Justin
Weszliśmy do domu moich rodziców. Jaxon rzucił się Selenie na szyję.
Cały czas mnie ignorował. Jakby mnie nie było.
Gdy Selena, moja mama, tata i jej mama poszli zobaczyć coś do ogrodu zapytałem się go.
- Jaxi, czemu nie odzywasz się taty?- posadziłem go obok siebie.
- Bo jak oglądałem bajkę, to była leklama, że znowu będziesz miał trasę! A ja nie chcę. Nie chcę żebyś znowu jechał.- widziałam, jak łzy wypływały z jego oczu.
- Nie jadę na razie synku..- posadziłem go na swoich kolanach, a on się we mnie wtulił.
- Ja nie chcie żebyś w ogóle jechał! Tęsknie za tobą.
- Ja za tobą też tęsknie, Jaxon, gdy wyjeżdżam. Nie masz pojęcia jak bardzo. Chciałbym to wszystko rzucić i być z tobą i mamusią cały czas.
- To czemu nie jesteś?- pociągnął noskiem.
- Nie płacz skarbie. Jak będę wyjeżdżał to z wami, albo na króciuuutko. Co? A na razie chodźmy się bawić.
- Dobrze.
Wyszliśmy i biegaliśmy po całym ogrodzie bawiąc się w berka.
Niestety Jaxon potknął się o leżak i się przewrócił. Od razu zaczął płakać, więc na miejscu w mgnieniu oka pokazała się Selena.
- Co wy zrobiliście?- stanęła nad nami.
- Jaxon się przewrócił..
Wzięła go na ręce.
- Idziesz?- spytała mnie.
- Już.
Selena opatrzyła ranę Jaxona.
Była dopiero 24.30, gdy uporaliśmy się z wariującym Jaxonem, by zasnął.
- Ile on ma anergii...- objąłem ją w pasie.
- Po kimś na pewno.- pocałowała mnie. - Bo ja idę też spać.
- Selena?
- Tak?- odwróciła się do mnie.
- Cz-czy Jaxon..- pokiwałem głowę próbując przyswoić sobie wiadomości.- Powiedział, że on mnie nie obchodzi.
- Ejj..- przytuliła mnie.- Kocha cię. Po prostu, gdy pracujesz prawie cię nie ma i mu brakuje taty.
- Nie chcę,żeby tak było. Chcę być dobrym ojcem..
- Jesteś.- uśmiechnęła się.
- Nigdy nie będę dla Jaxona i dla niego...- pogłaskał mój brzuch- wystarczająco dobrym ojcem.
- Skarbie, kochają cię. Ja ciebie też kocham.
- Nie zrozumiesz.. Ty jesteś z nim całe dnie, a ja? Raz na jakiś czas..
- A ile teraz jesteś?
- No trzy tygodnie...
- No właśnie.
- Ale nie jestem tyle ile powinienem.
- Ważne, że ich kochasz.- przytuliła mnie.
- Chodź spać.
Gdy się położyliśmy cały czas myślałem o Jaxonie.. Jeszcze teraz ta trasa, Sel w ciąży.
Zawsze coś jest nie tak!
*siedem miesięcy później*
Selena
Nie rozmawiam z Justinem już ponad miesiąc. Wychodzi jeszcze, gdy śpimy, a wraca również, gdy już śpimy.
Gdy powiedział mi, że jak urodzę musi wyjechać w trasę załamałam się. Znowu zostawi mnie samą, już tak jest. Nie interesuje go nawet Jaxon, a co dopiero ja!
Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. 01.32. Noc nie przespana.
Zeszłam do kuchni, bo naszła mnie ochota na lody.
Justina jeszcze nie było.
Wyciągając z zamrażarki lody usłyszałam otwierające się drzwi.
- Nie śpisz?- rzucił klucze na blat i usiadł na krześle wgapiając się telefon.
- Jak widzisz..
- Powinnaś się położyć.
- Wiem co powinnam.
- Iść spać. Musisz się wysypiać.
- Nic nie muszę.- spojrzał na mnie.
- Musisz o siebie dbać.- kontynuował patrząc się na mnie.
- Oo.. Nagle cię interesuje?!
- Cały czas mnie interesujesz.- wstał.
- Ahh tak? Gdybym teraz spała, powiedz mi kiedy być się do mnie odezwał?
- Nie rozumiesz, że pracuje, żeby zarabiać na wszystkie wasze zachcianki?- mówił spokojnie.
- Nie chcę tak.. Obiecywałeś mi Justin, obiecywałeś nam. Kiedy ostatnio rozmawiałeś, albo bawiłeś się z Jaxonem?!
- Pracuje nad trasą!
- I znowu mnie zostawisz. Samą! Z dwójką twoich dzieci!
- Nie zostawiam ciebie!
- A ile będziesz w trasie?!
- Będę was odwiedzał!
- Raz na ile? Raz na tydzień, dwa? Justin, my już nie jesteśmy sami, żeby móc wsiąść w samolot i pojechać do siebie!
- Przecież wiem..
- To dlaczego nam to robisz?
- Proszę ciebie, Selena zrozum mnie..- pokiwałam głową.
- Ty zrozum mnie.
Odeszłam. Nie słuchałam co jeszcze mówił. Położyłam się na łóżku i dałam się ponieść emocjom.
Zawsze mi obiecuje, a ja głupia mu wierzę, ufam...
- Mamo! Głodny jestem!- otworzyłam oczy i zobaczyłam Jaxona skaczącego po łóżku.
- Już, kochanie.
Wstałam z łóżka i razem poszliśmy do kuchni.
O dziwo na stole było przygotowane śniadanie.
- Chyba tatuś nam zrobił.- usiadł przy krześle i zaczął jeść gotowe naleśniki.
Ciekawe co mu nagle odbiło?! Dopiero jak mu coś powiem, to "próbuje" coś zmienić.
- Mamusiu?
- Tak?
- A pójdziemy dzisiaj do babci?
- Możemy jeśli chcesz.- posłałam mu uśmiech i również usiadłam do stołu.
Po zjedzeniu przyszykowałam rzeczy sobie i Jaxonowi.
Ubrałam jeansy z dziurami, luźną, białą koszulkę, by ukrywała mój już duży brzuch i ramoneskę.
Włosy upięłam w kok, nałożyłam trochę pudru, a usta pomalowałam błyszczykiem.
W salonie Jaxon oglądał w tym czasie bajki.
- Jaxi ubieraj buty.
- Poczekaj...
- Nie, w tej chwili ubieraj buty.
- Ja chcę najpierw obejrzeć bajkę do końca!
- Jaxon! Raz...dwa...trzy!
- Poczekaj!
- Nie krzycz na mnie! I nie będę czekać. W tej chwili ubierz buty!
Powoli wstał i zaczął ubierać buty.
- Kiedy będzie tata?- spytał, gdy byliśmy pod domem Pattie.
- Nie wiem...
Nawet na to nie umiem mu odpowiedzieć. Nie wiem, gdzie on teraz jest, kiedy wróci, kiedy wyszedł, z kim jest...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz