czwartek, 24 marca 2016

8. "I don't know"

Justin
Weszliśmy do domu moich rodziców. Jaxon rzucił się Selenie na szyję.
Cały czas mnie ignorował. Jakby mnie nie było.
Gdy Selena, moja mama, tata i jej mama poszli zobaczyć coś do ogrodu zapytałem się go.
- Jaxi, czemu nie odzywasz się taty?- posadziłem go obok siebie.
- Bo jak oglądałem bajkę, to była leklama, że znowu będziesz miał trasę! A ja nie chcę. Nie chcę żebyś znowu jechał.- widziałam, jak łzy wypływały z jego oczu.
- Nie jadę na razie synku..- posadziłem go na swoich kolanach, a on się we mnie wtulił.
- Ja nie chcie żebyś w ogóle jechał! Tęsknie za tobą.
- Ja za tobą też tęsknie, Jaxon, gdy wyjeżdżam. Nie masz pojęcia jak bardzo. Chciałbym to wszystko rzucić i być z tobą i mamusią cały czas.
- To czemu nie jesteś?- pociągnął noskiem.
- Nie płacz skarbie. Jak będę wyjeżdżał to z wami, albo na króciuuutko. Co? A na razie chodźmy się bawić.
- Dobrze.
 Wyszliśmy i biegaliśmy po całym ogrodzie bawiąc się w berka.
Niestety Jaxon potknął się o leżak i się przewrócił. Od razu zaczął płakać, więc na miejscu w mgnieniu oka pokazała się Selena.
- Co wy zrobiliście?- stanęła nad nami.
- Jaxon się przewrócił..
Wzięła go na ręce.
- Idziesz?- spytała mnie.
- Już.
Selena opatrzyła ranę Jaxona.
Była dopiero 24.30, gdy uporaliśmy się z wariującym Jaxonem, by zasnął.
- Ile on ma anergii...- objąłem ją w pasie.
- Po kimś na pewno.- pocałowała mnie. - Bo ja idę też spać.
- Selena?
- Tak?- odwróciła się do mnie.
- Cz-czy Jaxon..- pokiwałem głowę próbując przyswoić sobie wiadomości.- Powiedział, że on mnie nie obchodzi.
- Ejj..- przytuliła mnie.- Kocha cię. Po prostu, gdy pracujesz prawie cię nie ma i mu brakuje taty.
- Nie chcę,żeby tak było. Chcę być dobrym ojcem..
- Jesteś.- uśmiechnęła się.
- Nigdy nie będę dla Jaxona i dla niego...- pogłaskał mój brzuch- wystarczająco dobrym ojcem.
- Skarbie, kochają cię. Ja ciebie też kocham.
- Nie zrozumiesz.. Ty jesteś z nim całe dnie, a ja? Raz na jakiś czas..
- A ile teraz jesteś?
- No trzy tygodnie...
- No właśnie.
- Ale nie jestem tyle ile powinienem.
- Ważne, że ich kochasz.- przytuliła mnie.
- Chodź spać.
Gdy się położyliśmy cały czas myślałem o Jaxonie.. Jeszcze teraz ta trasa, Sel w ciąży.
Zawsze coś jest nie tak!

 *siedem miesięcy później*
Selena
Nie rozmawiam z Justinem już ponad miesiąc. Wychodzi jeszcze, gdy śpimy, a wraca również, gdy już śpimy.
Gdy powiedział mi, że jak urodzę musi wyjechać w trasę załamałam się. Znowu zostawi mnie samą, już tak jest. Nie interesuje go nawet Jaxon, a co dopiero ja!
Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. 01.32. Noc nie przespana.
Zeszłam do kuchni, bo naszła mnie ochota na lody.
Justina jeszcze nie było.
Wyciągając z zamrażarki lody usłyszałam otwierające się drzwi.
- Nie śpisz?- rzucił klucze na blat i usiadł na krześle wgapiając się telefon.
- Jak widzisz..
- Powinnaś się położyć.
- Wiem co powinnam.
- Iść spać. Musisz się wysypiać.
- Nic nie muszę.- spojrzał na mnie.
- Musisz o siebie dbać.- kontynuował patrząc się na mnie.
- Oo.. Nagle cię interesuje?!
- Cały czas mnie interesujesz.- wstał.
- Ahh tak? Gdybym teraz spała, powiedz mi kiedy być się do mnie odezwał?
- Nie rozumiesz, że pracuje, żeby zarabiać na wszystkie wasze zachcianki?- mówił spokojnie.
- Nie chcę tak.. Obiecywałeś mi Justin, obiecywałeś nam. Kiedy ostatnio rozmawiałeś, albo bawiłeś się z Jaxonem?!
- Pracuje nad trasą!
- I znowu mnie zostawisz. Samą! Z dwójką twoich dzieci!
- Nie zostawiam ciebie!
- A ile będziesz w trasie?!
- Będę was odwiedzał!
- Raz na ile? Raz na tydzień, dwa? Justin, my już nie jesteśmy sami, żeby móc wsiąść w samolot i pojechać do siebie!
- Przecież wiem..
- To dlaczego nam to robisz?
- Proszę ciebie, Selena zrozum mnie..- pokiwałam głową.
- Ty zrozum mnie.
Odeszłam. Nie słuchałam co jeszcze mówił. Położyłam się na łóżku i dałam się ponieść emocjom.
Zawsze mi obiecuje, a ja głupia mu wierzę, ufam...
 - Mamo! Głodny jestem!- otworzyłam oczy i zobaczyłam Jaxona skaczącego po łóżku.
- Już, kochanie.
Wstałam z łóżka i razem poszliśmy do kuchni.
O dziwo na stole było przygotowane śniadanie.
- Chyba tatuś nam zrobił.- usiadł przy krześle i zaczął jeść gotowe naleśniki.
Ciekawe co mu nagle odbiło?! Dopiero jak mu coś powiem, to "próbuje" coś zmienić.
- Mamusiu?
- Tak?
- A pójdziemy dzisiaj do babci?
- Możemy jeśli chcesz.- posłałam mu uśmiech i również usiadłam do stołu.
Po zjedzeniu przyszykowałam rzeczy sobie i Jaxonowi.
Ubrałam jeansy z dziurami, luźną, białą koszulkę, by ukrywała mój już duży brzuch i ramoneskę.
Włosy upięłam w kok, nałożyłam trochę pudru, a usta pomalowałam błyszczykiem.
W salonie Jaxon oglądał w tym czasie bajki.
- Jaxi ubieraj buty.
- Poczekaj...
- Nie, w tej chwili ubieraj buty.
- Ja chcę najpierw obejrzeć bajkę do końca!
- Jaxon! Raz...dwa...trzy!
- Poczekaj!
- Nie krzycz na mnie! I nie będę czekać. W tej chwili ubierz buty!
Powoli wstał i zaczął ubierać buty.
- Kiedy będzie tata?- spytał, gdy byliśmy pod domem Pattie.
- Nie wiem...
Nawet na to nie umiem mu odpowiedzieć. Nie wiem, gdzie on teraz jest, kiedy wróci, kiedy wyszedł, z kim jest...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz