobrze, ale przynajmniej do ogrodu?
- No dobra..- uśmiechnął się.
- To dalej.
- No poczekaj, ubiorę strój.
- Szybko.- zaczął mnie popędzać na górę. Szedł za mną po schodach. Na nie szczęście się potknęłam i spadłam do tyłu. W ostatniej chwili Justin mnie złapał.
- Wszystko dobrze?- spytał.
- Boli mnie brzuch i noga.- otrząsnęłam się.
- Zadzwonię po lekarza.
- Nie Justin! Poleżę chwilę i będzie okej.- próbowałam wstać.
- Ale Selena jeśli coś się stanie?
- Nic się nie stanie. Jak nie przejdzie po godzinie to pojedziemy ok?
- No okej.
Przyleciał do nas Jaxon.
- Tato, chodźmy już pływać!
- Później Jaxi.
- Teraz!
- Justin idźcie.- wtrąciłam się.
- Chodź.- złapał go za rękę i poszli się ubrac w kąpielówki.
Położyłam się na kanapie i włączyłam telewizor.
Już godzinę siedzę na kanapie i oglądam jakieś bzdety.
Powoli wstałam, ponieważ cały czas bolał mnie brzuch  noga, ale już mniej.
Podeszłam do leżaków obok basenu i na jednym z nich się usiadłam. Patrzyłam na Justina i Jaxona. Wyglądali tak słodko.
Teraz wyobrażam sobie między nimi jeszcze jednego maluszka. Nie mogę się doczekać!
Justin zauważył mnie po jakiś 15 minutach i razem wyszli z wody.
- I jak się czujesz?- usiadł obok mnie.
- Nie za dobrze.
- Ubiorę się i pojedziemy do kliniki.
- A Jaxon?- spytałam, gdy już wstawał.
- Zadzwonię do mamy.
- Ona ciągle z nim zostaje.
- Kocha to.- wrócił i  mnie przytulił.- Nie martw się.
Westchnęłam w odpowiedzi.
Byliśmy już w gabinecie. Lekarz wykonywał USG Serce trzęsło mi się jak oszalałe.
- Nic się nie stało Selena. Ale chciałbym, żebyś jeszcze jutro i za kilka dni zgłosiła się na podstawowe badania do mnie, dla upewnienia.
- Dziękuję.- kamień spadł mi z serca.
Justin otworzył mi drzwi do auta.
- Musisz się oszczędzać.- powiedział odpalając auto.
- W czym? Zajmowaniu się Jaxonem?- wyrzuciłam ręce w górę.
- Nie o to mi chodzi.
 - Po prostu poślizgnęłam się na schodach, okej?
- Okej.
Weszliśmy do domu rodziców Justina. Od razu podążyłam do kuchni.
- Cześć Pat- skamieniałam.- Mamo?!
- Selena..
- Jeśli chcesz mówić coś o nim, to od razu mówię ci, że nie będę słuchała.
- Ale Sely tylko proszę, nie odrzucaj też mnie. Kocham ciebie córeczko.
Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Ja ciebie też mamo. Ale nie mówmy o nim..
- Dobrze, kochanie. Przepraszam.
- To nie twoja wina.- oderwałyśmy się od siebie.
Podczas późniejszej rozmowy, omijałyśmy tematu mojego "taty".
W domu byliśmy dopiero o 21.
- Mamusiu?- podszedł do mnie Jaxon ubrany już w piżamę.
- Tak, skarbie?- posadziłam go na swoje kolana.
- Czemu, nie chciałaś rozmawiać o dziadku?
- Co?
- No, bo słyszałem, jak mówiłaś, że nie chcesz rozmawiać o dziadku. Wy się pokłóciliście?
- Nie Jaxon. Mama i dziadek, po prostu tak troszkę się poprztykali, ale już rozmawiają.
- Naprawdę? Czyli wy nie jesteście pokłóceni?
- Nie jesteśmy.- pocałowałam go w czoło.- Zmykaj spać.
- A mogę tutaj?
- Na kanapie?- uśmiechnęłam się.
- Obok ciebie.
- Wskakuj.- zdjęłam z siebie koc.
- A będę mógł jeździć do dziadka?
- Jasne..
Poczekałam aż Jaxon zaśnie i włączyłam telewizor.
Z kuchni wyszedł Jaxon.
- Zrobiłem kolacje.- stanął przede mną.
- O tej godzinie?
- A czemu nie?
- Nie jestem głodna.- odwróciłam wzrok.
- Co się stało?- uklęknął.
- Musimy już uważać, na to, co mówimy przy Jaxonie.
Usiadł obok mnie i zwrócił się do mnie.
- Kotek?
- Spytał mi się czemu nie chciałam rozmawiać o dziadku i czy będzie mógł się z nim spotykać..
- Nie przejmuje się tym misiu.- przytulił mnie.
-  Jak mam się nie przejmować?! Mój jedyny syn myśli, że nie może spotykać z dziadkiem, bo się z nim pokłóciłam.- wyrzuciłam ręce w górę z bezradności.
- Powinnaś porozmawiać z tatą.
- Ja nie mam ojca!
- Wiem,  że tak nie myślisz.- objął mnie i mówił spokojnie.- Kocha ciebie.
- I mówi ze mnie nie chciał i to dziecko...- powstrzymywałam się, by nie wybuchnąć.- Możesz iść położyć Jaxona?
- Kocham cię.- pocałował mnie e policzek i zaniósł Jaxona do pokoju.

Justin
Jaxon się obudził, wiec zostałem z nim na górze i czekałem aż zaśnie.
Po zjedzonym posiłku, zacząłem oglądać film.
Przede mną stanęła wykąpana Selena.
- Oglądasz?
- Tak, a co?
- No wiesz..- przygryzła wargę.- Chodź ze mną, jak juz jesteś w domu.
- Poczekasz, aż skoncze oglądać?
- Wtedy już sama zasnę.- odwróciła się i poszła w stronę schodów. Pobiegłem za nią.
Złapałem ją za nadgarstek i odwróciłem w moją stronę.
- Kotku..
- Idź oglądać.
- Pójdę z tobą skarbie. Myślałem, ze chciałaś tylko, żebym się z toba położył..- przewróciła oczami.
- Tego chciałam.
- A nie chciałaś, no wiesz..
- Chciałam się tylko z tobą położyć!- nie wiedziałem co jej powiedzieć. Źle to odebrałem.- Nawet teraz, jak jesteś to oglądasz, albo gdzieś idziesz.
- Selly.. Przepraszam, kochanie.
Wziąłem ją na ręce.
Weszliśmy do sypialni i położyłem ją. Sam ułożyłem się obok Sel.
- Idź oglądać.
- Ojj.. Nie chcę. Wolę być tysiąc razy bardziej z tobą.
- Przed chwila nie chciałeś.
- No weź.
Odwróciła się i się we mnie wtuliła.
- Brakuje mi tego.
- Mi też, nawet nie wiesz, jak bardzo skarbie.- przytuliłem ją mocniej.
- Kiedy znowu jedziesz?
- Za dwa tygodnie.- westchnąłem.
- Na ile?- lekko się podniosła, by na mnie spojrzeć.
- Nie wiem..
Niedługo muszę wyruszyć w trasę, a Selena jest teraz w ciąży. Kurwa jak mam jej to powiedzieć?!
Zawsze coś musi być nie tak.
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżał.- wróciła do poprzedniej pozycji.
- Również nie chcę, ale muszę.
- Teraz już nie mogę z tobą jeździć jak kiedyś.
- Będę w domu.
- Kiedy? Od 23 na noc albo raz na tydzień, jak nie rzadziej?
- Nie złość się teraz. Na razie jestem z wami.
- Nie złoszczę się. Po prostu cholernie za tobą tęsknie Justin.
- Będę teraz jak najczęściej.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, że troszkę namieszane w nim. Przepraszam.
:) 


poniedziałek, 29 lutego 2016

5. "Jasmine"

Obudziłam się już w sypialni. Wczoraj zasnęłam chyba z Jaxonem u niego.
Nagle poczułam, że muszę zwymiotować. Szybko poszłam do łazienki.
Poczułam, jak Justin bierze moje włosy i trzymał je przez cały, gdy wymiotowałam.
- Już dobrze?- spytał gdy się podniosłam.
- T-tak. Dziękuję.
- To mój obowiązek. - zaśmiałam się. - Chodź, przygotowałem śniadanie.
- Przepraszam, nie mam siły nawet iść.
Nagle podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.
- Justin!- śmiałam.
- Księżniczki powinno nosić się na rękach, szczególnie, gdy są w ciąży.
- Kochany mój.
- Kochana moja.- pocałowałam go w policzek, gdy schodził ze mną po schodach.
Dopiero mnie puścił, gdy siedziałam już na krześle.
- Gdzie Jaxon?- spytałam.
- Wstał już o 5. Zjadł, razem obejrzeliśmy jeszcze bajkę i znowu zasnął.
- Nie śpisz już od 5?
- No tak jakoś.
- To nie możliwe.
- A jednak.
Justin stał przy kuchence i kończył smażenie jajecznicy.
- Jusi? A jak już będziemy po tej wizycie, to pojedziemy do moich rodziców?
- Chcesz im już powiedzieć?
- Raczej nie, ale dawno ich nie widziałam, a z moją mamą znowu jest gorzej... I..- przytulił mnie.
- Jasne, jeśli chcesz.
Po zjedzeniu śniadania zaczęłam się szykować.
Schodząc na dół zauważyłam przez okno, że w ogrodzie jest Justin z Jaxonem.
- Justin! No, jak mogłeś go wziąć na dwór.
- Ale mamo, ja się dobrze czuje.
- Jaxon, pan doktor powiedział, że jeszcze do soboty nie możesz wychodzić z domu.
- Ale  mamo!
- Nie krzycz na mnie Jaxon. Nie i koniec. Do domu, dalej.
Powolnie poszedł do domu..
- A ty takie drugi?- skinęłam w stronę Justina, który cały czas się śmiał.- Justin nie śmiej się.- uderzyłam go w bicepsa.- A gdzie zostawimy Jaxona?
- Moja mama tu przyjedzie.
Weszliśmy do gabinetu lekarza.
- Oo.. Zastanawiałem się kiedy was tu znowu zobaczę.- lekarza znaliśmy bardzo dobrze. Prowadził całą ciążę z Jaxonem.- I jak się czujesz?- wskazał na miejsce, na którym miałam usiąść, by mógł wykonać USG.
- Jest dobrze.
Już trochę jeździł po moim brzuchu.
- No gratuluję wam. Jesteś w ciąży Selena.
- Dziękuję.
Dał mi papier, bym mogła się wytrzeć i wyszedł z pokoju.
W moich oczach pojawiły się łzy.
- Łzy szczęścia rozumiem?- Justin mi pomógł i wytarł mój brzuch.
- Tak.
- Cieszę się, strasznie się cieszę. Znowu zostanę tatą.
Da gabinetu wrócił lekarz.
- To widzimy się kolejny raz za miesiąc?
- Dobrze.
Wręczył mi receptę, na której wypisał witaminy, takie same, które brałam podczas ciąży w Jaxonem.
To takie wspaniałe uczucie, że ma się w swoim ciele małą istotkę, która jest 1/3 częścią twojego życia.
Już chyba zapomniałam jakie to wspaniałe uczucie.
- O czym myślisz?- przerwał mi w drodze.
- O tym, jak będzie dalej.
- Będziemy dalej rodziną. Tyle, że ja będę o wiele częściej i będziemy już w 4, a nie w trójkę.- położył dłoń na moim udzie.
- Mam nadzieję.
Właśnie pijemy kawę z moimi rodzicami. Znaczy się ja herbatę, a oni kawę.
- Jak tam Jaxon?
- Chory cały czas. Dzisiaj wspaniały Justin, pomimo tego, że miał gorączkę wyszedł z na dwór.- wszyscy zaczęli się śmiać.- Ale to nie jest śmieszne.
- Ojj Justinek, to sobie nagrabiłeś.
- Ciekawe co zrobi, jak będzie miał na głowie..- teraz spauzowałam,żeby się nie wygadać. Justin patrzył na mnie, tak jakby chciał mi przekazać, żebym im powiedziała.- Jak jeszcze będzie miał na głowie swoją chorobę..- zaśmiałam się nerwowo. Zrozumiałam, że to w ogóle nie miała sensu.
- Selena?- spytał tata.
- Ehh.. Ja..- spojrzałam na Justina, który kiwnął głową na "tak".- Ja jestem w ciąży.- powiedziałam jak najszybciej mogłam.
- Gratulacje.- mama wstała i zaczęła tulić mnie, a później Justina. Tata siedział i wpatrywał się w jakiś punkt.
- Brian?- mama powiedziała ostro do taty.
- Co? Selena jesteś pewna, że chcesz teraz drugiego dziecka? Nie chcesz wrócić do pracy?!- podniósł się z krzesła.
- Jestem pewna, że chcę urodzić! podniosłam głos.
- Nie dość, że już marnowałaś sobie życie przez Jaxona, a Justin ma to gdzieś!
- Nie zmarnowałam sobie życia przez Jaxona! Przecież skończyłam studia, mamy z Demi kancelarię!
- Wy w tej kancelarii nie spędzacie czasu!
- Bo zajmujemy się wychowywaniem dzieci!
- Po co?!
- A po ci ja ci byłam?!!
- Nie wiem! Może po prostu..
Proszę tato nie mów mi tego.
- CO?!!
- Dowiedziałem się po fakcie!
- Justin ja chcę jechać do domu.- zabrałam torbę i szybko zaczęłam ubierać buty.
- Selena, przepraszam za niego.- mama próbowała mnie uspokoić.
- To nie twoja wina mamo.
- Ale proszę ciebie..
- Nie zostanę.
Nie czekałam na Justina, tylko poszłam do auta i trzasłam drzwiami.
Po chwili usiadł na swoim miejscu. Spojrzał na moją twarz we łzach. Znowu płacze, a nie powinna. Znowu się stresuje, a nie powinnam. Czuję się strasznie. Mój własny ojciec mnie nie chciał!
Jak mam się czuć?
- Sely..- chciał coś powiedzieć, ale nawet jego nie chciałam słuchać.
- Justin, proszę ciebie. Nie mów nic.- posłuchał mnie.
Już od dwóch godzin siedzę w sypialni.
- Selena?- usłyszałam pukanie do drzwi. Była to Pattie.
- Wejdź.- podciągnęłam nos i skuliłam kolana pod brodę.
- Kochanie...- przytuliła mnie.- On nie miał tego na myśli. Kocha ciebie. Powiedział to, bo boi się o ciebie, czy będziesz szczęśliwa.
- Nie, Pattie. On mnie ma gdzieś, powiedział, że byłam wpadką. To jest okropne usłyszeć coś takiego od swojego ojca. To strasznie boli.
- Nie myśl tak o tym. Porozmawiajcie.
- Nie chcę z nim rozmawiać!
- Dobrze. Shhh..
- Możesz zawołać Justina?
- Jasne.- wstała i podeszła do drzwi.- Pattie.- zatrzymałam ją.
- Tak?
- Dziękuję.- uśmiechnęła się.
Po chwili przyszedł Justin. Ja chciałam się tylko do niego przytulic. Zapomnieć.
- Przytulisz mnie?- nic nie powiedział, tylko to zrobił.
Zachwiałam się trochę i polecieliśmy na łóżko.

Justin
Selena zasnęła. Sięgnąłem po nową kołdrę do szafy i ją nią przykryłem, by jej nie obudzić.
Na dole spotkałem mamę.
- Dziękuję, że z nim zostałaś.
- Przyjemność. Co z Sel?
- Zasnęła. A Jaxon?
- Też.
- Chcesz coś do picia?
- Nie, ja się już będę zbierać.
- Odwieźć ciebie?
- Nie, wzięłam auto.
- Dobrze. Jeszcze raz dziękuję.
- Dzwoń jakby się coś działo.
- Jasne.
Włączyłem telewizor, ale zadzwonił do mnie telefon. Była to Jasmine (moja była dziewczyna, która mnie zdradzała)
- Justin! Pomóż mi!
- Co jest?- odpowiedziałem bez uczuć.
- Ktoś tu jest! Ktoś jest w moim domu.
- To zadzwoń na policję, a nie do mnie.
- Justin, proszę oni nie przyjadą za późno.
- Ugh.. Zaraz.
Zabrałem klucze i szybko do niej pojechałem. Właściwie nie wiem dlaczego, ale coś mi kazało. Ale kiedyś była dla mnie ważna. Oczywiście nie tak, jak Selenę.
Powoli wszedłem do domu. Nikogo w nim nie było. Czyli to jej kolejna zagrywka. Jak mogłem się nie domyślić. Ostatnim pomieszczeniem jakie zostało mi do sprawdzenia była jej sypialnia. Powoli otworzyłem drzwi. Zobaczyłem na łóżku prawie gołą Jasmine i dwoma kieliszkami w rękach.
- Czy ty jesteś chora dziewczyno?!!
- Ojj.. Skoro już jesteś to może się napijemy?- podeszła do mnie, ale ją odepchnąłem z całej siły.
- Myślałam, że ci się podobam. Ze coś do mnie czujesz.- wstała.
- Jedyne co do ciebie czuję to obrzydzenie! Jesteś chora!
Jak najszybciej chciałem opuścić jej dom, ale za mną pobiegła.
- Justin, no kochanie.
- Nie jestem żadnym twoim kochaniem, kurwa!
- Kiedyś byłeś..
- Nigdy nie byłem. wyszedłem.
Zakluczyłem drzwi i  walnąłem się na kanapę. 
Usłyszałem kroki. Przetarłem oczy i zobaczyłem Sel nade mną.
- Czemu tutaj spałeś?- uśmiechnęła się.
- Nie chciałem ciebie obudzić.- podniosłem się.
- Przecież to też twoja sypialnia.
- A wyspałaś się?
- A wyspałam, ale ty nie..
- Wyspałem się. Nie martw się kotku.
- Co na śniadanie?
- Może zwykłe kanapki?
- Z czym być chciał?
- Obojętnie.
- To idź się już ubierz, jest 12.
- Ja sobie zrobię śniadanie.
- Ja też nie jadłam.
- Ale ja zrobię.
- Ja zrobię.- musnęła moja usta.
- Ale ty nie powinnaś się przemęczać.
- Justin, proszę ciebie. Ciąża to nie choroba.
- Ale..
- Idź się ubierać.
Ona jest taka kochana, cudowna. Nie wyobrażam sobie, gdyby teraz to Jasmine była matką moich dzieci i moja żoną. To byłoby piekło, a z Seleną, zupełne przeciwieństwo. Wiem, że mogę jej ufać i ona może mi.

Selena
Gotowe kanapki położyłam na stole. Do kuchni zszedł Justin z Jaxonem na rękach.
- Mamusiu, a co jest na śniadanie?
- Kanapki.
- A zrobiłaś mi z łososiem?
- Nie robiłam, bo nie ma kochanie.
- Ale ja chcę!
- Jaxi nie ma. Zjedz z czekoladą.
- Ohh.. Słuchaj mamy, bo ja ci zjem.- Justin zaczął go łaskotać.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Od razu poszłam je otworzyć.
- Czego chcesz?- warknęłam. Ta osoba ma jeszcze czelność po tym tu przychodzić?!

niedziela, 28 lutego 2016

4. "Yes, son?"

Selena
Obudziłam się i chciałam wtulić się w Justin, ale go nie było obok mnie.
Od razu przypomniała mi się wczorajsza sytuacja. Westchnęłam i poszłam zobaczyć do pokoju Jaxona.
Jeszcze spał. Pocałowałam go w czoło. Wczoraj trochę mu się polepszyło i nie miał gorączki, a ni nic, a dzisiaj znowu. Nie potrzebnie go puściłam wczoraj z Demi.
Poszłam na dół. Usiadłam na kanapie i włączyłam sobie telewizor.
Nic, jak zwykle nie leciało. Zadzwoniłam do Demi.
- Hej Demi.
- Selena!
- Masz dzisiaj czas?
- Jasne, dla ciebie zawsze. To co? U mnie, u ciebie, czy na mieście?
- Możemy się spotkać w tej kawiarni na obrzeżach?
- Okej. O której?
- 16?
- Dobra.
- To pa.
- Papa.
No dobra. Jest 11.
Gdy się uszykowałam była już 13. Jaxon dalej spał. 
- Jaxi wstawaj.- kucnęłam przy jego łóżku.
- Mamo, znowu mnie boli głowa.. 
- Chodź.- wzięłam go na ręce i położyłam na kanapie w salonie.- Poczekaj, mama ci zaraz przyniesie lekarstwa. A chcesz coś do picia albo jedzenia?
- Płatki czekoladowe.
- Dobrze.
Zrobiłam wszystko jak najszybciej mogłam. Gdy Jaxon zjadł, zasnął oglądając telewizje.
Siedziałam przy nim, gdy do domu wszedł Justin z torbami.
- Zrobiłem zakupy.
- Widzę.
- Co mu jest?
- Głowa go boli i ma gorączkę.
- Biedny.- przykucnął przy nim.
- Justin ja dzisiaj się umówiłam z Demi i czy zostaniesz..
- Zostanę.  
- Dziękuję.
- Nie masz za co.- posłał mi uśmiech.
Była już 15.40, więc ubrałam buty. Poszłam tylko do kuchni po klucze.
- Jakie bierzesz auto?- zaczął.
- Może te? Mogę?- pokazałam mu kluczyki.
- Jasne.
- Dzięki.
- A o której będziesz?
- Nie wiem. Idziemy tylko na kawę.
- Uważaj na siebie.
- Przecież nie jestem dzieckiem Justin.
- Ale je w sobie nosisz.
- Wiem...
- Selena, ja nie chciałem wtedy..- przerwałam mu.
- Porozmawiamy jak wrócę.- musnęłam jego policzek z przyzwyczajenia. Justin się uśmiechnął.- Ja.. Będę około 19.
Pospiesznie wyszłam z kuchni i udałam się do garażu. Wsiadłam do auta i odjechałam.
Punktualnie byłam na miejscu. Przy stoliku czekała już Demi.
- Cześć.- przywitałam się i usiadłam na przeciwko niej.
- Cześć. I jak tam Jaxon?
- Znowu chory.
- Ohh..
- A jak twoje dzieci?
- Na razie okej. Selena?
- Tak?
- Co się stało dokładnie pomiędzy tobą, a Justinem?
- Bo.. Powiedziałam mu, że.. Demi.. Powiedziałam mu, że jestem w ciąży.
- To wspaniale kochana!- wstała i mnie przytuliła. Do moich oczów napłynęły znowu łzy.
- Ale ja mu wtedy powiedziałam, że to kolejnie, które nie będzie miało ojca. I od tego się zaczęło. Obydwoje powiedzieliśmy sobie, że to był błąd.
- Jaki błąd?- otworzyła szeroko oczy.
- Że "my" jesteśmy błędem. Nie wprost, ale na to wyszło. Justin od razu przepraszał i cały czas to robi. Nawet już nie jestem na niego o to zła, tylko się boję. Widzę, jak cierpi czasem Jaxon. Nie chcę tego znowu, nie chcę znowu na to patrzeć.
- Justin rozmawiał z Joe. Trochę mi powiedział. Mu naprawdę na was zależy. Zrobi dla was wszystko.
Musicie dać sobie szanse. Porozmawiajcie, wyrzućcie z siebie te wszystkie emocje, ale nie rańcie się. Będziecie mieli dójkę wspaniałych dzieci. Pamiętaj o tym. Kochacie się.
- Dziękuję.
Jeszcze dwie godziny rozmawiałyśmy i o tym i o różnych sprawach.
O 19.30 byłam w domu. Już przed domem zobaczyłam, że światło pali się tylko w kuchni.
- Jaxon śpi?- spytałam odwieszając klucze.
- Zasnął już o 18.
- Miał gorączkę?
- 38, 5 stopnia. Był ten lekarz i powiedział, że ma grypę i minimum jeszcze 5 dni w domu.
- Boże święty zapomniałam, że miał przyjechać. Nie poszłabym wtedy z Demi..
- Daliśmy sobie radę.- zaśmiał sobie.
- Przepraszam.
- Za często to sobie mówimy.
- Wiem. Tak nie powinno być.
- Selena, dzisiaj jak ciebie nie było był Scoot.
- Nie powiedziałeś mu, że jestem w ciąży?
- Nie, na razie nie. Powiedział, że poprzestawia mi grafik, żebym mógł być wcześniej w domu i częściej.
Podeszłam do niego i go przytuliłam.- Kocham was.
- My ciebie też. I ja też nie powinnam wtedy tak się unosić i zwalać wszystkiego na ciebie.
- Ale ja powinienem być o wiele częściej w domu i tobie pomagać, być z tobą i Jaxonem.
- Będziesz?
- Oczywiście, że będę.
- Ufam ci, więc proszę ciebie nie zawiedź mnie.
- Nie zawiodę.
- Boję się.- mocniej się w niego wtuliłam.
- Czego kochanie?- głaskał mnie po plecach.
- Że sobie nie poradzimy z drugim dzieckiem, że to nam się nie uda dobrze.
-  Razem sobie poradzimy. Nie martw się.
- Justin?- mój głos drżał.
- Tak, kochanie?
- Pójdziesz jutro ze mną do lekarza?
- Chcesz?
- Chcę.
- Oczywiście, że pójdę.
Oderwaliśmy się od siebie. Usłyszałam płacz Jaxona.
- Ja do niego pójdę, a ty zamów pizzę.- rzekłam. Posłał mi uśmiech.- A dawałeś mu lekarstwa?
- Tak, na lodówce powiesiłem co kiedy.
- Oki.
Poszłam do Jaxona.
- Co jest?- przytuliłam go.
- Boli mnie znowu...- płakał.
- Nie płacz, kochanie. Zaraz przestanie.- kołysałam go.
- Mamo?
- Tak, synku?
- A wiesz, że tata mnie dzisiaj położył?
- Wiem.
- Powiedział, że mnie kocha. I ciebie też.
- Widzisz? Mówiłam, że tatuś ciebie kocha. I wiesz, że teraz tata będzie mógł ciebie częściej kłaść spać?
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- A powiesz mu, że ja go też kocham?
- Ja ciebie bardziej.- usłyszałam głos Justina, odwróciłam się o zobaczyłam go opierającego się o futrynę drzwi. Po chwili znalazł się przy nas.
- Ja bardziej.- powiedział Jaxon.
- Nie bo ja.
- Ja!
- Ja.- Justin zaczął go łaskotać.
- A mnie ktoś tu kocha?- przerwałam im.
- JA!- obydwoje powiedzieli równo. Zaśmialiśmy się.- To super, ale teraz Jaxon idziesz już spać.
- Dobrze, ale zostaniecie razem?
- Zostaniemy.- odpowiedział mu Justin.

piątek, 26 lutego 2016

3. "Selena please"

Justin
Obudziłem się w środku nocy z bólem głowy i gorączką. Zszedłem do kuchni i wziąłem leki.
Gdy chciałem wrócić do łóżka obudziłem Selene.
- Nie mów, że też masz gorączkę..- podniosła się.
- Tylko 39 stopni.- dotknęła mojego czoła.
- Musisz akurat teraz?- uśmiechnęła się.
- To twój syn.
- Twój również. Poczekaj, aż ja będę chora.- wtuliła się we mnie.
- Ty nigdy nie jesteś chora.
- Ach tak?
- No dobra, ale..
- Nie ma żadnego ale. Masz iść spać w tej chwili.
- Dobrze mamusiu. - pocałowałem ją.
Wstałem o 12.45.
W kuchni zastałem Selene i objąłem ją od tyłu.
- Idź, bo będę chora.- odepchnęła mnie.
- Co jest?
- Gówno.- rzuciła łyżką, którą miała w ręce i poszła do ogrodu.
Poszedłem za nią. Siedziała na leżaku przy basenie. Położyłem dłoń na jej udzie. Na chwilę spojrzała się na mnie. Jej oczy były pełne łez.
- Co się stało?
- Nic.
- Selena, widzę. Możesz mi wszystko powiedzieć, pomogę ci.
- Przecież ty nie masz czasu!- wyrzuciła ręce w powietrze.
- Selena, powiedz mi o co chodzi.- powiedziałem łagodnym tonem w przeciwieństwie do niej.
- Nic nie wiesz!
- Powiedz mi.- chwyciłem jej podbródek.- Powiedz mi co się stało Sely.
- Ja jestem w ciąży!- przytuliłem jej.
- To wspaniale.- ucieszyłem się na wieść o tym, że drugi raz zostanę ojcem. Oderwała się ode mnie.
- Wspaniale Justin? Zastanawiasz się co ty pleciesz?!- wstała.
- A ty się nie cieszysz?- również podniosłem się z pozycji siedzącej.
- Kolejne dziecko, które nie ma ojca? Które musi znosić tonę fleszy? Które normalnie nie może wyjść na plac zabaw? Które nie jest szczęśliwe? Płacze prawie codziennie, bo chce do taty? Które nie ma prawdziwej, kochającej się rodziny?
- A więc to ci przeszkadza?
- Tak! Gratulacje, że zgadłeś po tylu latach!
- To po co..
- Bo cię kocham! Ale najgorsze jest to, że..- jej oczy były zalane łzami. Nie wiedziałem co teraz zrobić.- Najgorsze, jest to, że ty masz mnie gdzieś. Nawet ma Jaxonie tobie nie zależy.
- Nie mów tak. Kocham was najbardziej na świecie.
- Nie okazujesz tego! Nigdy ciebie nie ma. Ja ciebie potrzebuje, tym bardziej teraz. Ale co za to mam? Twoją sekretarkę, bo nawet telefonu nie odbierasz!
- Przestań! Tylko mnie stawiasz w złym świetle! Siebie bierzesz za idealną, tą, która nigdy nie jest niczemu winna!
- Jestem winna. Tego, że nie odeszłam od ciebie wcześniej! Tego, że nie zobaczyłam jaki jesteś. Nie poznałam ciebie wystarczająco dobrze.
- Ohh.. Naprawdę? To mam nadzieję, że poznałaś mnie przynajmniej na tyle dobrze, że wiesz, że cholernie mi na Tobie, Jaxonie i na naszym dziecku zależy! Dowiedziałaś się, jak bardzo cię kocham.
- Zastępujesz nas pracą. To, że wyjeżdżasz notorycznie, gdy jesteś w pracy to do nocy, szukasz tylko okazji, by wyjść stąd.
- Tak nie jest! Chciałbym być z wami cały czas, ale nie mogę.
- Jesteś żałosny. - próbowała mnie ominąć i pójść, ale złapałem ją za nadgarstek.- Zostaw mnie.- warknęła.
- Nie sądzisz, że powinniśmy to wyjaśnić na spokojnie?
Parsknęła i poszła.

Selena
W salonie zobaczyłam Jaxona oglądającego bajkę. Szybko otarłam oczy i weszłam do domu.
- Wiesz, ze nie można oglądać telewizji bez zgody mamy?- połaskotałam go.
- Tata mi pozwolił.- na wszystko mu pozwala.
To jest właśnie jego strategia na wychowanie.
- Ale na razie idź się ubierz.- posłałam mu uśmiech.
- Ale później pójdziemy do cioci Demi?
- Zobaczymy. Teraz leć.
Wykonał grzecznie moje polecenie, a ja wyłączyłam telewizor.
Również udałam się łazienki, by wziąć kąpiel i się ubrać.
Dlaczego on mi to robi? Dla niego to jest takie proste. Nie on spędza całe dnie z Jaxonem. Jego syn czasem płacze z jego powodu! Drugie dziecko to dla niego wspaniała wiadomość. A co ja mam powiedzieć? Fakt cieszę się, że znowu zostanę mamą. Ale cieszyłabym się jeszcze bardziej, gdyby mój mąż był ze mną teraz. Wspierał mnie, pomagał. Niestety on już nie ma chęci bycia z nami. Ciekawe czy w ogóle kiedyś ją miał...
Usłyszłam pukanie do drzwi łazienki.
- Zostaw mnie w spokoju!- krzyknęłam z całego gardła.
- Ale mamusiu, ja jestem głodny.
- O to ty Jaxon. Za pół godzinki ci zrobię tosty, a na razie weź sobie jakiś jogurcik, albo tata niech ci zrobi oki?
- Tata jest w ogrodzie. A mogę telewizor?
- Tak kochanie, ale jak wyjdę to wyłączasz.
- Dziękuję.
Po 45 minutach byłam gotowa. Zeszłam na dół, by zrobić śniadanie dla Jaxona i siebie. Zastałam w salonie Jaxona oglądającego bajki, a obok niego Justina, który trzymał twarz w dłoniach. Gdy zeszłam spojrzał na mnie. Miał czerwone oczy.
- Nie mogłeś mu zrobić czegoś do jedzenia?- powiedziałam z wyrzutem.
Od razu wstał i poszedł do kuchni, a ja za nim.
- Teraz to ja już mu zrobię i sobie przy okazji.
- Zrobię dla nas wszystkim.
- Niech ci będzie. Ja podziękuję.- sięgnęłam po jabłko.
- Selena, proszę.
- Też ciebie prosiłam, żebyś był tu z nami częściej, ale masz to gdzieś.
- A widzisz to, że właśnie mam trzy tygodnie wolnego, później tylko mnie nie będzie przez trzy dni.- odwrócił się w moją stronę.
- I ile to będzie trwało? Miesiąc, ewentualnie dwa?- podszedł do mnie.
- Jak długo będę mógł i jak długo będziecie chcieli.
Ruszyłam w stronę wejścia.
- Od kiedy wiesz?- spytał.
- Co?
- Że jesteś w ciąży.
- Dzisiaj rano..- odwróciłam się do niego.- Okres powinnam mieć już dwa tygodnie temu. Czułam się źle od kilku dni i zrobiłam kilka testów. Jutro na 15 ma wizytę.
- Mogę iść z tobą?
- Wolę iść sama na tą wizytę.
- Przemyśl to.
- Okej.
Dlaczego my to sobie robimy?! Jestem na niego bardzo zła. Z drugiej strony nie umiem z nim nie rozmawiać, nie pogodzić się z nim. Za bardzo go kocham. Ale nie teraz. Wybaczę mu, a on znowu wróci do pracy.
Cały dzień przesiedziałam w sypialni płacząc. Dem jechała z dzieciakami i Joe do ZOO, więc zabrała też Jaxona. Rozmawiałam z nią o tym co się między nami dzieje i od razu to zaproponowała.
Stałam przy blacie i piłam wodę. Miałam ochotę na jakiś alkohol, ale nie mogę.
Nawet przez myśl mi przeszło, że powinniśmy się rozejść, ale nie mogę tego zrobić. Kocham go pomimo wszystko. Tworzymy razem rodzinę.
- Selena?- w mgnieniu oka pojawił się przy mnie.
- Tak?
- Kochasz mnie?
- O co ty mnie pytasz?
- O to, czy mnie kochasz.
- A ty mnie kochasz?
- Nie o to pytałem.
- Tak. Ale ty mnie zapewne nie. To boli.
- Kocham ciebie Sely. Kocham ciebie najbardziej na świecie.- dotknął mojego brzucha i lekko pogłaskał.
- Proszę ciebie zmień te godziny pracy. Wiem, że ciebie to uszczęśliwia rozumiem. Ale bądź też w domu. Bądź mężem i ojcem.
- Będę. Wybaczysz mi?
- Daj mi czas.
- Dobrze. - wyszedł.

2. "Muuum"

Obudziłam się w środku nocy. Zeszłam do kuchni, by wziąć jakąś tabletkę na ból głowy i się napić. Po drodze potknęłam się o butelki w salonie. Zobaczyłam śpiącego Justina na kanapie i pełno butelek. Pomimo tego, że byłam na niego zła to je pozbierałam, by rano Jaxon czasem ich nie zauważył. Nawet o tym nie pomyślał.
Obudziłam się o 13.30, ponieważ zasnęłam dopiero o 4 nad ranem. Z pokoju Jaxona dobiegały jakieś śmiechy. Nałożyłam na siebie szlafrok i tam poszłam. Zobaczyłam Justina bawiącego się z nim w jakiś kosmitów. Oparłam się o futrynę i uśmiechnęłam.
- Mamooo..- podbiegł do mnie i mnie przytulił.- Wiesz, że tata dzisiaj nas zabiera na wakacje?
- Tak? A powiedz tatusiowi, że mama nie jedzie?
- Ale dlaczego?
Justin wstał.
- Jaxon pobaw się przez chwilę sam, a ja zaraz przyjdę oki?- powiedział mu.
- Ale szybko.
- Już lecę.- wyszedł, a mnie złapał za rękę.
Zeszliśmy na dół.
- Pomyślałeś wczoraj o tym, że zostawiając butelki na podłodze, rano może zobaczyć je Jaxi?
- Przepraszam, zapomniałem. Myślałem o tym co wczoraj powiedziałaś.
- I co jest dla ciebie ważne?- parsknęłam.
- Wy. Ty i Jaxon jesteście dla mnie najważniejsi. Rozmawiałem rano ze Scootem i zgodził się na to, żebym mniej wyjeżdżał i pracował. Na razie mam całe trzy tygodnie wolnego. I przepraszam ciebie za to, że mnie przy was nie było.
- Wiesz, że nie da się niczego załatwić z dnia na dzień?- zacytowałam jego słowa.
- Wiem. Przepraszam.
- Daj mi trochę czasu dobrze?
- Dobrze. A propo tych wakacji to jedziesz?
- Że dzisiaj?
- No możemy później.
- Gdzie?
- Może Hawaje tym razem?
- Za tydzień dobra?
- Jak Jaxon się zgodzi.- zaśmiał się.
- To jesteśmy dowodzeni przez trzylatka?
- No chyba tak.
- To super.. - zaśmialiśmy się i poszliśmy do Jaxona.
Nasz szanowny król zgodził się, by jechać na wakacje tydzień później, ale za to wybrał Barcelonę.
O 16 poszliśmy na spacer.
- Pójdziemy na lody?- spytał Jaxon.
- No nie wiem, nie wiem..
- Ale tatoooo...
- W sumie.
- To idziemy.- odezwałam się.
Poszliśmy do lodziarni. Nie obeszło się oczywiście bez paparazzi i fanów Jusa, ale cóż..
Nie będę robiła kolejnej awantury. Nie dawno się pogodziliśmy. Próbowałam to ignorować dopóki Jaxi mi się nie poskarżył.
- Justin, on się ich boi!- powiedziałam jak najciszej, ale by usłyszał.
- Zjedzmy do końca i pójdziemy.
- No chyba sobie żartujesz. Albo coś im powiesz, albo ja to zrobię.
- Sely oni właśnie tego chcą. Żebyśmy się wkurzyli.
- Zostajesz, czy jedziesz z nami?
- Poczekaj, pójdę zapłacić.
- Daj klucze do auta.
Wyjął z kieszeni klucze i mi je przekazał. Wzięłam Jaxona na ręce i poszłam w stronę samochodu. Zapięłam jego pasy i czekałam na Jusa.
Weszliśmy do domu. Justin od razu położył Jaxona do łóżka, bo zasnął w drodze.
- To co? Pizza?- spytał.
- I coś mocniejszego do picia.
- Zła jesteś?
- Czy jak chcę się napić, to muszę być zła? Po prostu mam ochotę.- podeszłam do niego.
- A wiesz na co ja mam ochotę?- zaczął mną kołysać.
- No na co?
- Raczej na kogo.- podniósł mnie, a ja oplotłam moje nogi w okół jego bioder.
- Hmm?- zaczął całować moją szyję.
- Na ciebie, księżniczko.- zeszłam z niego, a on uniósł brwi.
- Dawno nie mówiłeś do mnie księżniczko..
- A podoba ci się to?
- Bardzo.
- To będę częściej królewno.
- Kocham cię.
- Ja ciebie najbardziej na świecie.
- A twój jedyny syn?- uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- A to nie będzie ich więcej?
- Ty sobie żartujesz?- zaśmiałam się.
- Nie chcesz mieć więcej dzieci?
- Nie, no chcę, ale jeszcze nie teraz.
- Jasne.- całował moje barki.
Wróciłam do poprzedniej pozycji. Trzymałam się mocno Justina, który mnie całował. Zaczęłam jeździć opuszkami palców po jego szyi, również delikatnie ją całując. Justin swoje ręce z moich bioder, zsunął na pupę. Przeszliśmy na kanapę.
Leżałam na Justinie i go całowałam, a on mnie masował. Czułam się wspaniale, ale przerwał nam płacz Jaxona.
- Oo.. No serio?- powiedział zirytowany.
- Zobaczę.
- Pójdę z tobą.
- Najpierw załóż koszulkę.- rzuciłam nią w niego.
Płacz był coraz głośniejszy, więc szybko do niego poszłam.
- Co się stało synku?
- Brzuszek..
Dotknęłam jego czoła. Było strasznie gorące. Do pokoju wszedł Jus.
- Przynieś termometr.
- Już.
Po chwili wrócił. Sprawdziłam jego temperaturę.
- Umów go na jutro rano do lekarza, tego co zawsze. Masz w moim telefonie numer.
Poczekałam aż wróci po czym poszłam do kuchni i wzięłam potrzebne leki.
Ta noc była straszna. Co chwilę wstawaliśmy do Jaxona, ale później wzięliśmy go do siebie, co wcale nie polepszyło sprawy, bo za kilka dni Justin również zachoruje. Dwóch zdechlaków w domu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że takie krótki. Kolejne rozdziały będą ciekawsze i dłuższe. :)

1. "Ooh.. Really?"

Selena
Leniwie przetarłam oczy.  Obok mnie, jak zwykle, nie było Justina. Spojrzałam za zegarek, 9.50.
Poszłam do pokoju Jaxona i zobaczyłam, że śpi. Poszłam na dół zrobić nam śniadanie.
Przygotowałam naleśniki z nutellą i truskawkami. Usłyszałam dzwonek telefonu.
- Tak Ashley?
- Co robisz wieczorem?
- To co zwykle..
- To może wpadniesz do mnie na jakiegoś drinka, czy coś? Demi też będzie.
- Nie mam co zrobić z Jaxonem.
- A Justin?
- Nie ma go.
- Ehh.. Wpadaj z nim.
- Wiesz, zostawię go u mamy. 
- To umówione?
- Umówione.
- To bądź po 20.
- Okej, pa.
- No pa kochanie.
Usłyszałam tuptanie. Odwróciłam się i zobaczyłam Jaxona.
- Mamo?
- Tak?
- Pojedziemy gdzieś dzisiaj?
- A gdzie byś chciał?- uklęknęłam przy nim.
- Ja bym chciał pojechać do taty.
- Tatuś będzie później. Pojedziemy na zakupy i kupimy nowe ubrania oki?
- A kupisz mi te buty na piłkę?
- Kupię, jak będą. Teraz chodź i zjemy śniadanko.
- Dobrze mamusiu.
Zjedliśmy śniadanie. Przygotowałam sobie zestaw do ubrania mnie i Jaxiemu. 
Po dwóch godzinach byłam gotowa.
Przechodząc obok garderoby zobaczyłam w niej syna.
- Jaxi?
- Chciałem pożyczyć od taty bluzę.
- Oh.. Synku..- zaśmiałam się.- Rzeczy taty są dla ciebie za duże.
- Nie śmiej się ze mnie mamo!- tupnął nogą.
- Nie śmieje się.
- Chodź wybierzemy jakąś bluzę z twojej szafy.
- No dobra.
Chodziliśmy po sklepach już dobre 4 godziny. Jaxon nie miał już siły, więc został na godzinę w sali zabaw. Ja obeszłam jeszcze kilka sklepów. W Sephorze spotkałam Joe.
- No kogo ja tu widzę.- zwrócił się w moją stronę.
- Cześć. - uśmiechnęłam się.
- Gdzie masz obstawę?
- Justina nie ma, a Jaxi miał już dosyć chodzenia, więc jest w sali zabaw. A twoja obstawa?
- W domu. Ty dzisiaj też jedziesz do Ash?
- Tiaa..
- Nie mów, że nie masz ochoty na babskie pogaduszki?- uniósł brwi.
- Mam, mam, ale go znowu nie ma.
- Przywieź Jaxona do mnie i tak zostaje z dzieciakami.
 - Nie, zawiozę go do mamy. - uśmiechnęłam się.
- Jak wolisz. W razie co dzwoń.
- No dobra, dzięki.
- Ja już muszę lecieć. Pa.- przytulił mnie.
- Hej.
O 17 odebrałam Jaxona z sali zabawa. Pojechaliśmy na jakiś obiad i wróciliśmy do domu półtora godziny później.
Jaxon zasnął na kanapie. Ja poszłam zrobić sobie kawę, a później chciałam iść się szykować.
Usłyszałam otwieranie się drzwi frontowych. Do kuchni wszedł Justin i rzucił klucze od auta na wyspę.
- Cześć.- rzucił oschle.
- Cześć.
- Jest coś do jedzenia?
- Otworzysz lodówkę, to będziesz wiedział.
- Jesteś zła?
- Wychodzę dzisiaj wieczorem, więc zostaniesz z Jaxonem, tak?
- Zostanę.

Do domu wróciłam dopiero po 23. Spędziłyśmy razem miło czas. Umówiłyśmy się, że zrobimy jakąś wielką imprezę, ponieważ dawno na żadnej nie byliśmy.
Zapukałam do drzwi, bo zapomniałam kluczy. Po chwili otworzył mi Justin w samych bokserkach.
- Dzięki.- powiedziałam.
Poszedł do kuchni, gdzie ja po chwili też się znalazłam.
- Powiedz mi o co jesteś zła?- skinął w moją stronę.
- Pytasz się o co?- wyrzuciłam ręcą w górę.
- Tak, bo nie wiem.- powiedziałam spokojnie.
- Nigdy ciebie nie ma w tym domu! My ciebie potrzebujemy, Justin!
- Wiesz, jak bardzo chcę być z wami? Jak bardzo chcę spędzać dnie z Jaxonem, jak ty?! Że chcę być z tobą? Chcę być dobrym mężem i tatą?! Ale nie mogę, kurwa!
- Nie krzycz.- obróciła się do mnie, po czym zaczęła.- Brakuje mi ciebie, nie tylko mi.- zaśmiała się ironicznie.- Jaxon cały czas pyta czemu ciebie nie ma, gdzie jesteś, kiedy wrócisz? Wiesz co muszę mu odpowiadać?! " Nie wiem". Bo nie wiem kiedy wrócisz. Nie wiem nawet kiedy wyjeżdżasz. Rozmowa przez telefon, nie jest rozmową prosto w oczy. Gdy jest mi ciężko.. Łoo.. Kumasz, ze ja też mam czasem.. Co ja gadam, często mam ciężkie dni.- obróciła się ponownie do mnie.- Wtedy ciebie potrzebuje. Ale co ty robisz? Wyrywasz inne laski w klubach, a niby jesteś w trasie. Jaxon nie ma ojca, ja męża. Może po prostu..- przerwał mi.
- Wiem, że mnie nie ma. Ale nigdy ciebie nie zdradziłem, a nigdy tego nie zrobię.- podszedł do mnie i położył swoje ręce na moich ramionach.- Kocham was. Kocham was, bardzo mocno. Zrobię dla was wszystko. Nie jestem z wami tak często jak powinienem, ale chcę tego, cholernie tego chcę. Śpię w hotelach,a powinienem najpierw uśpić mojego syna, a później zasnąć z tobą przy moim boku. To wszystko przez tą pracę..
- Gdyby ci na nas zależało, to byś to zmienił!
- Próbuję.
- Ooh.. Naprawdę?
- Uwierz mi, robię wszystko co mogę, ale tego nie można zrobić z dnia na dzień!
- To się kurwa postaraj!- próbowałam się wyrwać, ale mi nie pozwalał.- Mam dość twoich wymówek i kłamstw. Przyznaj się sam przed sobą, na czym ci zależy! Ja nie będę ci przeszkadzała, a teraz mnie puść, proszę.
Poszłam do sypialni i trzasnęłam drzwiami. Położyłam się na łóżku i wtedy wszystko ze mnie wyleciało. W postaci gorzkich łez, których nie mogłam opanować.