poniedziałek, 18 kwietnia 2016

10. " Names for babys"

- Może naleśniki?- spytał po raz setny, gdy siedzieliśmy w ogrodzie.
- Nie.- odpowiadaliśmy równo z Jaxonem.
- Pizza?
- Nie.
- Kurczak?
- Nie.
- Jedziemy na obiad do kogoś?
- Nie, ty robisz.- dalej odpowiadałam równo z Jaxonem pękając ze śmiechu.
- No to co?
- Mogłeś wygrać zakład.- chlapnęłam go wodą z basenu.
- No ejjj.... Frytki?- spytał pełen nadziei.
- Ja zrobię sałatkę, a ty upiecz łososia.
- Jaką sałatkę?
- Z rukolą.
- No to zrobię. A ty idź się zdrzemnąć po jesteś zmęczona.- musnął mój polik.
- Nie jestem. Ale skoro nalegasz, to mogę pojechać z Ash na kawę?
- Nie pytaj tylko jedź. Podwieźć ciebie?
- Nie musisz.
- I tak muszę zrobić zakupy.
- Skoro chcesz.- ponownie mnie pocałował.
- Fuuj!- krzyknął Jaxon.
- Nie ładnie tatusiu...- szepnęłam mu do ucha, po czym poszłam ubierać buty.
Po chwili byłam już na miejscu. Ashley siedziała już na miejscu.
- Cześć.- przywitałam ją.
- Boże jak się stęskniłam!- przytuliła mnie.- Ciąża ci służy.
- Haha dziękuję.
- Za mówiłam ci już herbatę.
- Dzięki. To opowiadaj. Nie widziałyśmy się już 4 miesiące, o 4 za dużo.
- Po staremu. Praca, dzieci, dom.
- A jak Liam?
- No właśnie... Nie układa się między nami...- jej mina od razu się zmieniła.
- Co się stało?
- Ciągle go nie ma w domu. Unika mnie. Tylko czasami zabiera gdzieś Stellę, a tak go nie ma.
- Ash.. Justin też tak robił. Porozmawiaj z nim, kochana. Musicie sobie to po prostu wyjaśnić.- puściłam jej oczko.
- Ja nie wiem jak zacząć..
- Ja też nie wiedziałam do wczoraj.. To po prostu ze mnie wypłynęło.
- I jak?
- Pogodziliśmy się. Zrobił sobie rok przerwy.
- Boziuu, jaki on kochany..- rozpromieniła się.
- Czasami.- zaśmiałam się.
- Nie przejmuj się, tylko powiedz mu to. Będzie lepiej jak to sobie wyjaśnicie.
- Wiesz, jaką jesteś wspaniałą przyjaciółką?
- Coś tam słyszałam..- zaczęłyśmy się śmiać.
Spędziłyśmy razem wspaniale czas. Ashley nalegała, że mnie odwiezie do domu, ale niestety nie mogła przekonać Justina.
- I jak się czujesz?- spytał, gdy jechaliśmy przez miasto.
- Dobrze.- uśmiechnęłam się.
- Nie mogę się doczekać, aż urodzisz.
- Ja też.
- Moja córeczka.
- Jedyna.- rozmarzyłam.
- Jak to?- spytał.
- Co?
- Tylko jedna?
- A co?- uśmiechnęłam się do niego.
- Wiesz.. Chciałbym więcej dzieci.- nieśmiało się uśmiechnął.
- Zobaczymy, kochanie.
Szczerze? Zaskoczył mnie tym.
Jest wspaniałym i troskliwym tatą, ale często go nie ma.
Gdy zjedliśmy przygotowany przez Justina obiad, Jaxon zasnął, a my usiedliśmy w salonie.
- To może dla dziewczynki Candice, a dla chłopca Drew?- spytałam.
- Drew?- poruszył zabawnie brwiami.- A może coś na "s"?
- Czemu?- leżałam wtulona w niego.
- Bo już jest Justin i Jaxon, Selena sama.
- Nie, nie podoba mi się tak.- zaprotestowałam.
-  To dziewczynka na pewno Candice?
- Candice.- uśmiechnęłam się jeszcze bardziej.
- A chłopiec? Może..  David?
- David.
Justin wpił się w moje usta, a ja oddałam jego pocałunek.
- Nie, nie teraz.- oderwałam się od niego.
- Ale wiesz, jak bardzo mi się podobasz..- mruknął.
- Justin... A może pójdziemy na plażę?
- Zadzwonię do Kenny'ego.
- Ale...
- Jeśli idziemy z Jaxonem musimy. Nie mogę pozwolić, żeby mu się coś stało. I tym bardziej ty jesteś w ciąży.- przytulił mnie.- Wiem, że nie chcesz.. Przepraszam.
- Nie masz za co.- uśmiechnęłam się.- Ja też nie chcę, żeby Jaxonowi się coś stało.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Ty mnie też co?- objął mnie w pasie.
- Ja ciebie też kocham.
Po godzinie byliśmy gotowi i wyjechaliśmy na plaże.
- Jak się czujesz Selena?- spytał mnie Kanny w drodze.
- Bardzo dobrze. A jak się tobie układa?
- A ci powiem, że też nawet nawet.- zaśmiał się.- Czyli na plaże?
- Tak, trochę się przejdziemy, a później pojedziemy coś zjeść.- wciął się Jusi.
Na plaży Jaxon cały czas nam uciekał. Niestety natchnął się na sporą grupę fanów Justina. Straciliśmy bardzo dużo czasu, czekając aż Justin zrobi sobie z każdym zdjęciem i da autograf.
Na koniec pojechaliśmy do jednej z naszych ulubionych restauracji.

Dwa tygodnie później.
- Idź, nic mi się nie stanie.- mówiłam.
- Ale. Jakby czasem, się zaczęło?
- Justin, jedziesz tylko do Scootera, to nie jest na końcu świata. Jaxon śpi, więc jedź..
- No dobra, będę za kilka godzin.- pocałował po czym poszedł w stronę drzwi.
- Justin?!- odwrócił się i podszedł do mnie.
- Tak, skarbie?
- Proszę, pamiętaj o czym mi obiecywałeś.- opuściłam w dół głowę.
- Ejj..- swoje dłonie położył no moją twarz i uniósł ją, bym na niego spojrzała.- Rok przerwy. Ani dnia krócej, może trochę dłużej jeśli chcesz..- uniósł kąciki ust.
- Na pewno?
- Zaufaj mi.
- Nie zawiedź mnie, Jusi.
- Obiecuję.- wpił się w moje usta.- Niedługo będę.
Wyszedł. Zakluczyłam drzwi za nim.
Włączyłam ulubiony film i położyłam się na kanapie, nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz